Za nami wszystkie edycje Hardmade City Festival. Jaki był ich wspólny mianownik i jak wypadła każda z osobna?

Jak Hardmade City Festival wyglądał na poziomie liczb? I jak wypadła każda z 5 edycji? Podsumowujemy, chociaż przez ilość wszystkich atrakcji nie jest to łatwe.

Czy to już koniec lata? Bo wakacje nominalnie właśnie się skończyły. Przeżyliśmy drugie nie do końca standardowe lato z rzędu, ale tym razem jego rytm odmierzał Hardmade City Festival. Wędrująca impreza w pięć weekendów w różnych miejscach Polski zaprezentowała moc różnorodności – nie tylko dzięki eklektycznej selekcji muzycznej, ale także bardzo szerokiemu wachlarzowi atrakcji. Jak to wyglądało w liczbach? Łącznie 13, szczęśliwych a nie pechowych, dni zabawy oraz ponad 40 artystów i artystek reprezentujących tak dużo gatunków, że nie mamy tu miejsca, by wszystkie wymienić. Do łącznie tysiące zadowolonych festiwalowiczów i festiwalowiczek i tyle samo wspomnień.

Inauguracją tego upalnego lata był dla nas Hardmade City Festival w stołecznym Lunaparku. To tam, wśród kosntrukcji wziętych żywcem z wesołego miasteczka, mieliśmy okazję wykąpać się w najlepszych, elektronicznych dźwiękach. I to nie tylko za sprawą prawdziwego mistrza microhouse’u, Robaga Wruhme. Równie dobry poziom zaprezentowali też m.in. Foolik z Berlina oraz ukraiński producent i DJ nuarrrrrrr. Na silent disco wybieraliśmy pomiędzy propozycjami Shazze z UK, Mike’a Konstantego oraz Sound Rebellion. Niedzielę zamknął z kolei splot słoneczny, całodzienny maraton setów, któremu przewodzili Super Flu. Szczęścia szukaliśmy wszędzie, na speed datingu, ale także na vintage i vinyl marketach. Tak wyglądała nasza końcówka czerwca.

Hardmade City Festival / mat. pras.
Hardmade City Festival / mat. pras.
Hardmade City Festival / mat. pras.
Hardmade City Festival / mat. pras.

W lipcu przenieśliśmy się z kolei do wrocławskiego Stara Odra Beach Bar. Tam, w towarzystwie majestatycznej rzeki, ponownie podejmowaliśmy ciężkie wybory przełączając się pomiędzy poszczególnymi kanałami na silent disco. Tym razem o uwagę słuchaczy i słuchaczek konkurowali Karl, Masslow i Endless – każdy z innym, ale równie ciekawym, brzmieniem. Humble Buzz całkiem zaimponowali nam swoją mieszanką organicznych i syntetycznych dźwięków. Hardquiz sprawił nam nieco wyzwań swoimi pytaniami, ale podeszliśmy do niego mocno zmotywowani dzięki daylightowemu setowi DJ-a Ducha. I nie zawiedliśmy się na własnych szarych komórkach.

Co dalej? W drugiej połowie lipca Hardmade City Festival odwiedził gdańską 100cznię. Miejsce, które aż kipi od sekretów i wartych zwiedzenia zakamarków zamkniętych w odrestaurowanych kontenerach. Tutaj rozstrzał atrakcji mógł przyprawić o zawrót głowy: warsztaty DJ-skie, grafficiarskie oraz ogrodnicze, wspólne gotowanie ze 100czniowymi szefami kuchni, spektakl Teatru Dada, jam na rampie w wykonaniu lokalnych talentów skateboardowych, okazja do wpadnięcia do barber shopu. Muzycznie też było w czym wybierać. Dwa Sławy pokazały kto tu rządzi, a Pink Freud kipieli energią. Z kolei różnorodna DJ-ska ekipa sprawiła, że każdy mógł znaleźć dźwięki, które mu odpowiadają.

Hardmade City Festival / mat. pras.
Hardmade City Festival / mat. pras.
Hardmade City Festival / mat. pras.

Do wody zbliżyliśmy się jeszcze bardziej podróżując na początku sierpnia do Chałup. W Bedroom Beach czekała na nas równie mocna selekcja wydarzeń. DJ-skie szlify zaprezentowali Neen Nah, Endi NDZ, Milkwish czy Daso. Hip-hop mieszał się z housem, a rozświetlone brokatem uśmiechnięte twarze udowadniały, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Swoim miksem elektroniki i alternatywnego R&B zaimponowały nam Smügy – jedyny zespół, który wystąpił w tamten weekend.

Finałowym przystankiem intensywnej trasy Hardmade City Festival po Polsce był poznański Nurt. To tam zameldowała się najliczniejsza DJ-ska ekipa. Za deckami w najlepsze bawili się m.in. Kovvalsky, Kemot, Glasse, Date with Kate czy Foxall. Świetne wrażenie swoimi folktronicznymi piosenkami sprawiła na nas Ina West. Ta edycja mieniła się fluorescencyjnymi barwami za sprawą strefy Glow Party. Warto dodać też, że na wszystkich edycjach Hardmade City Festival byliśmy dobrze rozciągnięci – w każdej z lokalizacji można było bowiem skorzystać z sesji plenerowej jogi. W większości miejsc działały też vintage’owe targi oraz vinyl market.

To tylko skromne streszczenie tych dwóch miesięcy atrakcji. Bo podsumować te wszystkie imprezy możemy zwracając uwagę na moc różnorodności i wyboru. Hasło Hardmade You can but you don’t have to nie było żadną czczą przechwałką. Mieliśmy w czym wybierać, korzystaliśmy z zapewnionych atrakcji i robiliśmy wszystko we własnym tempie. Komfort i wolność były więc tu często spotykaną parą. Hardmade City Festival jest więc już za nami. Ale czekamy na ewentualny powrót tego cyklu w przyszłym roku, bo ta konwencja może stawać się tylko lepsza.

Hardmade City Festival / mat. pras.
WIĘCEJ