Seks, narkotyki i praca. Jakie skutki może mieć wprowadzenie autonomicznych samochodów?

Autonomiczne samochody to od zarania wizji science-fiction symbol ostatecznego technologicznego postępu – momentu, w którym za nasz bezpieczny i sprawny transport będzie odpowiadała sztuczna inteligencja. Pracę nad wdrożeniem systemu trwają na całym świecie od lat. Pierwsze testy pokazują jednak, że ta drogowa rewolucja będzie miała więcej nieoczekiwanych skutków niż można było się spodziewać.

W czterech amerykańskich stanach prowadzone są od jakiegoś czasu testy samochodów Waymo – firmy, która wypączkowała z Google i jest w tej chwili podległa jej spółce matce, czyli Aphabet. W Kalifornii, Ohio, Michigan oraz Arizonie jeżdzą już taksówki Waymo. Dotychczas były one w stu procentach nadzorowane przez pracowników Waymo, którzy za kierownicą doglądali czy cała podróż przebiega sprawnie. W razie ewentualnych problemów mogli przejąć kontrolę nad pojazdem. W ostatnim z wymienionych stanów, czyli Arizonie postanowiono jednak ostatnio zacząć wprowadzać do użytku auta bez asysty żadnych nadzorców.

Sygnały otrzymywane od pracowników Waymo oraz podróżnych są równocześnie ciekawe i alarmujące. Okazuje się (choć nie trzeba być geniuszem by to przewidzieć), że samobieżne auta są świetnym miejscem do różnego rodzaju intymnych aktywności. Niektórzy twierdzą także, że łatwo natknąć się samochodach na parafenalia służące poprzednim użytkownikom do konsumpcji środków odurzających. Rzecznik prasowy Waymo utrzymuje, że rzekomo pozostawione we wnętrzach aut strzykawki miały służyć cukrzykom do podniesienia poziomu insuliny we krwi.

Inną konsekwencją popularyzacji autonomicznych samochodów może być z kolei zmiana przyzwyczajeń dotyczących pracy oraz jej etyka. Socjologowie alarmują bowiem, że auta będą wykorzystywane do nadrabiania zaległości w pracy, a w dłuższej perspektywie czasu po prostu wydłużą czas na nią poświęcony. Przełożeni będą bowiem wymagać od swoich podwładnych, że właśnie w ten sposób poświęcą minuty lub godziny spędzone w zautomatyzowanych środkach transportu.

To także dobry moment by dodać, że samo Waymo ma w tej kwestii sporo do wyprostowania. Firma zmieniła zasady zatrudniania wspomnianych nadzorców swoich automatycznych samochodów. Wcześniej, wedle dość absurdalnych przepisów, półtoraroczne okresy pracy musiały zostać rozdzielone co najmniej 6-miesięczną przerwą. W praktyce oznaczało to jednak utratę zatrudnienia po 18 miesiącach. Ta zasada została zniesiona, zastąpił ją jednak bardzo kontrowersyjny i okrojony pakiet ubezpieczenia zdrowotnego oraz cięcia w dniach urlopowych – z 25 bezpłatnych do 5 płatnych i 5 bezpłatnych. Po tym jak sprawa przedostała się do mediów, rzecznik prasowy Waymo zaznaczył, że firma pracuje nad poprawą warunków.

WIĘCEJ