Od ambientu po rocka, niemiecki artysta zostawił po sobie imponujący katalog dźwięków.

Klaus Schulze odszedł w wieku 74 lat, po długiej chorobie. Był jedną z najjaśniejszych postaci niemieckiej awangardy muzycznej, przetarł szlaki w wielu brzmieniach i stylistykach, które obowiązują do dzisiaj. Niezależnie od tego, czy mówimy o newage’owo-ambientowym Tangerine Dream, czy eksperymentalnym Ash Ra Tempel, czy bogatej solowej twórczości, artysta nie bał się wychodzić przed szereg i angażować najnowszych osiągnięć technicznych. Rozmowa o kształcie współczesnej muzyki elektronicznej – chociaż nie tylko – jest niemożliwa bez wspomnienia o Schulzem, który już pięć dekad temu starał się inkorporować elektronikę do jazzu i rocka. Był otwartą i pracowitą jednostką, wciąż poszukującą nowych dróg ekspresji. Pośrednio tworzył także nowy model brzmieniowej duchowości, będący kombinacją wschodnich elementów new age z inspirującym spojrzeniem w kosmiczny bezkres. Spoglądał również w kulturowo-filozoficzne oczy Niemiec, podejmując twórczy dialog z Nietzschem i Wagnerem, bliska jego sercu była też literatura science fiction, którą przekładał na dźwięki. Pod koniec lat 90. XX wieku poszedł nawet w stronę ambient techno i trance’u. Nie da się streścić tego, jak ogromny wpływ wywarł na muzyczny świat czy kulturę popularną w ogóle. Echa jego twórczości słychać w tak wielu projektach i w tylu miejscach, w których elektronika spotyka się z innymi gatunkami, że bez przesady można określić go jedną z najważniejszych postaci w historii muzyki. Podobnie trudno wybrać najlepsze pozycje z jego dyskografii, bo ta obfituje w kapitalne i przełomowe wydawnictwa.  

W czerwcu ukaże się ostatni krążek Klausa Schulze, zainspirowany Diuną Franka Herberta Deus Arrakis. Poniżej możecie posłuchać utworu promującego album, bardzo podniosłego „Osiris Pt. 1”. 

WIĘCEJ