Ludzie pracujący za kulisami to podstawa każdego projektu.

Niedawno wypłynęły informacje, że tancerki na planie klipu „Big Mommy” Oliwki Brazil były bardzo źle traktowane przez raperkę. Siedziałyśmy tam do 18.00 i nie dostałyśmy ani jedzenia, ani picia. Nawet pierdolonej szklanki wody. Musiałyśmy wydać swoje pieniądze, żeby się przygotować do jej teledysku. Jeżeli chodzi o jej brak szacunku do kobiet, to ja po prostu naprawdę nie mam słów. Ona po prostu wyzywała chude dziewczyny. Za co? Za to, że są chude. Ja naprawdę rozumiem robienie z siebie wszystkiego na siłę, rozumiem wpierdalanie na siebie milion razy samoopalaczy, żeby wyglądać jak czarna. Już chuj z tym, ale wyzywać kobiety, będąc sama kobietą, to jest porażka – mówiła na TikToku jedna z tancerek, Veronika. Oliwka odpowiedziała, że to próba robienia famy na jej plecach, pokazując screeny, gdzie upewnia się, czy wszystko jest między nimi ok. Tancerka odpisała, że tak, co dla raperki jest oznaką tego, że pretensje z TikToka to zwykłe kłamstwa. Ale twierdzę, że te sytuacje się wzajemnie nie wykluczają i tak, jak Oliwka broni się, że ma dni kiedy jest sukowata, tak Veronika mogła mieć dzień, kiedy dla świętego spokoju napisała, że wszystko ok. Jej relacja z planu teledysku jest bliźniaczo podobna do wielu innych doświadczeń, bo ludzi wspierających pracę gwiazd i gwiazdeczek – czy ogólnie ludzi pracy – w Polsce się po prostu nie szanuje.

W tym samym tygodniu Marta Lempart ze Strajku Kobiet starła się z panią sprzątającą, której nie podobał się happening utrudniający jej pracę. Od rapowych klipów po polityczne akcje, ludzie ze świecznika – niezależnie od przynależności ideologicznej – mają przeświadczenie, że są darem bóstw, który kroczy, rozsiewając wokół płatki róż. Ich działania są największe, najważniejsze, najpiękniejsze. A te kmioty, co im to wszystko umożliwiają? Niech się w ogóle cieszą, że mogą obcować z takimi nadprzyrodzonymi istotami! Nawet nie wiecie, jak często słyszałem od osób tańczących, tworzących scenografię, robiących makijaż, czy kręcących wideo, że były kiepsko potraktowane przez gwiazdę. W podobnym tonie pisał u nas również Tomasz Armada o świecie mody i relacjach z celebrytami. Ta piramida pogardy ma kilka pięter: głodowe stawki lub zupełny ich brak (podpromujesz się!), szczątkowy lub zerowy catering, zmuszanie do samodzielnych inwestycji w projekt (od transportu po materiały), niemiłe traktowanie. To wszystko jest oczywiście efektem propagandowej ofensywy, jaką neoliberalna ideologia prowadzi w szkołach i przy pomocy opinii publicznej od początku lat 90-tych. Przedsiębiorcy i celebryci to bogowie, którym należy się ochrona i przywileje, reszta to niefortunne i nieporadne stworki, które same zasłużyły na swój marny los, bo za późno wstawały. To oczywiście radykalnie niesprawiedliwe podejście do większości ludzi w tym kraju, podejście, na którym swój kapitał polityczny zbił PiS, słusznie rozpoznając pogardę zawartą w panujących stosunkach pracy (a że niewiele zrobił z tym realnie, to już inna sprawa). Zawężając to do świata kultury, sztuki i rozrywki – mamy tendencję patrzeć na końcowe efekty pracy jak na dzieło tej jednej osoby, skąpanej blaskiem jupiterów. A to przecież nieprawda, bo do stworzenia jakościowych rzeczy (czy uchodzących za takie w oczach masowej publiczności) potrzeba wielu rąk. Te osoby są na planie często wiele godzin przed gwiazdą i opuszczają go jako ostatnie, chociaż ich stawki są w ogonie ogólnych rozliczeń projektów. 

Niestety, współczesne zatomizowanie świata pracy, prekaryjność i gig economy sprzyjają eksploatacji. Mamy jeden z najniższych wskaźników uzwiązkowienia w Europie i jedną z najgorszych inspekcji pracy. Prawo chroni jedynie osoby z umową o pracę, a ta dla wielu osób – szczególnie młodszych – jest wyłącznie legendą, którą można usłyszeć od rodziców. W tym kontekście pogarda w miejscu pracy, czy to ukryta i subtelna, czy wyrażona głośno i wulgarnie, jest dodatkowym ciosem i kolejnym etapem upokorzenia. Muzyka, film, czy moda opierają się nie tylko na znanych buziach, ale przede wszystkim na osobach pracujących za kulisami. Ich praca jest fundamentalna, bo bez niej te wszystkie projekty by się po prostu rozpadły. A że bardzo często wkłada się w to emocje i prawdziwe zaangażowanie, napędzane przeświadczeniem, że robienie tego, co się lubi zawodowo jest szczególnym szczęściem i przywilejem, otwiera się pole do nadużyć. Osoby źle opłacane i źle traktowane zaczynają sobie racjonalizować, że narzekanie na swoją sytuację i warunki pracy jest złym pomysłem, bo straci się możliwe szanse. I niestety, często jest to prawda, bo mówienie głośno o złych warunkach, skutkuje blokowaniem i pozbawianiem możliwości pracy. Etykietka osoby problematycznej jest jak wilczy bilet, którego trudno się pozbyć. Życzę Oliwce Brazil i każdej innej osobie, która pomiata ludźmi pracy pokory. Łaska publiki na pstrym koniu jeździ, a w lustro patrzy się każdego dnia.  

WIĘCEJ