Girlboss po katolicku.

Siostry Klaryski czy też Biedne Klaryski z zakonu franciszkańskiego uważane są za jedne z najzagorzalszych służebnic Kościoła rzymskokatolickiego. Klasztory Klarysek jest w dużej mierze autonomiczne, dlatego charakteryzują się różnicami w poszczególnych praktykach, wszystkie jednak pozostają oddane sumiennej modlitwie, ciężkiej pracy fizycznej i surowym wyrzeczeniom. Ta historia dotyczy Biednych Klarysek z Belgii, które przez 600 lat mieszkały w malowniczym klasztorze mieście Brugia. Ograniczyły komunikację ze światem zewnętrznym, dopóki pewnego dnia owy świat nie przeszedł przez ich bramę wjazdową. Nazywał się Ronny Crab i przybył do klasztoru w 1985 roku z polecenia miejscowego biskupa. Crab znalazł w klasztorze prace, jako dozorca, złota rączka i kierowca – taki facet od wszystkiego. Z biegiem czasu zdobył przyjaźń i zaufanie zakonnic, aż ostatecznie został mianowany dyrektorem spraw finansowych. Kilka lat później (około 1988 roku) Klaryski dowiedziały się, że ten sam biskup, który polecił im Ronniego, ma plany dotyczące ich zakonu. Plotka głosiła, że chciał odebrać im klasztor, rozbić zakon, a Biedne Klaryski wysłać do rozmaitych innych placówek kościelnych. Ich bezcenna kolekcja dzieł sztuki i święte relikwie gromadzone przez stulecia zostałyby upłynnione, a sam klasztor sprzedany lokalnym firmom, które czaiły się na działkę. Według doniesień zakonnice skonsultowały te wieści między sobą i stwierdziły, że jeśli ktoś ma zarobić na ich klasztorze, będą to one same.

Ponieważ Klaryski były prawnymi właścicielkami klasztoru, postanowiły zabezpieczyć się w kwestii nieruchomości i ziemi, chciały, aby dochód ze sprzedaży klasztoru po ich śmierci trafił do ich rodzin, a nie do kościoła. Podobno wiedziały również, że ich zakon trafił na czarną listę biskupa, co oznaczało, że nie pozwalał on na rekrutację nowych zakonnic. Klaryski nie chciały, by klasztor podupadł, ani nie godziły się na to, by Kościół położył łapę na ich majątku. Z pomocą Ronniego zakonnice stopniowo zaczęły sprzedawać kolekcję dzieł sztuki i święte relikwie, a ostatecznie po cichu sprzedały klasztorną nieruchomość za 1,4 miliona dolarów.

Za otrzymany majątek siostry kupiły stary, podupadający zamek na południu Francji, kilka samochodów w tym Cadillaca Seville i sześć mercedesów sedan, z których jeden miał barek i telewizor – nie miało znaczenia, że żadna z nich nie umiała prowadzić. Biedne Klaryski, które przez dziesięciolecia wiodły skromne, minimalistyczne życie, kupiły 11 koni wyścigowych, a  najstarsza z grupy, Siostra Agnes, klasztor opuściła  w karetce, by bezpiecznie dotrzeć do nowego domu.

Według doniesień francuskiej prasy w tamtym czasie złe stosunki między zakonnicami a biskupem były czymś w rodzaju jawnej tajemnicy. Nikogo zatem nie zdziwił gniew biskupa, gdy ten dowiedział się o poczynaniach zakonnic. Wparował do klasztoru i zażądał od Klarysek unieważnienia sprzedaży, ale matka przełożona odmówiła. Emeryturę chciała spędzić na południu Francji wspólnie z siostrami i nic nie mógł na to poradzić. Jeszcze tej samej nocy zakonnice sfinalizowały plany wyjazdu, spakowały bagaże, załadowały flotę mercedesów i przygotowały karetkę pogotowia oraz konie wyścigowe. Następnego ranka, zanim słońce wzniosło się na horyzoncie, zakonnice wygodnie ruszyły w długą podróż. Biskup chciał jeszcze nasłać na nie lokalne władze, mówiąc, że Klaryski zbiegły z funduszami kościelnymi, ponieważ nie miały podstaw prawnych do sprzedaży gruntów i nieruchomości należących do Watykanu. Ale jak został poinformowany, zakonnice zrobiły wszystko zgodnie z belgijskim prawem, a on nic nie mógł już zrobić.

Prasa opisywała tę historię w rozmaity sposób. Niektórzy byli pod wrażeniem odwagi zakonnic, inni mówili o upadku moralności Kościoła i utracie tradycyjnych wartości. Zakonnice natomiast udały się do Francji i dotarły do ​​nowego zamku położonego we francuskich Pirenejach, który choć zrujnowany, miał basen, stajnię dla koni wyścigowych i korty tenisowe. Wiele osób uważa, że ​​przywódcy religijni, a zwłaszcza księża katoliccy, składają śluby ubóstwa, jednak w rzeczywistości większość nie ma takiego wymogu. Księża diecezjalni nawet nie składają ślubów, a tylko obietnicę czystości i posłuszeństwa swojemu biskupowi. Zarówno mnichów, jak i zakonnice obowiązuje przysięga ubóstwa i pomimo bogactwa kościoła często starzeją się lub przechodzą na emeryturę w biedzie. O strasznych warunkach życia zakonnic pisze Marta Abramowicz w książce Zakonnice odchodzą po cichu. Starsze kobiety, które poświęciły całe swoje życie służbie Bogu, czasami spędzają ostatnie dni, nie mogąc sobie nawet pozwolić na leki na receptę. Siostry Klaryski inaczej widziały swoją emeryturę.

W 1990 roku, kilka tygodni po ucieczce zakonnic z Brugii, belgijska policja przybyła na południe Francji, chcąc z nimi porozmawiać. Mimo iż posiadłość nie miała bieżącej wody i centralnego ogrzewania, zakonnice nie narzekały, jak powiedziała siostra Anna: Nie ma wątpliwości, że w Pessan odnalazłyśmy pełnię szczęścia. W ogóle nie przejmujemy się brakiem komfortu w naszym nowym domu. Czujemy się tam bliżej Pana niż w Brugii.

Okazało się jednak, że zaufały nieodpowiedniemu człowiekowi, ponieważ belgijska policja aresztowała Ronniego Craba, oskarżając go o oszustwa i znęcanie się nad osobami starszymi. Wkrótce okazało się, że zdefraudował miliony sióstr, sprzedając ich majątek. Niestety, po spędzeniu 38 dni w areszcie przed procesem, oskarżenia przeciwko Crabowi zostały w tajemniczy sposób odrzucone, sprzedaż klasztoru została unieważniona, a majątek i grunty zwrócono Kościołowi. Siostry zostały wysłane do domu starców dla zakonnic. Rok później Crab wydał książkę, w której oczywiście przedstawił się jako bohater opowieści — czarujący bon vivant i libertyn, który nauczył zakonnice cieszyć się tym, co w życiu najpiękniejsze. Siostry kilka lat później pozwały Craba, oskarżając go o defraudację od nich 10 milionów dolarów. Z pozwu nic nie wyszło, ale ta historia ma jednak po części szczęśliwe zakończenie. Dwie byłe zakonnice przeniosły się razem na emeryturę do ładnego wiejskiego domu nad brzegiem małego strumienia, w sercu Ardenów, gdzie chciały zestarzeć się razem, z dala od wszelkich kościelnych kłopotów.

WIĘCEJ