Światowe media piszą o polskiej aplikacji, która sprawi, że policja może przyjechać nam na chatę

Polska ma ambicję bycia liderem w walce z koronawirusem, ale jak na razie przoduje w inwigilacji.

Jesteśmy fanami innowacyjnych rozwiązań, które czynią świat chociaż odrobinę lepszym. Chcemy także by ludzie wzięli do siebie wszelkie przekazy o tym, że należy zostać w domu i minimalizować wszelkie ryzyko związane z rozprzestrzenianiem się koronawirusa.

Zaproponowana przez Ministerstwo Cyfryzacji apka do takich rozwiązań się jednak raczej nie zalicza. Działająca na dużą skalę od piątku aplikacja „Kwarantanna domowa” to rozwiązanie jak na razie dobrowolne (stanowiące rzekomo alternatywę do wyrywkowych wizyt kontrolnych nałożonych na ludzi, którzy wrócili w ostatnim czasie z zagranicy). Każda osoba, która ją pobierze i aktywuje zgadza się w ten sposób na regulamin. Jak to działa? Apka ma dostęp do naszej lokalizacji oraz aparatu. Codziennie, o niezapowiedzianej wcześniej godzinie, na telefon użytkownika przesyłany ma być SMS sygnalizujący, że rozpoczyna się 20-minutowy okres, w którym dana osoba musi udowodnić, że znajduje się zadeklarowanym wcześniej miejscu zamieszkania. Musi zrobić sobie zdjęcie w miejscu znajdującym się nie dalej niż 100 metrów od podanych wcześniej koordynatów.

Software ma rzekomo rozpoznawać naszą twarz oraz posługiwać się timestampem, który ma sprawić, że będzie akceptował jedynie zdjęcia wykonane o danej godzinie. Co się stanie kiedy nie dostarczymy właściwie zrobionej fotografii w danym czasie? Według regulaminu „Kwarantanny domowej”: Niezrealizowanie Usługi zgodnie z przyjętym harmonogramem i zasadami może skutkować powiadomieniem o tym fakcie Służb, a w konsekwencji zastosowaniem przez nie środków przymusu określonych w Ustawie.  Oznacza to, że po 20 minutach od SMS policja lub inne służby oddelegowane do działań związanych z koronawirusem mają prawo nas poszukiwać.

Reasumując: Rząd udostępnił nam narzędzie, dzięki któremu udostępniamy mu dobrowolnie nasz wizerunek, lokalizację oraz wyrażamy zgodę na to by organy ścigania zajęły się nami w momencie, gdy np. bierzemy kąpiel lub jesteśmy na zakupach.

Sprawę podłapały już media na całym świecie. O aplikacji w ciągu ostatniej doby napisały m.in. CBS, New York Post czy Business Insider. Wszystkie tytuły prezentują je neutralnie jako ciekawe rozwiązanie służące do walki z epidemią. Nikt nie zagłębia się jednak w szczegóły dotyczące wykorzystania apki.

WIĘCEJ