Minister Piotr Gliński wskazał swojego kandydata na stanowisko nowego dyrektora Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki. To element trwającej od dawna wojny konserwatystów ze sztuką współczesną. Za Janowskim stoi Związek Polskich Artystów Plastyków, którego wpływy znacznie wzrosły pod rządami PiS. Czy kandydat ministra ma odpowiednie kompetencje, by kierować czołową w kraju galerią sztuki współczesnej? Jakie są nastroje w Zachęcie? Co ta nominacja oznacza dla kultury w Polsce? Rozmawiamy z przedstawicielkami pracowników i pracownic Zachęty.

Hanna Szkarłat: Minister Gliński powołał nowego dyrektora Zachęty bez rozpisania konkursu. Co myślą o tym pracownice i pracownicy Zachęty oraz co my, jako odbiorcy i odbiorczynie kultury, mamy o tym myśleć? 

Maria Świerżewska, dział zbiorów Zachęty, przewodnicząca prezydium Komisji Zakładowej OZZ „Inicjatywa Pracownicza” przy Zachęcie: Może zacznijmy w ogóle od konkursu. Niestety, organizator, czyli w tym wypadku Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego ma tu pewną swobodę. Nie istnieje żaden sztywny zapis, który zobowiązuje go do organizacji konkursu, czyli ma prawo mianować wybraną przez siebie osobę. Od lat środowisko nawołuje do tego, żeby konkursy jednak organizować oraz tę procedurę uprawomocnić, bo to po prostu najlepsza możliwa metoda wyboru osoby na tak ważne stanowisko.

A czy to nie zaburza jednak jakiejś ciągłości wyboru, która istniała?

Marta Miś, dział edukacji, kuratorka programu filmowego Zachęty: Tej ciągłości nigdy do końca nie było. Konkursy to dobry obyczaj i przez ostatnie 10 lat coraz częściej były rozpisywane, ale nie są obligatoryjne. To możliwość zapisana w ustawie, z której organizator zechce skorzystać lub nie. Przy konkursach samorządowych ministerstwo ma głos doradczy, czyli kiedy prezydent miasta chce przedłużyć kadencję dyrektorowi na przykład galerii miejskiej, to minister może zalecić konkurs. Natomiast w ciągu ostatnich kilku lat na stanowiska kierownicze tych najważniejszych instytucji narodowych, do jakich m.in. należy Zachęta, konkursy po prostu nie odbywają się. Przykładem jest chociażby wybór Piotra Bernatowicza na dyrektora CSW Zamek Ujazdowski. W Polinie konkurs się odbył, ale minister nie powołał dyrektora, który został w nim wyłoniony.

Warto też zaznaczyć, że minister ma ustawowy obowiązek skonsultować z nami kandydaturę dyrektora, którego zamierza powołać.

Czy taka konsultacja miała miejsce?

MŚ: Tak. My [związek działający przy Zachęcie – przyp. red.] oraz stowarzyszenia twórcze dostaliśmy list podpisany przez panią Wandę Zwinogrodzką, podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w którym znalazła się informacja, że minister Gliński zamierza powołać kandydata dr. Janusza Janowskiego i prośba o opinię. Nie dostaliśmy ani programu, ani nawet pełnego CV. Informacji na temat potencjalnego przyszłego dyrektora Zachęty musieliśmy szukać w Internecie. Dlatego, nasza odpowiedź, zresztą jawna, była negatywna.

Od samego początku staraliśmy się przekonać pana ministra do wyłonienia dyrektora z konkursu. Już w lipcu, kiedy pojawiła się informacja, że kontrakt Hanny Wróblewskiej, naszej obecnej dyrektorki, nie zostanie przedłużony, napisaliśmy wspólnie list od prawie całego zespołu. Ponad 80 osób pracujących i współpracujących z Zachętą apelowało o zorganizowanie konkursu, ponieważ jest to naszym zdaniem najlepsze rozwiązanie dla dobra instytucji. Nie dostaliśmy odpowiedzi, dlatego dwa miesiące później wysłaliśmy pismo już jako komisja zakładowa naszego związku zawodowego, ponownie podkreślając, że w naszym przekonaniu konkurs jest jedynym słusznym rozwiązaniem. Tym razem minister zdawkowo odpowiedział, że bardzo dziękuje za nasze zainteresowanie losami instytucji, ale już zastanawia się nad trybem wyboru dyrektora. Przypomniał również, że ustawowo decyzja ostatecznie należy do niego.

Olga Gawerska, rzeczniczka prasowa Zachęty: Warto dodać, że sama Hanna Wróblewska w rozmowach z ministrem, także wnioskowała, aby to konkurs rozstrzygał o wyborze nowego dyrektora. Przy czym zobowiązała się, że sama – szanując wolę zmiany wyrażona przez ministra – do tego konkursu przystępować nie będzie.

MŚ: Kolejną rzeczą, która nas niepokoi i nam się nie podoba jest fakt, że otrzymaliśmy informację o tej nominacji bardzo późno – 1 grudnia, czyli miesiąc przed końcem poprzedniej i początkiem nowej kadencji. Prośbę, żeby w ciągu sześciu dni zaopiniować kandydaturę dr. Janowskiego, dostaliśmy bez najbardziej podstawowych, merytorycznych dokumentów – CV i programu. De facto mamy jedynie imię i nazwisko kandydata oraz informację, że jest malarzem.

MM: I muzykiem jazzowym.

Obecnie pod opieką Janusza Janowskiego znajduje się Związek Polskich Artystów Plastyków z warszawską siedzibą niedaleko Zachęty. Zdaje się, że jeszcze dwa tygodnie temu mało kto w ogóle słyszał o istnieniu tej instytucji. To ogromna, posępna galeria, której nikt nie odwiedza. Co to w ogóle oznacza dla Zachęty, że to właśnie prezez ZPAP zamierza kierować tak istotną dla sztuki polskiej instytucją, jaką jest Narodowa Galeria Sztuki?

MM: Związek Polskich Artystów Plastyków to organizacja z bardzo długą historią i tradycją, jeszcze przedwojenną. Kiedyś pełnił niezwykle istotną funkcję związku zawodowego, dzięki któremu artyści mogli uprawiać swój zawód. Natomiast rzeczywiście po 1989 roku to się zmieniło, nastał wolny rynek i nie było przymusu należenia do żadnej organizacji. ZPAP to nie jest monolit i nie chcemy go oceniać jako takiego, ale faktycznie historycznie patrząc, ZPAP po wojnie miało zakusy, żeby Zachętę przejąć.

Na szczęście skończyło się zobowiązaniu cyklicznych wystaw.

MM: Owszem. Choć nigdy, nawet w okresie PRL-u, ZPAP nie decydowało o programie ówczesnej Zachęty, czyli Centralnego Biura Wystaw Artystycznych. Pierwszy raz mamy sytuację, kiedy prezes stowarzyszenia twórczego ma stanąć na czele instytucji narodowej i publicznej. To się jednak wyklucza. Oczywiście nie wiemy, czy w związku z tym dr Janowski zrezygnuje z bycia prezesem ZPAP i jaką ostatecznie będzie pełnił w nim funkcję. Nie wiemy też, jak będzie chciał kształtować program Zachęty? Dla nas właśnie to jest ważne, ponieważ program jest bardzo mocną częścią działalności Zachęty od dobrych 30 lat.

Zachęta wreszcie po tych trzech dekadach ugruntowała sobie miejsce na arenie międzynarodowej. Jak ta nominacja wpłynie na pozycję galerii?

MM: Myślę, że to program świadczy o instytucji, więc jeśli ten program mocno się zmieni na niekorzyść, to długo budowana i mocna pozycja Zachęty przestanie istnieć. Staniemy się po prostu kolejną polską, warszawską galerią. Nie będziemy już tak rozpoznawalni. Natomiast musimy pamiętać, że Zachęta to również świadomie budowana od 1989 roku kolekcja. Mamy ogromną dokumentację życia artystycznego sięgającą 1945 roku. A więc Zachęta to nie tylko wystawy czy fajny budynek w centrum Warszawy, do którego przychodzą ludzie/ Bo jak tych ludzi zabraknie, to miejsce też przestanie istnieć. A ludzie przychodzą właśnie na wystawy, korzystać z tego, co im oferuje program publiczny czy edukacyjny galerii.

MŚ: W Zachęcie wydaje mi się cenne, właśnie to, że jej program zawsze był bardzo różnorodny, a artyści i artystki, którzy się tu wystawiają, pochodzą z różnych środowisk i pokoleń. Środowisko skoncentrowane wokół ZPAP, to mały, dość konserwatywny wycinek świata artystycznego w Polsce, dlatego istnieje obawa, że tę różnorodność stracimy na rzecz prezentacji jednego środowiska, które obecnie czuje się pomijane.

Sztuka współczesna zakorzeniona jest w społeczeństwie. Kształtuje i jest kształtowana przez rzeczywistość, ma moc przepracowania różnych napięć społecznych, traum. W związku z tym, co nominacja Janowskiego tak naprawdę oznacza dla sztuki współczesnej i kultury w Polsce?

MŚ: Jak już wspominałyśmy, żeby zaopiniować kandydaturę, musieliśmy zrobić dość ekstensywny research w Internecie i przeraża nas generalny stosunek Janowskiego do kultury współczesnej. Nie chodzi nam tylko o kwestie światopoglądowe ito, po której stronie politycznie Janowski się znajduje, on po prostu neguje osiągnięcia sztuki współczesnej, sztuki XX wieku! Uważa wręcz, że to, co powstaje teraz jest złe i odrzuca kwintesencję naszej działalności. Można to odebrać jako pewnego rodzaju potwarz. W piśmie opiniującym powołaliśmy się nawet na statut Zachęty, który głosi, że zajmujemy się sztuką współczesną we wszelkich jej przejawach.

OG: Zachęta od lat pracuje właśnie nad tym zakorzenieniem sztuki współczesnej w społeczeństwie, mamy coraz młodszą publiczność, ale powiedzmy sobie szczerze, że przed nami – instytucjami kultury – wciąż jeszcze droga do pokonania. Jeżeli na mapie kulturalnej Warszawy zabraknie otwartego programu Zachęty, a być może tak się zdarzy, będzie to naprawdę ogromny hamulec dla dalszego rozwoju i edukacji w sztuce.

Fot. Jakub Szafrański / Instagram @kuba.szafranski

Niedawno pojawiła się informacja, że minister nie przedłuży kadencji również Jarosławowi Suchanowi, dyrektorowi Muzeum Sztuki w Łodzi.

MM: Tego, co będzie w Muzeum Sztuki w Łodzi jeszcze nie wiemy. Być może na to stanowisko odbędzie się konkurs. Ja na przykład nie jestem zwolenniczką obejmowania stanowisk dyrektorskich dożywotnio. Uważam, że weryfikacja poprzez konkurs jest potrzebna, bo jeżeli coś trwa 10–15 lat, to czasami zmiana bywa dobra.

Oczywiście, ale jak same panie zauważyły tendencja jest jednoznaczna.

MM: To jest pytanie o formę wyboru nowego dyrektora w Łodzi. Czy zostanie zorganizowany konkurs? Czy ten konkurs będzie przejrzysty i uczciwy? Wiele osób używa argumentu, że każdy konkurs można ustawić.

Albo po prostu nie wybrać kandydata w tym konkursie wyłonionego.

MŚ: Ale w dalszym ciągu konkurs daje nam jakąkolwiek możliwość zapoznania się z proponowanym programem. Z wizją, jaką dany kandydat ma na instytucję na następne lata.

MM: Wówczas nie są to rzeczy tajne, o tych programach można dyskutować. Natomiast tutaj nie mamy takiej możliwości. Nasza sytuacja jest o tyle trudna, że znajdujemy się w stanie zawieszenia — wciąż jednak trochę wierząc, że jest o co walczyć, że może konkurs zostanie zorganizowany, ale jednocześnie mamy świadomość, że sprawa może być przesądzona. Natomiast na pewno warto głośno mówić o obecnej sytuacji, bo Zachęta jest najważniejszą instytucją sztuki współczesnej w Polsce, która funkcjonuje jak „matka” dla wielu innych. To po części wynika z historii, ale również z tego, że współcześnie Zachęta jest mocno zaangażowana we współpracę z galeriami miejskimi. Czujemy się częścią większej sieci, mimo że jesteśmy narodowi. Smutne jest, że te kontakty i wymiana mogą zostać ograniczone. Ale zobaczymy, co się będzie działo.

MŚ: Na początku padło jeszcze pytanie o nastroje, więc odpowiadając, jest to myślęmiks różnych uczuć. Z jednej strony wszyscy boją się tego, co przyszłość przyniesie, ale na razie mamy dużą solidarność w zespole, z czego jestem bardzo dumna. To jest też w Zachęcie niesamowite, że zespół się z nią tak bardzo utożsamia, to nie jest zwykłe miejsce pracy, tylko coś co budujemy razem i co jest dla nas ważne. W związku z tym mam poczucie, które wynika również z naszych rozmów zespołowych, że jest wola pokazania, że Zachęta to my, a nie tylko dyrektor. Kiedy minister Gliński nie przedłużył Hani Wróblewskiej kontraktu, obiecał jej, że ma procedować z programem na kolejny rok i kawałek następnego. Program ten został zaakceptowany przez ministerstwo i mamy obietnicę, że zostanie realizowany. Dlatego ze strony zespołu jest chęć obrony Zachęty i tego programu.

Czyli jest jeszcze ponad rok buforu?

MM: Należy pamiętać, że każdy dyrektor ma prawo do realizacji własnego programu. Może się zdarzyć, że nowe kierownictwo Zachęty zapłaci za to, co już zostało zrobione, ale do wystaw nigdy nie dojdzie. To jest pytanie o politykę prowadzenia całej instytucji, również pod kątem finansowym.

Czyli jak pracownice i pracownicy Zachęty widzą swoją przyszłość w instytucji pod dyrekcją Janowskiego?

MM: Różnie. Na razie jesteśmy w miarę monolitem i mówimy jednym głosem. A co będzie dalej, zobaczymy.

OG: Jedni zastanawiają się nad tym mniej, inni bardziej intensywnie. Myślę, że nie da się tym dwóm rzeczom na raz poświęcać energii i działań., Musimy chyba trochę zamknąć oczy na siebie i próbować jeszcze coś zdziałać dla instytucji. I dopiero potem zastanawiać się nad tym, jaka będzie ta nasza w niej rzeczywistość, bo nadal do końca nie wiemy., Wciąż rozmawiamy jeszcze o kandydacie.

MM: Żądając konkursu , nie określamy też, kto może w nim startować, więc dr Janusz Janowski absolutnie powinien wziąć w nim udział. Chodzi właśnie o możliwość pokazania i zweryfikowania przez gremium ekspertów propozycji programu. A nowy dyrektor jak najbardziej ma prawo mieć swoją wizję.

Ale na razie jej nie znamy.

MM: Obawiam się, że na razie jej nie ma.

OG: Oczywiście możemy spotkać się z zarzutem zwrotnym, że nasza dyrekcja także nie została wybrana w konkursie. Niemniej jednak jest trochę czym innym objąć instytucję po 20 latach pracy w Zachęcie na konkretnym stanowisku z wyraźną wizją. A czym innym jest dostać imię i nazwisko mało znanego w środowisku kandydata bez programu i bez adekwatnego dla instytucji doświadczenia.

A gdzie w tym wszystkim jest sam Janowski?

OG: Z doniesień medialnych wiemy, że nie wypowiada się na temat Zachęty ani swojej kandydatury, dopóki faktycznie nie obejmie  zaproponowanego stanowiska.

MŚ: Stąd też podejrzenie, że on tego programu wcale nie ma. Przecież gdyby miał czym obronić swoją kandydaturę, to by to robił. Pojawiło się mnóstwo głosów przeciwnych tej nominacji z rozmaitych stowarzyszeń, również tych międzynarodowych, są duże wątpliwości odnośnie kandydatury Janowskiego. Natomiast nikt nie próbuje jej bronić. Chociażby sam zainteresowany. Minister na razie też się nie wypowiada.

MM: Faktycznie, od momentu ogłoszenia tego pomysłu w ogóle nie słychać osób przekonanych o tym, że Janusz Janowski byłby świetnym dyrektorem. Także żaden z dyrektorów, uchodzących za konserwatywnych, nie zajął w tej kwestii stanowiska.

To mówi samo za siebie. Chyba jednak dość krzepiące jest, że w dalszym ciągu są osoby, którym na Zachęcie zależy i działają oddolnie.

MŚ: Tak, bardzo ucieszyła i wzruszyła nas petycja zainicjowana przez publiczność Zachęty, która również domaga się przeprowadzenia konkursu. Zawiązały się różne grupy, powstają plany rozlicznych działań i abstrahując od tego, na ile jest to skuteczne i ma szanse powodzenia, na pewno nas to wzmacnia. Jest też tyle osób, artystów, artystek i przyjaciół, ponad 30 tysięcy ludzi, dla których to miejsce jest ważne i dają nam wsparcie.

MM: Od tygodnia słychać głównie słowo konkurs, a nie słowo dyrektor.

Czyli ludzie jednak chcą walczyć.

MM: Walka o kulturę nie jest rzeczą łatwą. Wydaje mi się, co może zabrzmieć zbyt podniośle, że praca w kulturze, to jednak praca u podstaw i świadomość tego, że działa się dla idei. Bardzo dużo dobrych rzeczy dzieje się właśnie dlatego, że ludziom się chce. Kultura jest żywym organizmem, wynika z ludzi. Natomiast w prawidłowo funkcjonującym modelu państwo powinno opiekować się kulturą i pozwolić jej kwitnąć, a nie hamować.

WIĘCEJ