Znalazłam najdziwniejsze zabawki w warszawskich SEX SHOPACH, żebyście wy nie musieli

Polskie sexshopy to wciąż w przeważającej części alternatywna rzeczywistość, która rządzi się własnymi prawami. Choćbyś, tak jak ja, odwiedzał je w środku słonecznego lipcowego dnia, to zobaczysz wnętrza, w których panuje półmrok, jak w grocie Drakuli. I to paradoksalnie na papieskiej ulicy, imienia Jana Pawła II w Warszawie, znajduje się ich najwięcej.

Królują tu kolorowe buty na niebotycznych obcasach, wysadzane cyrkoniami, czy lateksowa garderoba z wyciętymi dziurami w intymnych miejscach. Dzisiaj jednak przyjrzę się najbardziej specyficznym artykułom.

Przedstawiam wam kilka najdziwniejszych gadżetów erotycznych znalezionych w warszawskich sex shopach. Jest to wybór totalnie subiektywny. Niejednokrotnie przekonałam się, że rzeczy, które u mnie wywołują zmieszanie i zażenowanie, dla wielu moich znajomych są zupełnie zwyczajnymi i opatrzonymi artykułami życia codziennego. Być może obnaża to tylko moją pruderyjność. Przekonajcie się sami.

fot. Zofia Krawiec

Większość asortymentu warszawskich sex shopów jest dostosowana do portfeli niezbyt zamożnych klientów. W ofercie przeważają gadżety pochodzenia chińskiego, tandetne podróbki łechtaczek i monstrualnych penisów, wykonane z silikonów bynajmniej nie medycznych. Wszystkie one wyglądają, jakby miały się rozpaść przy trzecim użyciu.

Pierwszą i największą grupą erotycznych dziwadeł są sekszabawki, masturbatory – gumowe fragmenty ciała. I nie mam na myśli tutaj wyłącznie protez penisów, które bardzo długo stanowiły najpopularniejszy na erotycznym rynku rodzaj dild. Piszę o masturbatorach, których fasadowa część naśladuje np. wycięty fragment twarzy. Rozwarte i raczej dziecięce bezzębne usta (wyglądające, jakby sięgały po smoczek z wyciągniętym języczkiem) oraz zadarty nosek. Inny rodzaj masturbatorów z tej samej oralnej rodziny posiada już nieco bardziej dorosłe i zmysłowe, pomalowane czerwoną szminką wargi, które służą do penetracji i (co ciekawe) mocno przywołują w pamięci rzeźby jednej z najważniejszych polskich artystek powojennych, skupionej na intymności i przemijalnej cielesności – Aliny Szapocznikow. Trudno stwierdzić, czy to podobieństwo jest zamierzone. Czy dla projektantów Deep Throat Vibrating Stroker polska artystka zainteresowana szukaniem artystycznej ekspresji dla zmysłowości była bezpośrednią inspiracją? Może jest to specjalny masturbator dedykowany miłośnikom sztuki współczesnej? Nie można tego wykluczyć.

fot. Zofia Krawiec

Do mojej ulubionej grupy erotyczno-anatomicznej zaliczam też kobiece pośladki służące do penetracji, wyabstrahowane od reszty ciała, tak jakby właścicielka pupy była zbędnym i problematycznym naddatkiem. Ale najwyżej na podium tego rozdania znajduje się gumowa stopa ze szpilką w kolorze skóry, przez co podeszwa buta wygląda bardziej jak jakaś choroba, dziwna cielesna mutacja czy kopytko niż jak seksowny pantofelek. W śródstopiu ukryta jest jednak jeszcze jedna niespodzianka, imitacja waginy służąca do penetracji, która wykonana jest „z materiału delikatniejszego niż skóra dziecka” (powraca posmak pedofilii).

fot. Zofia Krawiec

Pewne jest, że przez te wszystkie fragmenty ciał przypominające preparaty anatomiczne, odpowiadające niemal każdemu wymaganiu i każdej zachciance, klient podrzędnego warszawskiego sex shopu może poczuć się jak student medycyny w Collegium Anatomicum, badający anatomię granic swojego pożądania.

Prócz silikonowych szczątek, które wyglądają raczej, jakby pochodziły z komnaty Sinobrodego niż z czyichkolwiek fantazji, w warszawskich sex shopach znajdzie się też coś dla miłośniczek sportu, a konkretnie – małe co nieco dla entuzjastek kolarstwa. Sama do nich należę, więc z jeszcze większą ciekawością przyjrzałam się temu urządzeniu, nie zrażając się przy tym mocno zakurzonym opakowaniem i spłowiałą nalepką z ceną. No więc producenci Happy Ride wyszli na przeciw potrzebom tych klientek, które zauważyły już od dawna oczywistą korelację między jazdą na rowerze a pobudzeniem seksualnym. Wibrujące siodełko ze specjalną wypustką do stymulacji. Jakby na dowód fantastycznego działania siedziska, rowerzystka w nietypowym stroju kolarskim (nago) z pudełka zachęca nas do jego użycia w języku niemieckim, czyli języku pierwszej pornografii VHS.

fot. Zofia Krawiec

Do grupy erotycznych kuriozów dorzucam elementy zastawy stołowej, takie jak widelce i słomki z motywami penisa. Przeznaczone do spożywania i smakowania, nasuwają na myśl raczej niesmaczny żart starego wujka, któremu wszystko kojarzy się z seksem oralnym.

Ale prawdziwą wisienką na torcie jest szklane dildo z wymową polityczną. Zwieńczone główką przypominającą kopułę cerkiewną i opatrzone komunistycznym symbolem sierpa i młota. Czy jest to dildo służące do zabaw w stylu BDSM? Czy służy temu, żeby uległą stronę, o poglądach antylewicowych, upokorzyć jeszcze bardziej, przez penetrację?

fot. Zofia Krawiec
WIĘCEJ