Relacje bez transakcji nie mają sensu?

Musimy się przyzwyczaić do tego, że świat szaleństwa krypto-NFT-web 3.0 zostanie z nami na dłużej. Skoro za NFT biorą się gwiazdy polskiego rapu, a o inwestowaniu w krypto śpiewa nawet siostra Marka Zuckerberga, to nie pozostaje nam nic innego, jak stać z boku i wygrzebywać co gorsze rodzynki z tego toksycznego pasztetu. I tak, jak istnieją aplikacje randkowe dla ludzi znanych i bogatych, armii, czy chrześcijan, tak naturalną koleją rzeczy musiała powstać apka dla społeczności zorientowanej na kryptowaluty i NFT. 

Lonely Ape Dating Club to wykwit kolektywu Y4K, który stał za inwazją brzydalskich obrazków z małpami w formie NFT, czyli Bored Ape Yacht Club. Na dobrą sprawę sama idea serwisu randkowego nie zasługuje na szyderstwo czy oburzenie – czym mniej samotnych ludzi na planecie, tym lepiej – ale, jak to często w tego typu przedsięwzięciach bywa, wgłębienie się w temat przynosi niezły wstrząs. W Lonely Ape Dating Club nie trzeba tworzyć profilu, wystarczy podlinkować swój kryptoportfel. Apka wyświetli naszą kolekcję NFT i wartość majątku netto. Wiadomo, osobowość i zainteresowania bledną wobec tych czynników, a ludzi najlepiej ocenia się po stanie ich posiadania. Bardzo często w kontekście nowych technologii mówi się o zbliżającej się dystopii, co nie jest do końca prawdą, bo ona już tu jest. Ale to nie koniec wybornych funkcji Lonely Ape Dating Club. Weźmy np. Coin Digger: ludzie spoza Bored Ape Yacht Club mogą łączyć się z osobami o wyższej wartości majątku dla obupólnych korzyści (cyt. za oficjalnym komunikatem), a także, dzięki match to earn, zarabiać tokeny za interakcje na platformie. Twórcy aplikacji sugerują, że najlepszym sposobem na przyciąganie uwagi na swój profil jest oferowanie porad i informacji dotyczących kryptowalut i NFT. Ach, nie ma nic bardziej romantycznego, niż wspólna rozkmina o mintowaniu! Czy czujecie kamień w żołądku? Nie? To co powiecie na to, że możecie filtrować kontakty przez kryterium wartości majątku i portfolio NFT? Wspaniale, wreszcie nie będzie pisał do was żaden biedak!  

Można machnąć ręką i zignorować kolejne wybryki kryptobrosów, bo przecież nas nie dotyczą (a apka randkowa będzie niszą w niszy). Ale warto przyglądać się tym ruchom, bo to właśnie one wykładają prawdziwe cele web 3.0: absolutną komodyfikację wszelkiej ludzkiej działalności. Jeśli coś nie przynosi wymiernej wartości – jak np. niezobowiązujący kontakt przez apkę randkową – należy to zmienić, wprowadzając do tej aktywności element transakcyjny. To wizja nihilistyczna i głęboko niepokojąca. Na razie kryptowaluty i NFT to domena głośnej i zdeterminowanej internetowej mniejszości, ale coraz więcej korporacji i innych większych podmiotów spogląda łakomie w ich stronę. Nic dziwnego, bo wizja przyszłości, w której każda z naszych aktywności jest transakcją, albo przynajmniej wstępem do niej, jest bardzo atrakcyjna. Dla bytów opętanych zyskiem nie ma nic gorszego, niż marnowanie czasu. W końcu czas to pieniądz, a zgodnie z naukami szkoły chciwego hustlingu, każda sekunda, kiedy się nie zarabia, to krew w piach. Nie da się przejść do porządku dziennego również nad tym, jak piewcy web 3.0 widzą ludzką wartość. Ta zawiera się w stanie wirtualnego portfela, net worth i kolekcji NFT. Oczywiście, taka perspektywa nie jest żadną nowością w obecnym stanie kapitalizmu. Nawet jeśli odbywa się to nieświadomie, to spora część społeczeństwa ocenia innych przez pryzmat majątku, prawdziwego bądź postrzeganego. Pomysły internetowych nihilistów mogą tylko pogłębić ten ponury stan. Czy możemy dać odpór tak szkodliwej fali? Najtrudniejszym elementem walki jest oczywiście przebicie się przez technologiczny żargon, którym próbuje się nas zakrzyczeć. Jednym ze sposobów na takie trudne rozmowy są pytania o podstawowe kwestie: jak to rozwiązanie wpłynie na ogólny dobrostan społeczny? Kto skorzysta na takich rozwiązaniach, a kto straci? Czy wiesz, jakie to będzie miało konsekwencje dla obecnych instytucji życia gospodarczego i społecznego? Kto poniesie odpowiedzialność, jeśli coś pójdzie nie tak? Jest duża szansa, że odpowiedzi drugiej strony będą pokićkane bądź niewystarczające, a wy oszczędzicie sobie tyrady o mintowaniu, tokenach, czy holdowaniu. Ba, może się nawet zdarzyć, że ktoś sam zacznie się zastanawiać, czy wizja przyszłości, w której wszyscy są milionerami, puszczonymi samopas bez żadnych regulacji, ma sens i jakikolwiek odcień realności. A to może być poczytane za małe zwycięstwo. Innych w web 3.0 nie będzie. 

WIĘCEJ