Wiosłowanie w dobrej sprawie. Byliśmy w ten weekend na Spływie Równości. Mimo wszystko, było radośnie

W tym roku nie mogliśmy iść razem przez miasto, by propagować miłość i wolność. Ale mogliśmy za to popłynąć Wisłą w ramach Spływu Równości zorganizowanego przez Wolontariat Równości oraz Levi’s.

Marsze Równości, wbrew temu co twierdzi prawicowa propaganda, to święta radości. Dla wielu ludzi ze społeczności LGBTQIA+ to jedyny moment, kiedy mogą przejść główną ulicą miasta i złapać ukochaną osobę za rękę, bez obawy, że skończy się to na SOR-ze – perspektywa dość niewyobrażalna dla heterowiększości. Ta pozytywna atmosfera to nie protest, lecz celebracja. Przypominają mi się słowa Miko Czerwińskiego o tym, że z nadziei da się zbudować więcej, niż z gniewu i mimo, że społeczność LGBTQIA+ w Polsce ma słuszne prawo wręcz płonąć z wściekłości, to często wybiera jasną drogę wesołego paradowania. Pandemia pokrzyżowała wiele planów na tegoroczne Marsze, co sprawiło, że trzeba się było organizować alternatywnie. Jeden z takich alternatywnych Marszy odbył się w sobotę na Wiśle, gdzie dzięki Wolontariatowi Równości przy wsparciu Levi’s na kilkudziesięciu kajakach załopotały tęczowe flagi.

fot. Grzegorz Pastuszak
fot. Grzegorz Pastuszak
fot. Grzegorz Pastuszak
fot. Grzegorz Pastuszak
fot. Grzegorz Pastuszak
fot. Grzegorz Pastuszak

Spotkaliśmy się na Wawrze, przy Plaży Romantycznej, co jest zabawnym, choć adekwatnym figlem losu. Po krótkich instrukcjach wskoczyliśmy z redakcyjnym kolegą Cyrylem Rozwadowskim do kajaka i rozpoczęliśmy wiosłowanie. Dla ścisłości dodam, że ostatnie, a do tego niewielkie, doświadczenie w tego typu łodzi mieliśmy ponad dekadę temu. Pogoda była na tym etapie zwodniczo piękna, ale duchota i ciemne, granatowe kłębowisko na niebie zwiastowały załamanie. Oczywiście, że czekając przy brzegu na start spływu, uderzyliśmy kilka razy w sąsiedni kajak. Chłopaki ze Stowarzyszenia Lambda przyjmowali te ataki cierpliwie, za to pochwalili się niesamowitą flagą, która w zeszłym roku poszła w kilkunastu Marszach Równości, także w tym najważniejszym – białostockim. Wspólne dowcipy, także w lekko kombatanckim tonie, to podstawa, nawet jeśli kontekst zbyt wesoły nie jest.

fot. Grzegorz Pastuszak

Jeden z młodzieńców zażartował (trawestując faszystowskie hasło), że dzisiaj wcielamy w życie zasadę “sport-zdrowie-homoseksualizm” i ruszyliśmy, a za nami granatowe kłębowisko. Nie pomogły apele do św. Carly Rae Jepsen, po chwili machania wiosłami gwałtowna ulewa przerwała kawalkadę kajaków i spłynęliśmy na brzeg. Słowo brzeg umieszczam tu dość luźno, ponieważ jedynie garstka poczuła twardy grunt pod stopami. Reszta raczyła się kąpielami błotnymi, a ciepełko szlamu było powodem kolejnych żartów i prowodyrem pozytywnych zachowań, gestów solidarności małej i dużej. Stan wody w Wiśle to źródło wielu niepokojów, ale przeprowadzone dzień wcześniej przez Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji badania w sprawie jej jakości dały wynik: bez zastrzeżeń. Nie sądziłem, że kiedyś napiszę te słowa, ale: zmyłem muł wodą z Wisły! Nawałnica odpuściła, ruszyliśmy dalej.

fot. Grzegorz Pastuszak
fot. Grzegorz Pastuszak
fot. Grzegorz Pastuszak
fot. Grzegorz Pastuszak
fot. Grzegorz Pastuszak
fot. Grzegorz Pastuszak

Przy pięknej pogodzie wyłoniła się panorama Warszawy, niekończące się źródło teł dla rodzimych filmów i seriali. Na mnie, obywatelu wrocławskiej prowincji, ten widok zawsze robi wrażenie – zresztą w tym momencie zaczęliśmy się zbliżać do mojej krajanki, Twojej Starej, która wiosłowała na samym czele spływu. Szczęśliwie pomysł pływania w dragowym makijażu zostawiła na brzegu – wierzę w moc podkładu, ale z polską burzą nie ma żartów.  Czym bliżej miasta, tym bardziej dostrzegalna stała się także policja. Czy to na rzece, kiedy o dziwo mundurowy odmachał radosnym gestem, czy na mostach, gdzie bronili Spływu Równości przed zakusami wrażych grup. Most to idealny punkt, żeby rozstawić machiny równie średniowieczne, co poglądy i np. polać kajaki smołą. Czy to dzięki pogodzie, czy temu, że informacje o spływie były stonowane, ale agresorów o podejrzanie krótkich fryzurach nie zarejestrowano. Za to na wysokości Saskiej Kępy po raz kolejny dała o sobie znać pogoda. Nawałnicę można było przetrwać już nie w szlamie, a w komfortowych warunkach miejskiej infrastruktury wypoczynkowej. Wspólne ćwiczenia fizyczne z muzyką i dowcipkowanie pomogły rozruszały każdego i spływ zakończył się szczęśliwie, choć moment przed pierwotnym celem.

fot. Grzegorz Pastuszak

Nie wątpię, że gdyby nie wyjątkowe okoliczności, tegoroczna Parada Równości mogłaby być najliczniejszą w historii. Odrażający, homofobiczny atak polityków partii rządzącej na społeczność LGBTQIA+ zmotywował środowisko, sojuszników i sojuszniczki. Oczywiście, był sankcjonowaniem przemocy, którą społeczność odczuwa na co dzień – i po takich słowach odczuje ją jeszcze mocniej – ale był zaskakująco bezczelnym i bezpośrednim odhumanizowaniem, co wywołało falę gestów sprzeciwu. Ta parszywa zagrywka była obliczona także na kontrowersyjne ujęcia z tegorocznej Parady, ale przecież każdy, kto choć raz uczestniczył w niej lub w innych Marszach, wie, że dominują tam pozytywne uczucia, radosna atmosfera, a przede wszystkim – nadzieja. Desperacja rządzących, która objawia się coraz paskudniejszymi atakami na różne środowiska, jest tej nadziei zaprzeczeniem. Przebieg samego Spływu Równości był niemal metaforą losów społeczności LGBTQIA+ – ciągła walka z nawałnicą między chwilami słońca, to opis sytuacji wręcz upiornie trafny. Ale to poczucie solidarności, które czuć na Marszach, jest potężnym orężem. Orężem, którego żaden nieodpowiedzialny, koniunkturalny i marny polityk nie zdoła wytrącić tej społeczności z rąk.

fot. Grzegorz Pastuszak
fot. Grzegorz Pastuszak
fot. Grzegorz Pastuszak
fot. Grzegorz Pastuszak
fot. Grzegorz Pastuszak
fot. Grzegorz Pastuszak
WIĘCEJ