Rocznica Tęczowej Nocy. Nigdy nie zapomnijmy o 7-ego sierpnia

Jeden z najczarniejszych dni w historii III RP.

Dzisiaj mija rok od wydarzeń, które nazywane są Tęczową Nocą. 7 sierpnia 2020 roku, w trakcie protestów przeciwko aresztowaniu aktywistki Margot z kolektywu Stop Bzdurom, policja zatrzymała 48 osób. Wiele z nich było brutalnie potraktowane przez funkcjonariuszy, a według raportów biura Rzecznika Praw Obywatelskich, dochodziło do torturowania, utrudniania dostępu do adwokata, a szczególnie poniżano osoby transpłciowe. Tego dnia policja urządziła sobie niekompetentny pokaz siły (np. część zatrzymanych była zupełnie z przypadku), a świadomość bezkarności i przyzwolenie na przemoc wobec społeczności LGBTQ+ napędzały niebieski seans okrucieństwa. Chwilę po tych wydarzeniach rozmawialiśmy z DJ-em, producentem i aktywistą Avtomatem, który był jedną z zatrzymanych osób – tę rozmowę przeczytacie TUTAJ. Rok później możemy zobaczyć tamte działania w kontekście ogólnych działań władzy i zastanowić się nad konsekwencjami zdarzeń z Krakowskiego Przedmieścia.

Przede wszystkim uderza buta policji w brutalnym postępowaniu ze społecznością LGBTQ+. Wydarzenia z 7-ego sierpnia były kumulacją nienawistnej kampanii, jaką partia rządząca skierowała przeciwko osobom nieheteronormatywnym. Zjednoczona Prawica w walce o reelekcję Andrzeja Dudy sięgnęła po dehumanizującą homofobię, a paskudne wypowiedzi wychodziły z ust nie tylko politycznych siepaczy średniego szczebla (np. Czarnka), ale także samego prezydenta. Prowokacyjna akcja kolektywu Stop Bzdurom – symboliczne przykrycie pomników tęczowymi flagami – była na dobrą sprawę nieszkodliwym performansem, w którym ucierpiał tylko kamień. Ale właśnie to było katalizatorem faszystowskich działań prokuratury i policji, które poskutkowały zatrzymaniem Margot i łapanką na Krakowskim Przedmieściu, kiedy społeczność wyszła, żeby dać odpór represjom. Policjanci, ewidentnie kiepsko przeszkoleni, przekraczali uprawnienia, bili, poniżali i ubliżali. Zabrakło kogoś z zespołu rozładowującego konflikty, a już po aresztowaniach ignorowano wszelkie prawa przysługujące zatrzymanym. Nie da się ukryć, że takie zachowanie wynikało z poczucia bezkarności i było bezpośrednim efektem obrzydliwych słów padających z ust prawicowych polityków i polityczek. Dzisiaj sądy potwierdzają to, co od razu mówiły organizacje pozarządowe i posłanki Lewicy, które 7-ego sierpnia krążyły po komisariatach w poszukiwaniu zatrzymanych – działania policji były bezprawne i nieadekwatne. 

Z perspektywy czasu widzimy też, że to, co działo się na Krakowskim Przedmieściu było precedensem mocno eksploatowanym również w trakcie Strajku Kobiet. Policja, rozochocona własną bezkarnością 7-ego sierpnia, obrała nową strategię wobec protestów i innych przejawów sprzeciwu wobec władzy. Kiedy po bestialskim wyroku pseudotrybunału konstytucyjnego w sprawie aborcji zaczęły się Strajki Kobiet, mundurowi – z błogosławieństwem władzy – znowu sięgnęli po przemoc. 2020 zapisze się jako czarny rok w dziejach Polski, moment, w którym osłabione rządami prawicy demokratyczne procedury i regulacje zostały zupełnie podeptane. To nie tak, że po 1989 roku policja była cywilizowaną siłą, bezstronnie przyglądającą się protestom – doświadczenia środowisk anarchistycznych, czy różnych grup społecznych i zawodowych, które buntowały się przeciwko władzy temu przeczą, niezależnie od tego, czy rządziło SLD, czy PO – ale w zeszłym roku rozmiar bezprawia i bezkarności służb mundurowych dotarł do szerszej świadomości. Brutalność policji dotknęła nie tylko marginalizowane grupy, ale także tych, którzy do tej pory czuli się przez nią jakąś chronieni. Społeczność LGBTQ+, środowiska anarchistyczne i organizacje pozarządowe mogły tylko smutno pokiwać głową i powiedzieć: czas najwyższy, żeby wszyscy zobaczyli, że mamy w Polsce problem z policją. Odbiło się to na badaniach zaufania do mundurowych, które poleciały w dół. Sprawcy zarówno antyludzkiej łapanki i tortur z 7-ego sierpnia, jak i nieadekwatnych działań w trakcie Strajku Kobiet pozostają bezkarni.

2020 rok zapisze się smolastymi, czarnymi literami w historii społeczności LGBTQ+ w Polsce. Autorytarna władza obrała sobie za cel dyskryminowaną grupę, pogłębiła represje i nienawistne strategie w imię politycznego zysku. Ziarno nienawiści padło na podatny grunt, a przemocowe rozochocenie dotyczyło nie tylko środowisk faszystowskich, ale także wielu zwykłych ludzi, którzy poczuli, że teraz mogą bezkarnie obrażać i atakować tęczową społeczność, albo każdego, kogo posądzają o przynależność do niej. Z drugiej strony, te mroczne wydarzenia spowodowały, że coraz więcej ludzi zaczyna się jednoczyć, społeczność LGBTQ+ wspiera się silniej nawzajem, a w działania równościowe i sojusznicze włączają się kolejne osoby i środowiska. Z prawicowych twarzy, rzekomo tak zatroskanych losem rodziny i dzieci, opadły maski i mogliśmy zobaczyć monstra, które właśnie te dzieci rzucają na bruk, łamią im kości i dehumanizują na wszelkie możliwe sposoby. Tęczowa noc zostanie z nami na zawsze. Jako ostrzeżenie i jako powód do działania. 

 

   

WIĘCEJ