Remaki Tony Hawk Pro Skater to coś więcej niż monetyzacja nostalgii. To sen o lepszym świecie, który nigdy się nie ziścił

THPS 1+2 ostatnio ukazały się na Nintendo Switch. Dziewięćsetki i grindy można więc teraz wyciskać już wszędzie. I możliwe, że sprawia to jeszcze więcej radochy niż kiedyś.

Millenialny zeitgeist każe twierdzić, że końcówka lat 90-tych i początek pierwszej dekady XXI wieku były czasami, w których wszystko było łatwiejsze. Wiecie co nie było wtedy takie łatwe? Skompletowanie napisu SKATE na planszy Streets w Tony Hawk Pro Skater. Albo skakanie po dachach wieżowców NY City w sequelu. O wykręcaniu 900 stopni nie warto nawet wspominać. Sygnowana przez najsłynniejszego skateboardera wszech czasów seria gier to jeden z największych fenomenów w historii gamingu – zwłaszcza tego niezwiązanego bezpośrednio z krajem kwitnącej wiśni. Pierwsze trzy części hitowej serii to destylat nastoletniego snu o Ameryce tego samego okresu. Świata, w którym na desce można wjechać wszędzie przy akompaniamencie Rage Against the Machine lub Papa Roach. Najprawdopodobniej nikt nie zrobił tyle dla promocji tego sportu, co studio Neversoft, które w ciagu 8 lat stworzyło 9 pierwszych części cyklu. Amerykańscy developerzy zaprojektowali w ten sposób świat, w którym można sobie sieknąć monsterka na śniadanie, a następnie wyruszyć na krucjatę przeciwko radiowozom policyjnym oraz wszystkim poręczom tego świata. Świat, w którym pustkę wypełniają dźwięki Anthrax, Bad Religion i Fu Manchu. W którym przestrzeń jest podporządkowana tylko wyłącznie naszej fantazji i umiejętnościom. Być może teza, że tylko dzięki THPS mieliśmy w Polsce dostęp do kanału Extreme jest zbyt odważna. Ale to właśnie pierwsze części tego cyklu pomogły ulepić zeitgeist, który zainfekował umysły dziesiątek tysięcy osób i stanowił jeden z pierwszych impulsów do zainteresowania się kulturową rebelią – jak bardzo infantylnym jej wyrazem THPS by nie było.

Tony Hawk Pro Skater 1+2 / Activision

Franczyza ta jest też rzadkim przypadkiem egalitarnego dostępu. Od drugiej części grindy i manuale wycinać mogli już użytkownicy PlayStation, Nintendo 64, PC, Maców, a nawet GameBoyów (chociaż porty handheldowe to oczywiście zupełnie osobne zjawisko). Prawdopodobieństwo, że wielu kolegów z klasy miało okazję wcielić się w Bob Burnquista, Rodneya Mullena, Rune Glifberga czy stworzonego w kreatorze skatera swoich marzeń (najlepiej z wielkim irokezem, mnóstwem dziar i szybkimi okularami) było dość spore. Trzy pierwsze odsłony THPS to pozycje kultowe i przez wielu wychwalane jako jedne z najlepszych gier w historii. Czwórka nie ma może tak wielu wyznawców, ale była przyjęta przez krytyków podobnie entuzjastycznie i z powodzeniem wprowadziła serię w następną generację konsol. Underground American Wasteland były udanymi grami, ale zaczęły zwiastować zmęczenie materiału, które egzemplifikowały następne części cyklu, o których mało kto pamięta. Po wydanym w 2007 roku Proving Ground seria, rokrocznie ukazująca się na niemal wszystkich dostępnych platformach, została po cichu wygaszona. Neversoft został przetransferowany do pracy przy innym behemocie – serii Guitar Hero u szczytu jej popularności. W 2014 roku studio przestało istnieć jako autonomiczna jednostka i stało się częścią, także podlegającego Activision, Infinity Ward, którego głównym zadaniem była praca nad Call of Duty. Kreatywni developerzy stali się wyrobnikami. Najpierw przy pracy nad własnym dzieckiem, a potem w charakterze linii produkcyjnej dla rozwodnionych gamingowych blockbusterów, które muszą wyjść przed gwiazdką, by mogły się rozejść w milionach kopii. Upadek Neversoft był jednak impulsem do wskrzeszenia Tony Hawk Pro Skater. Studio Robomondo już wcześniej zrobiło remaster HD pierwszej części długiej skateboardowej dynastii. W 2015 roku wydało jednak wielce wyczekiwane THPS 5. Tytuł miał symbolizować powrót do korzeni. A okazał się denną i bezduszną kalką znanej formuły oraz bezdenną dziurą wypełnioną bugami i problemami z frame ratem. Port na Playstation 4 ma niechlubne miano bycia jedną z najmocniej zjechanych gier w historii. Może pochwalić się średnią 32 punktów na 100 w serwisie Metacritic (a biorąc pod uwagę zwyczajową życzliwość w punktacji mediów gamingowych, jest to wynik naprawdę tragiczny).

Niemal rok temu dość niespodziewanie na całej serii dokonano udanej transfuzji. We wrześniu 2020 roku na PC, PS4 i Xbox One pojawiły się bowiem remaki dwóch pierwszych gier z udziałem legendy deskorolki zatytułowane po prostu Tony Hawk Pro Skater 1+2. Do tego zadania oddelegowano Vicarious Visions. Studio, które przez niemal dwie dekady specjalizowało się w handheldowych portach hitowych gier (w wielu wypadkach mocno udanych). W 2017 developerzy pokazali światu remaki trzech pierwszych części serii Crash Bandicoot, a w tej chwili, jako część Blizzard Entertainement zajmują się odświeżoną wersją Diablo II. Pod koniec czerwca Tony Hawk Pro Skater 1+2 po wielu miesiącach zapowiedzi ukazało się na Nintendo Switch. Jest to więc pierwszy port tego tytułu, którym, dzięki przenośnemu trybowi konsoli, można się cieszyć w zasadzie gdziekolwiek. Zdobywać rampy można więc w pociągu, w wannie albo w parku. Idealnie współgra to z gameplayem, który przede wszystkim redukuje większość podejść do kolejnych map do dwuminutowych tur, w trakcie których można spróbować odhaczyć jak najwięcej achievementów.

Tony Hawk Pro Skater 1+2 / Activision

Jak gry sprzed ponad 20 lat sprawdzają się w odświeżonej formie? Moim zdaniem wybornie. Port na Nintendo Switch wymagał od developerów kompromisów w kwestii grafiki i frame rate’u. Na małym ekranie prezentuje się to znakomicie. Na telewizorze też ciężko mieć jakieś zastrzeżenia. Ale to sama wizja jest tu najważniejsza. Zliftingowane levele, od otwierającego magazynu, po arenę dla byków w meksykańskiej Tijuanie – są wierne oryginałom, ale podlane kreatywnością oraz miłością, zapewne pochodzącą od osób, które jako dzieciaki spędziły w nich długie godziny w poszukiwaniu ukrytych obszarów i innych niespodzianek. Mimo linearności i relatywnie małej powierzchni poszczególnych map, są one naszpikowane przeszkodami, które należy pokonać lub okiełznać. Dociekliwość i głód przygody napędzają replay value, z którego skorzystają zarówno ci, którzy wracają do świata THPS, jak i zupełni nowicjusze. Arcade’owy gameplay jest już raczej śpiewką przeszłości w świecie, w którym gaming opiera się na open worldzie, kreatywnych labiryntach, nielinearnych scenariuszach oraz interakcjach online. Prostota szybkich podejść, którą oferuje Tony Hawk Pro Skater jest jednak odświeżająca i uzależniająca jak zawsze. Sprawne przejście przez poszczególne segmenty to nadal wyzwanie. Postępy łatwo jednak odnotować, a w przerwie między szlifowaniem kolejnych tricków lub prób wdarcia się w odległe miejsce na mapie, można po prostu pozwiedzać zakamarki miejsc z całego świata.

W otwierających akapitach zaprezentowałem męskocentryczną perspektywę, którą potęgował oparty na płciowych kliszach świat. Od tego czasu sporo się jednak zmieniło, a inkluzywność stała się także domeną skateboardowego świata. Oprócz dobrze znanych twarzy możemy się bowiem wcielić m.in. w Lizzie Amaranto, Aori Nishimurę, Tyshawna Jonesa oraz Leo Baker – pierwszą niebinarną osobę ze skateboardowego środowiska, która zrobiła sporą karierę. 

Tony Hawk Pro Skater 1+2 / Activision

Równie kultowy co sama gra, jest jednak soundtrack do THPS. Dzięki jedynce można było poznać Dead Kennedys, Primus, Unsane czy Suicidal Tendencies. Dwójka uczyniła z “Guerilla Radio” Rage Against the Machine w zasadzie pokoleniowy hymn i sprawiła, że Fu Manchu dzięki samemu “Evil Eye” do dziś wyprzedaje koncerty. Zdecydowana większość z tych utworów znalazła się także w ścieżce dźwiękowej tego remake’u (chociaż zabrakło m.in. Unsane czy Suicidal Tendencies). Nowością jest jednak kilkadziesiąt nowych utworów. Zarówno klasyków, które spokojnie mogłyby zagościć w oryginałach, czyli np. “Can I Kick It” A Tribe Called Quest czy “Same in the End” Sublime. Ale nowe kawałki także sprawdzają się idealnie. Wśród nich jest m.in. “Shutdown” Skepty czy “Slow Learner” Viagra Boys. Miłym akcentem jest uwzględnienie utworów Screaming Females czy Alex Lahey oraz przedstawienie nowemu pokoleniu dokonań niedocenionych herosów współczesnego hardcore’u – American Nightmare. Każdy kij ma dwa końce, na każde FIDLAR przypada bowiem co najmniej jeden Machine Gun Kelly. Muzyczny kompromis nie jest tu więc kompromisem – jest zwyczajowym dla serii połączeniem promowania faktycznie dobrej muzyki oraz nieco zinfantylizowanych brzmień kojarzonych przez ostatnie ćwierć wieku z deską. Ale te drugie też mają swój niewątpliwy powab i potrafią dostarczyć endorfin niezbędnych do pocieszenia się po kolejnym upadku z wysokości przy okazji próby ogarnięcia Kickflip Superman czy 360 Varial McTwist.

W epoce odcinania kuponów i monetyzacji nostalgii w każdej formie, THPS 1+2 jest przyjemnym wyjątkiem. Remakiem stworzonym z prawdziwym uczuciem i dbałością o szczegóły, ale także taktem we wprowadzaniu koniecznych zmian. Nie naprawia się tego, co nie jest zepsute. Ale jednak okazuje się, że można to ulepszyć, jeśli tylko ma się szczere i dobre motywacje.

WIĘCEJ