Sandra Kpodonou — wewnętrzna bogini.

 

Sandra Kpodonou od lat prowadzi swoją markę odzieżową (@kpodonou_) i profesjonalnie zajmuje się strzyżeniem (@kpodonouhair). Pomaganie innym, by dobrze wyglądali, to dla niej zbyt mało. W zdominowanych przez social media czasach ludzie, oprócz zadbania o siebie, potrzebują nauczyć się samoakceptacji i nabrać poczucia własnej wartości. Sandra dba o to nie tylko w social mediach, ale także dzięki STRZYŻENIU W PEŁNI KSIĘŻYCA.

Czym w zasadzie jest Strzyżenie w pełni księżyca?

 

To swego rodzaju kręgi kobiece, które prowadzę. Robię to od maja. Jestem fryzjerką od 12 lat i pracuję z najróżniejszymi kobietami. Zaczęłam dostrzegać braki dotyczące samopoczucia czy postrzegania siebie. Równolegle rosło moje zainteresowanie fazami księżyca oraz podobnymi fenomenami. Postanowiłam połączyć jedno i drugie. Na tych spotkaniach siadamy razem i opowiadamy o sobie.

Zdjęcia, które widzicie w Poptown, to zaczątek tego, o czym chcę opowiadać. Komunikować się wprost z dziewczynami na temat postrzegania samej siebie. Codziennie rozmawiam średnio z ośmioma kobietami i nie zawsze jest to łatwe. Dużo z nich robi rzeczy dla mężczyzn i ich poczucie wartości jest właśnie uzależnione od drugiej osoby. Strzyżenie w pełni księżyca to przede wszystkim wieczór dla siebie, ale też wymiana energii pomiędzy kobietami. Chcę, żeby to było wzmacniające i budujące. Otwieramy się przed sobą i mówimy o własnych doświadczeniach. Wyznaczamy sobie cele i marzenia do zrealizowania do następnej pełni. Wiele dziewczyn dopiero się tego uczy i się wdraża. Sama uczęszczam na inne tego typu spotkania i dzięki temu wiem, jak pomocne to potrafi być.

 

Ale nie posiadasz żadnego dyplomu dla coachów czy trenerów?

 

Nie. To wszystko wynik obserwacji, własnych doświadczeń i wspomnianego przeze mnie stażu w pracy fryzjerki. Mam sprawić, żeby moje klientki wyglądały jak najlepiej, komplementuję je, gdy tylko mogę, i staram się też w ten sposób podbudować ich samoocenę. A nowa fryzura potrafi naprawdę dużo zmienić. Wizyta u kolorystki czy kolorysty trwa co najmniej kilka godzin. Naturalne jest to, że klientki nie przychodzą tylko na zabieg. Chcą pogadać i się zwierzyć. Zdarzało mi się nawet odmawiać zabiegów, jeśli ktoś naprawdę świetnie wyglądał i nie wymagał mojej interwencji. Dziewczyny, które nic nie zrobiły, ale usłyszały komplement, i tak wychodziły zadowolone i pewniejsze siebie.

Oczywiście czerpię też inspiracje z moich aktywności pozazawodowych i duchowych poszukiwań.

s21
s29
s19

Na swoim Instagramie często odzywasz się wprost do ludzi. Ale nie tylko do kobiet. Stosujesz też męskie formy czasowników. Faceci też potrzebują nauczyć się czegoś o swojej samoocenie?

 

Zawsze patrzę na kogoś jako na człowieka. Płeć jest drugorzędna. Trzeba mieć jaja, żeby będąc facetem, zareagować na taki post i przyznać się do czegoś. Większość udaje twardzieli. Dla mnie mężczyzna i kobieta to jedna postać. Wszyscy mogą mieć te same problemy. Dlatego staram się kierować moje komunikaty do wszystkich. Podział na płeć jest w tym wypadku zbędny.

„Uważam za wspaniałe, że Rihanna czy Kim Kardashian pokazują w bieliźnie swojego projektu modelki mające różne figury i typy budowy. Teraz większe dziewczyny mogą zobaczyć kogoś podobnego kupując majtki albo inną część garderoby i uważam, że to jest ważne

Dorastałaś na łódzkich Bałutach. Jak Cię to ukształtowało jako posiadaczkę dość egzotycznej, jak na polskie warunki, urody?

 

Na pewno byłam wizualnie niecodziennym zjawiskiem. Obracałam się w różnych środowiskach. Wielu z moich kolegów było zapalonymi kibicami i amatorami różnych związków chemicznych. Widziałam bardzo dużo przemocy, ale mój brat, mimo że młodszy o rok, pełnił nieoficjalnie funkcję mojego ochroniarza. Nic mi się nigdy nie stało, bo kibicowskie zasady zakazują bicia kobiet. Ale na pewno to środowisko na mnie wpłynęło, bo wdawałam się np. w bójki z innymi dziewczynami. Było we mnie sporo agresji, ale dorosłam i sobie z nią poradziłam. Jestem dumna z tego, kim jestem teraz, i z faktu, że mogę pomagać innym dzięki swoim lekcjom, a do siebie równocześnie podchodzić z dystansem i miłością!

Wracając jednak do pytania, życie na Bałutach, w społeczności, która ma proste zasady, ale się ich trzyma, na pewno nauczyło mnie lojalności i szacunku do słowa. Tam, jak się coś powiedziało, to trzeba było się tego trzymać. Nauczyłam się w ten sposób pokory.

Myślisz, że Instagram pomaga w akceptowaniu samego siebie czy wręcz przeciwnie?

 

To ciekawe zjawisko. Mój stosunek do niego mocno ewoluował. Na początku to była głównie ekscytacja. Potem zaczęłam się spotykać z różnymi ocenami siebie i pytaniami w stylu „Dlaczego wstawiasz zdjęcia swojej dupy, po co ci to?”.  Gdy to słyszysz, faktycznie zaczynasz się zastanawiać… Instagram jest dla mnie i dobrym, i złym zjawiskiem. Jeśli jednak mam jakieś przesłanie, z którym chcę wyjść do ludzi, to uważam go za ogromną wartość – trafienie z wartościowym przekazem jest przez to dużo łatwiejsze niż kiedyś.

Na przykład, jako nastolatka posiadająca egzotyczne korzenie czułam się wyalienowana. Nie widziałam nikogo podobnego i nie wiedziałam, do jakiej grupy przynależę, jeśli do jakiejkolwiek. Teraz dziewczyny takie jak ja mogą łatwo poznać kogoś podobnego, zainspirować się. Zgadzam się jednak z tym, że trzeba być uważnym i przygotowanym na to, że w internecie łatwo się spotkać z krytyką. To jednak jeden z niewielu minusów. Plusów oraz potencjalnych możliwości tu tyle, że trzeba z nich korzystać. Przestałam mieć jakiekolwiek problemy z pokazywaniem ciała i w ten sposób chcę budować swój profil – pozytywnym przekazem. Lubię siebie i uważam, że więcej ludzi powinno czuć się komfortowo z własnym ciałem. Może to ich chociaż po trosze zainspiruje.

Płaskie brzuchy i tym podobne oczywiście nie znikną i też mają swoją wartość. Każda kultura, krąg rasowy czy nacja ma swoje własne uwarunkowania ciała oraz spojrzenie na nie. Uważam za wspaniałe, że Rihanna czy Kim Kardashian pokazują w bieliźnie swojego projektu modelki mające różne figury i typy budowy. Teraz większe dziewczyny mogą zobaczyć kogoś podobnego, kupując majtki albo inną część garderoby, i uważam, że to jest ważne.

Zawsze siebie akceptowałaś czy to była dłuższa droga?

 

Zastanawiałam się ostatnio nad tym procesem. Jako dzieci, do któregoś roku życia nie mamy raczej zbytniej świadomości własnego wyglądu. Stopniowo jednak jesteśmy eksponowani na inne wzorce. Zaczynamy podpatrywać innych. Nieświadomie lub świadomie zaczynamy naśladować rodziców, koleżanki czy kolegów w szkole lub idoli. Najważniejszy w moim przekonaniu jest moment pierwszego zakochania się. Wtedy zaczynamy brać pod uwagę zdanie osoby, z którą jesteśmy. Podporządkowujemy się komuś, nawet nie do końca świadomie, żeby spełnić oczekiwania drugiej osoby. Łatwo wtedy zgubić swoje prawdziwe ja. Od trzech lat jestem sama i widzę, że podejmuję zupełnie inne decyzje względem swojego ciała. Przestałam się sugerować innymi i zaczęłam podążać za intuicją. W momencie gdy nie ma kogoś, kto może prawić nam komplementy bez końca, trzeba zadbać o samą siebie.

Jeśli ktoś potrzebuje inspiracji, to serdecznie polecam przeczytać książkę Biegnąca z wilkami Clarissy Pinkoli Estés. To taka księga na całe życie. Poleciła mi ją jedna z moich klientek i od czterech lat regularnie wracam do niej, by czytać poszczególne rozdziały. Uważam, że każda kobieta powinna się zapoznać chociaż z jej fragmentami, bo można tam znaleźć myśli, na które ciężko się natknąć gdziekolwiek indziej.

Credits:

Foto – @dscll

Make up – KopaMakeup @kopabadunkadunk

Stylizacja – roxyxo @_roxyxo

WIĘCEJ