Chór dziadersów ciągle żywy.

Działając w obszarze tzw. komentariatu, kuszącą opcją jest komentowanie dosłownie wszystkiego. A jeśli kogoś propsuje się za jakiś wyspecjalizowany segment, dochodzi do tego jeszcze przekonanie o własnym, nienaruszalnym autorytecie również w innych tematach. Niestety, ta tendencja dotyczy także osób, które – przynajmniej pozornie – stoją po progresywnej stronie debaty publicznej. Specjalizując się, przykładowo, w kwestiach reprywatyzacji, samorządowej korupcji i budownictwa społecznego, taka osoba wypowiada się dodatkowo na temat pracy seksualnej i ogólnie pojętej obyczajowości. Przy czym nie są to opinie wyważone, czy podparte wiedzą, a raczej inspirowane dziwacznym i archaicznym rozumieniem moralności, bliźniaczo podobne do prawicowych pohukiwań o upadku obyczajów we współczesnym świecie. Jeśli jeszcze się nie domyślacie o kim mowa, to spieszę z wyjaśnieniem, że chodzi o Jana Śpiewaka. Aktywista jest znany z walki z dziką reprywatyzacją, ale także z równie dzikich opinii na temat sfery obyczajowej. Do haniebnej historii przejdą jego tyrady o pracy seksualnej i ataki na sex workerki, które walczą o to, żeby z ich zawodu zdjąć odium skandalu i dyskryminacji. Właśnie dołożył kolejną zgniłą kartę w tej kronice – zaatakował Young Leosię za operację powiększenia piersi, wpisując się w chór innych facetów, którzy ochoczo krytykują artystkę z paternalistycznych pozycji.

Autorka „Szklanek” jest w ogniu krytyki w zasadzie od początku kariery wokalnej (za czasów didżejskich panowie siedzieli cicho). Poświęciłem temu nawet cały tekst, kompilujący najbardziej dziaderskie opinie na temat jej muzyki. Przepraszam, nie muzyki, a osoby. Przytoczę pewien wyjątkowo koszmarny fragment: płytki, piskliwy, niepewny głosik stanowił do tej pory pierwsze kryterium odsiewu dziewczyn próbujących amatorsko swoich sił za mikrofonem. Po trzydziestu sekundach takie „artystki” się wyłączało. Kolejny: na razie ważniejsze jest to, jak wygląda, jak mówi, jak prowadzi pęczniejące stado swoich fanów przez social media, a nie to, jak brzmi jej muzyka. I ostatni, obiecuję: warto wspomnieć o samej „urodzie” artystki, która również ma spory wpływ na zainteresowanie słuchaczy. Za takimi opiniami kryje się stary, dobry seksizm, czasami nawet nieuświadomiony, bo aż tak głęboko wrośnięty w samczy mental. To właśnie patriarachalna obsesja na punkcie kobiecego ciała i moralności napędza ten cyrk, dehumanizując i pozbawiając podmiotowości swoje ofiary. Szczególnie te młode, bo przecież nie ma nic bardziej produktywnego, niż starzy faceci rozliczający osoby, które stawiają swoje pierwsze, często nie do końca pewne, kroki w trudnym świecie życia publicznego. Wróćmy zatem do Jana Śpiewaka, bo i on postanowił założyć kaszkiet na bakier i rzucić błotem w Leosię. Tymczasem w Polsce 23-letnia „niezależna raperka” i „głos pokolenia” dzieli się ze swoją rzeszą obserwujących, że jest „szczęśliwa”, że zrobiła sobie piersi. Dawno nie widziałem niczego tak przykrego – napisał w swoich instastories (przytaczam po korekcie, jak na zawodowego komentatora chłop ma problemy z prawidłową pisownią). I dalej: strażniczka kapitalizmu, żeby się potem ten cały biznes: fitness, buty, cateringi się kręcił. Co młode dziewczyny mają myśleć o sobie po takim stories? Uff. Nawet nie pochylam się nad kwestią nadużywania cudzysłowów – najbardziej żałosnego zabiegu, kiedy chce się komuś dopiec – ale ochota, z jaką Śpiewak przystąpił do oceny zarówno Leosi, jak i tego, co młode dziewczyny mają myśleć o sobie, jest zastanawiająca. Nie wiem ziomek, może właśnie im zostaw tę kwestię? O ile dobrze się orientuję, nie jesteś młodą dziewczyną, więc samoocena tej grupy to raczej nie twój biznes. Hiperbolizowanie o tym, że dawno nie widziałem niczego tak przykrego jest również wyjątkowo niesmaczne w kontekście dosłownej, konwencjonalnej wojny u naszych sąsiadów. Oczywiście, wywody aktywisty spotkały się z negatywną rekacją. Pisano m.in. o tym, że może lepiej byłoby pochylić się nad warunkami, które popychają kobiety w stronę kosmetycznego poprawiania ciała, ale nie sądzę, że Śpiewak jest dobrym zawodnikiem do prowadzenia takich dyskusji. Nie wątpię, że tą wrzutką zapunktował u konserwatystów, szczególnie tych ukrytych, którzy chętnie będą jeździć po kapitalizmie i utyskiwać na bolączki słabego państwa (poniekąd słusznie), ale w kwestiach aborcji, pracy seksualnej, czy ogólnie pojętej obyczajowości, skleją piątki z koleżkami z prawicy. Męska fiksacja na punkcie kobiecego ciała, szczególnie młodego, jest upiornym przypomnieniem, że patriarchat nie tylko ma się dobrze, ale również przechodzi ponad politycznymi podziałami na lewicę i prawicę. Przykro mi patrzeć na to, jak Jan Śpiewak kolejnymi wypowiedziami na temat kobiecej moralności niweczy szacunek, jaki zdobył przez swój miejski aktywizm. 2022 to naprawdę dobry – aczkolwiek mocno opóźniony – moment, żeby sprawy dziewczyn zostawić im samym. 

WIĘCEJ