VEGYN: Muzyka współczesna

VEGYN: Muzyka współczesna

Tytuł poniższego artykułu nosi niedawny powrotny album Pezeta. To nie on jednak zdaje się najlepszym obrazem tego, jak brzmi aktualnie muzyka miejska. Jednym z najmocniejszych pretendentów do tego miana jest natomiast płyta Only Diamonds Cut Diamonds.

Okładkę zeszłorocznego, debiutanckiego albumu Joe Thornalleya zdobią dwa jego zdjęcia z dzieciństwa, na których zwiedza wspólnie ze swoim ojcem paleontologiczne sale Muzeum Historii Naturalnej. – Większość dzieciaków dorastających w Londynie ma w swoich archiwach rodzinnych dokładnie takie same fotografie. – Tak opowiadał kilka miesięcy temu, przy okazji premiery rzeczonego krążka, brytyjski muzyk samouk dziennikarce „Document Journal”.

Vegyn - Only Diamonds Cut Diamonds / PLZ Make It Ruins

I być może to na podstawie właśnie tej analogii najłatwiej opowiedzieć o tym, kim jest Vegyn i dlaczego jego brzmienie wprost idealnie oddaje stan muzyki rozrywkowej przełomu drugiej i trzeciej dekady XXI wieku. Podobnie jak w przypadku rzeczonych zdjęć wszystko rozbija się dziś bowiem o detale – kąty, z których widzi się obserwowane obiekty, miny, które robią portretowani bohaterowie, i światło, które chwyta naciskana migawka. A to, że wspomnianym ojcem, na którego barkach siedzi mały miłośnik dinozaurów, jest Phil Thornalley – producent albumu Pornography The Cure i autor szlagieru Torn Natalie Imbruglii – nadaje temu obrazkowi dodatkowych znaczeń. I świetnie wpisuje się w czasy nasze dzisiejsze, w których pojęcie prywatności zdjęcia stało się nieco anachroniczne, a obecność kogoś znanego na fotce bardzo… intrygująca.

Tego, kim jest ojciec brytyjskiego producenta, którego ksywkę szersze gremia poznały za sprawą współpracy z Frankiem Oceanem, doszukałem się swoją drogą przypadkiem, przeczesując internet na potrzeby tego artykułu. W jednym z wywiadów Joe wspomniał bowiem półgębkiem o tym, że jego ojciec też był muzykiem, ale tego już, że przez kilka lat grał na basie w jednym z najpopularniejszych zespołów rockowych schyłku XX wieku, nie był już skory dopowiedzieć, bo – podobnie jak w przypadku wzmiankowanego Blondyna, o którym gada zwykle niechętnie – nie chce chyba, by jego pseudonim artystyczny kojarzył się komuś tylko z bardziej zasłużonymi kolegami po fachu. Swoje pierwsze muzyczne eksperymenty Vegyn prowadził tymczasem jakieś 7–8 lat temu na polu bardzo prężnej wówczas sceny bitowej, która dała mu możliwości, by zdystansować się od twórczości ojca i znaleźć własne środki wyrazu. Wspólnie z kumplem – będącym jedną z licznych sierot, które zostawił po sobie na całym globie nieodżałowany J Dilla – samplowali wtedy co popadnie i kompulsywnie tłukli w pady maszyn perkusyjnych, a że przyszły autor Only Diamonds Cut Diamonds nie dostał się wówczas do wymarzonej szkoły artystycznej, rolę uniwersytetu w jego życiu przejął legendarny już, kilka lat temu zamknięty klub Plastic People. To tam dwudziestokilkuletni Joe Thornalley odbierał kolejne lekcje ze współczesnej muzyki klubowej, tam wręczył pendrajwa ze swoimi produkcjami Jamesowi Blake’owi, który puścił je później w BBC Radio 1, tam też poznał Franka Oceana, którego wsparł kompozycyjnie przy powstawaniu Blonde.

To właśnie jego udział w powstawaniu tego jednego z najważniejszych albumów zeszłej dekady zwrócił oczy prasy muzycznej na poczynania młodego wychowanka Londynu i sprawił, że szersze gremia zainteresowały się kolejnymi singlami i epkami, które Vegyn wypuszczał we własnym niezależnym labelu PLZ Make It Ruins. I choć wiele z tych produkcji wciąż jest bardzo intrygujące, a w międzyczasie jeszcze Thornalley junior dołożył swoje trzy grosze do sukcesu Astroworld Travisa Scotta, to dopiero wydany przed dwoma miesiącami album Only Diamonds Cut Diamonds skłonił mnie do zastanowienia się nad tym, jak bardzo znaczącym – i na wskroś współczesnym – muzykiem jest jego autor. Poprzedzony wpuszczeniem do sieci mocno chaotycznego, przeładowanego materiałem mikstejpu Text While Driving If You Want to Meet God! i gościnnym udziałem na tegorocznym albumie JPEGMAFII, debiut Vegyna jest bowiem wprost idealną realizacją założeń szybkości pracy i wolności myśli, o których Joe opowiada właściwie w każdym wywiadzie. A że prędki, dźwiękowy zapis ulotnych często pomysłów i ponadgatunkowy eklektyzm dzisiejszej muzyki rozrywkowej zdają się jednymi z jej głównych motorów napędowych, album opatrzony dwoma portretami plastikowego dinozaura wydaje mi się jedną z najważniejszych płyt 2019 roku.

Do tego równania na aktualność muzyki należałoby dodać idealny balans pomiędzy eksperymentalnym zacięciem i przystępnością jego efektów, emocjonalną podkładkę pod każdy z dźwięków tworzących te struktury i… field recording, z którego dobrodziejstw Vegyn korzysta równie chętnie co celnie. A za sprawą swoistej dziwności aktualnego popu, którego warstwa instrumentalna nigdy wcześniej nie była równie awangardowa, nikogo nie powinno dziwić stwierdzenie młodszego Thornalleya, który we wspomnianym już wywiadzie dla „Documental Journal” mówił: – Pop jest zdecydowanie najfajniejszym gatunkiem, bo jego ramy określa wyłącznie to, że jest… popularny.

I choć podczas słuchania tych kilkunastu kompozycji, w których aphextwinowe podejście do rytmu zderza się z trapowymi wpływami, soundcloudową szkołą piosenki i ambientowymi metodami budowania nastroju, wielu osobom nie przyjdzie na myśl ten właśnie fragment muzycznego światka, to w aktualny obraz sceny elektronicznej Only Diamonds Cut Diamonds wpisuje się równie… koślawo. Bo choć współczesne środowisko syntezy dźwięku jest niesamowicie bogate i różnorodne, to wciąż – po raz wtóry – prym na nim wiedzie sieriozne techno, co Vegyn w innej rozmowie, z portalem The Fader, podsumował krótko: – Brytyjska muzyka taneczna nie ma zbyt wiele dystansu do siebie. Kiedy odwiedzam londyński sklep muzyczny Phonica, wciąż widzę te same czarne ubrania i czarne płyty. To główny powód, dla którego przestałem wychodzić na miasto: ja po prostu nie mogę znieść techno. Bo oczywiście, jest wiele wspaniałych house’owych czy techno numerów ale… po co te wszystkie ograniczenia? Muzyka elektroniczna otworzyła przed człowiekiem tak szeroki wachlarz możliwości, a wszyscy nagle wydają się nierozerwalnie przywiązani do klasyki. Stopa, werbel, stopa, werbel. Nuuuda.

– Elektroniczna muzyka może się wydawać obca czy bezduszna, a ja chciałem, żeby była… przyjazna, żeby sprawiała wrażenie żywej, oddychającej istoty. – Tak z kolei swoje artystyczne motto Joe Thornalley wyłożył w cytowanej już rozmowie z „Documental Journal”. Only Diamonds Cut Diamonds jest natomiast świetną wizytówką takiego podejścia, bo trudne do jednoznacznego przyszpilenia, często kontrastujące, ambiwalentne emocje wręcz wylewają się z tego krążka. I choć zdaje się on potwierdzać słowa Vegyna o tym, że nie szlaja się już po klubach, a wypełniające go kompozycje najlepiej sprawdzają się w domowym zaciszu na dobrze rozkręconym soundsystemie czy porządnych słuchawkach, to jednocześnie wprost idealnie pasują one na parkiet, czego dowody znaleźć można w każdym z powyższych czterech klipów. A że albumy, które dają mi radość, jednocześnie skłaniając do wszelkich głębszych przemyśleń, cenię sobie chyba najbardziej i każdą chwilę zastanowienia na parkiecie pamiętam dłużej niż różne bezrefleksyjne tańce, to dziwi mnie brak debiutu Thornalleya juniora w większości podsumowań 2019 roku tworzonych masowo przez duże opiniotwórcze media. Fajnie więc, że przynajmniej Steez83 zawarł go w swojej prywatnej topce zeszłorocznych krążków. A że współtwórca sukcesu PRO8L3Mu od kilku już lat bacznie śledzi to, co się dzieje na scenie muzyki nagłej i progresywnej, tym bardziej warto mieć oko na to, co Vegyn pokaże nam jeszcze w kolejnych miesiącach czy latach rozpoczynającej się właśnie nowej dekady.

WIĘCEJ