Warszawska restauracja na jeden dzień bojkotuje aplikacje oferujące dostawę i zachęca do korzystania z własnych usług

Rozpaczliwy ruch? Być może. Ale według przedstawicieli stołecznej branży gastronomicznej, prowizja, którą pobierają pośrednicy jest po prostu zbyt wysoka.

Jedzenie w dowozie stało się w tej chwili dla większości punktów gastronomicznych jedyną szansą na utrzymanie się w czasie, w którym ich lokale muszą być zamknięte dla klientów. Wielu właścicieli warszawskich knajp jest jednak niezadowolonych z warunków współpracy z firmami oferujące aplikacje oraz usługi kurierskie. Warszawski bar Pacyfik postanowił wziąć sprawy we własne ręce i dziś, w Święto Pracy, bojkotuje wspomnianych pośredników. Jeśli więc w pierwszy dzień tego długiego weekendu wejdziecie, na którąś z popularnych apek i okaże się, że nie możecie zamówić przez nią słynnych tacosów, bowli czy kreatywnych hot-dogów, nie oznacza to wcale, że pracownicy stołecznej knajpy postanowili wziąć sobie wolne.

– Marże wszystkich aplikacji dowozowych są zabójcze. Inny prowadzony przez nas lokal, Palomę nad Wisłą, musiałyśmy właśnie zamknąć, ponieważ z powodów finansowych byłyśmy zmuszone zwolnić niemal wszystkich pracowników. Nie stać nas było na dalsze funkcjonowanie i była to najtrudniejsza decyzja, przed którą stanęłyśmy. Z naszych wyliczeń wynika, że gdyby pośrednicy nie pobierali tak dużych kwot do tej sytuacji by nie doszło. Dlatego postanowiłyśmy na jeden dzień całkowicie zrezygnować z ich usług i postanowić na własną dostawę, angażując naszych pracowników, którzy mogą dodatkowo zarobić rozwożąc nasze dania. Chcemy też poinformować ludzi, że w ogóle istnieje taka możliwość i korzystają z niej też inne knajpy – zamawiając bezpośrednio w lokalu konsumenci mogą sprawić, że poszczególne restauracje czy bary nie upadną w czasie lockdownu – mówi Katarzyna Zbikowska, współwłaścicielka baru Pacyfik oraz Palomy nad Wisłą.

To oczywisty sygnał, że jako klienci także musimy podejmować odpowiedzialne decyzje jeśli zależy nam na tym by przy wchodzeniu w nową normalność gastronomiczny krajobraz naszych miast wyglądał tak samo, jak przed początkiem pandemii COVID-19. Z informacji, które dostaliśmy wynika, że inny restauratorzy także rozważają podobne kroki oraz chcą połączyć siły by móc wspólnie sprawniej działać i mieć szansę na przetrwanie w obecnych warunkach.

WIĘCEJ