Wytwórnia Kuby Ziołka wypuściła świetną składankę

Futurystyczna muzyka basowa i udane eksperymenty prosto z kasety.

Brutality Garden to label prowadzony przez jednego z najciekawszych polskich twórców muzyki niezależnej, Kubę Ziołka, znanego choćby z projektu Stara Rzeka, czy współpracy z Wacławem Zimplem. Wytwórnia ma już całkiem niezły katalog solidnych wydawnictw za pasem. Dzisiaj ukazała się kompilacja prezentująca artystów zrzeszonych pod szyldem Brutality Garden i to obowiązkowa pozycja dla każdej osoby, która lubi elektronikę umieszczoną po bardziej basowej stronie brzmieniowego spektrum. Powtarzam to od dawna, rodzima muzyka elektroniczna i eksperymentalna są absolutnie fenomenalne i VA vol. 1 to kolejny dowód na poparcie tej tezy.

Zaczynamy od Ervy, który zaczyna i kończy kompilację. Oba numery są bardzo barwne, gdzieś tam odwołujące się do hyperpopu, ale w odświeżający, bardzo nieoczywisty sposób. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że to hyperpop melancholijny, a zatem idealny pod naszą szerokość geograficzną. Clinamen to jakaś futurystyczna wariacja na temat polirytmiki. Materiały prasowe podsuwają skojarzenia z nowoczesnymi gatunkamii afrykańskiej elektroniki, ale jak w przypadku Ervy i hyperpopu, to raczej echa w kanionie, aniżeli kopie wykonane 1:1. „raNa” Ostrowskiego w równie kreatywny sposób podchodzi do materii juke/footworkowej – mamy do czynienia z bardzo unikalnym brzmieniem, wepchniętym w rytmiczne ramy znane z Chicago. Nie wiem, czy to klarnet z piekła, czy wiolonczela, na której gra demon, a może po prostu sprytny syntezator, ale dronuje aż miło, od początku utworu do jego końca. Dwie propozycje od T’ien Lai ocierają się o big-roomowe, niemal przebojowe klubowe stylistyki, ale wszystko jest powykręcane i poglitchowane, żeby tak łatwo nie było. Może nie są to aż tak świeże kawałki, jak reszta, ale to wciąż solidne numery, doskonale wypełniające założone sobie zadania.

Niezalowa elektronika co chwilę dostarcza nam ogromnej radości, bardzo często przełamując leniwe opinie o współczesnej muzyce, która rzekomo nic nowego nie wymyśla. Pływamy w oceanie najróżniejszych kulturowych wpływów i to właśnie undergroundowi twórcy i twórczynie filtrują je kreatywnie i umieszczają w lokalnych kontekstach brzmieniowych. Na składance Brutality Garden nic nie jest oczywiste, a stylistyczne desygnaty są sprytnie wszyte w autorskie pomysły. Ulubiony utwór: „Teleskopowe” Ervy. Tak brzmi przyszłość!

WIĘCEJ