Armie miłości i inkluzywności w przyjacielskich relacjach.

Figurkowe gry bitewne, a przede wszystkim największe marki tego hobby ze stajni Games Workshop (czyli Warhammer 40 000 Age Of Sigmar, dawniej Warhammer Fantasy Battle), od dekad przyciągały głównie graczy. Militarno-imperialistyczna napinka, dość maskulinistyczne spojrzenie na rzeczywistość i kompetytywny charakter tej rozrywki sprawiły, że na długie lata hobby stało się symbolem toksycznej męskości. Nie pomagała polityka samego Games Workshop, które nie chciało zmieniać statusu quo. W końcu z firmy obsługującej niszową zajawkę przeszła do formatu wielkiej korporacji z ogromnymi obrotami. Czym bliżej naszych czasów, tym zmian było więcej. Dzisiaj hobby jest bardziej inkluzywne, a oferowane zestawy figurek do gier oferują szeroki zestaw tożsamościowych możliwości. Firma stara się aktywnie zwalczać najbardziej toksyczne aspekty fanbase’u, ale wiadomo, różnie z tym idzie. Od 14 lutego we Wrocławiu w Krupa Gallery będzie można oglądać twórcze rozprawienie się z problematycznymi aspektami tego hobby. Na wystawie Lovehammer Jan Możdżyński i Sebulec pokażą autorskie armie, które rozbijają klasyczną męskość i heteronormatywność stereotypowo wiązaną z Warhammerem. 

Grałem w te figurkowe gry bitewne od dzieciaka, potem miałem przerwę, bo nie było mnie stać. Warhammer to jest drogie hobby. Wróciłem po piętnastu latach i szukałem osób ze środowiska, które grają, żeby to nie byli tylko weterani bitewniaków, czyli dość zamknięta grupa, a ktoś znajomy – mówi Jan Możdżyński. Jak poznałem Sebulca, to się okazało, że on ma zajawkę na różne figurki – nie do gier bitewnych, ale tak krok po kroku go wciągnąłem w ten świat Warhammera. Spotykaliśmy się, żeby sobie pograć i ten świat Warhammera tak nas zafascynował, że pomyśleliśmy, że fajnie by było to przerobić na własną modłę. Stworzyć takie armie, które by były interpretacją nas, naszych uczuć. Może niekoniecznie, żeby się ze sobą lały, tylko może były ze sobą w przyjacielskich stosunkach – tłumaczy ideę Lovehammera. Sebulec: u mnie się zaczęło przy okazji zbierania know-how z druku 3d do wystawy. Na YouTubie najwięcej materiałów dotyczących malowania figurek było właśnie z Warhammera. Wyglądało to super i chciałem spróbować. Dostałem na gwiazdkę zestaw startowy demonów Slaanesha, potem poznałem Janka i zaczęliśmy się umawiać na wspólne składanie. Ja mam tylko jedną armię i nie gram tak dużo jak Janek, ale lubię słuchać historii o Slaaneshu i ogolnie historii z tego świata. Myślę, że w armii, którą stworzyłem – Zakochanych Kundli, jest  gdzieś cząstka najseksowniejszego Bogx Chaosu.

Samo hobby ma naprawdę wiele fascynujących aspektów, potrafi zachwycić – czy to designem niektórych figurek, ciekawym lorem świata, czy efektownymi zagraniami na stole. Niestety, wiele z tych pozytywów może być przykryte przez interakcje z grającą społecznością. Sam na przestrzeni lat doświadczyłem wielu nieprzyjemnych sytuacji – łącznie z niemal faszystowską tyradą ideologiczną, kiedy tylko chciałem sobie porzucać kostkami w sklepie. Jan: moje doświadczenie jest podobne, chodziłem do sklepów, gdzie było środowisko seksistów, trochę rasioli, trochę homofobów. Brałem też udział w różnych turniejach, gdzie nie pasowała mi napinka. Widać było, że ci ludzie nie potrafią podejść do tego jak do zabawy, tylko do sprawy życia i śmierci. Postanowiliśmy, że spróbujemy tak lokalnie chociaż trochę otworzyć głowy. Zrobić armie, które nie są tak oczywiste – nie chcą się ze sobą bić. Wręcz przeciwnie – mogą się składać nie z wojowników, a z postaci nie do końca zgodnych z normami, a przez to może poszerzyć ludziom punkt widzenia na niektóre rzeczy i zjawiska. Sebulec stawia ambicje Lovehammera na realistycznym poziomie: nie powiedziałbym, że mamy ambicję naprawiać ten świat. Ja w ogóle patrzę na takie zamknięte, chłopackie środowiska z fascynacją, bo przed tranzycją nie miałem do nich dostępu. Jak byłem kiedyś z Jankiem oglądać jak chłopaki grają w klubie, to przede wszystkim jarałem się, że mogę tam być, trochę jak queerowy tajny agent. 

Toksyczna męskość to niestety stały element naszego świata. Przejawia się w wielu jego elementach i zachowaniach. Jeśli chodzi o gry figurkowe, to m.in. stawianie fałszywych opozycji między płciami, czy oszukiwanie osób partnerskich co do prawdziwej ceny hobby (o czym pisałem tutaj), a także srogi gatekeeping. Nie mówiąc o wielu zaniedbaniach samych twórców, którzy przez lata proponowali monopłciowe, heteronormatywne i hipermaskulinistyczne armie. Lovehammer próbuje rozbić takie podejście. Walenie w toksyczną męskość jest mocnym punktem odniesienia i czymś co spaja nasze armie – mówi Sebulec. Moja składa się z seksownych futrzaków w wyuzdanych pozach. W Warhammerze większość postaci napina się i chce być mocnarna, a u mnie jest kilka programowo przegranych, np. mam pokonanego typa, który funkcjonuje jako tank, tyle już w życiu przeszedł, że zniesie każde uderzenie. Bawię się też kliszami z fantasy, niekoniecznie z Warhammera, ale z całego gatunku. Zamiast skrytobójcy jest Skrytokochacz, czarodziej jest Czarusiem a artyleria powietrzna rzuca miłosne strzały. Prace Jana idą po interesującej, dosłownej linii: moja armia nazywa się Kruszynki i przełamuje stereotyp faceta-twardziela. Zresztą u mnie postaci są mocno gender-fluid, mają niedookreślone biologiczno-płciowe atrybuty. Skorzystam z określenia wymyślonego przez Zofię Krawiec: na zewnątrz mocna dziewczyna, a w środku ledwo się trzyma. Moje chłopaki może i na zewnątrz są twarde, ale po pierwsze są z kruchego materiału, bo są z ceramiki, a po drugie chciałem zahaczyć o temat stabilności psychicznej. Tych skojarzeń, że jeśli ktoś ma depresję, to kobiety, a faceci są twardzielami. Więc na pewno eksploruję te wątki. W ogóle pierwsza armia do Age Of Sigmar, jaką zbierałem, była armią w całości złożoną z kobiet, czyli Daughters Of Khaine. Są bardzo BDSM-owe: mają pejcze i inne akcesoria. Na wystawie będziemy prezentować figurki w takim układzie i estetyce, która będzie rozbijać dominujace kulturowo schematy. 

Figurkowe gry bitewne to niejedyne źródło popkulturowej inspiracji, jakie odnajdziemy na Lovehammerze. Jan: jeżeli chodzi o przedstawianie, to bardzo mocno czerpię z gier 3D, szczególnie z początku lat dwutysięcznych. Interesowała mnie jakby odwrotna tranzycja: na archaiczny materiał, jakim jest glina i ceramika, przenoszę wyobrażenie o jakimiś ideale technologicznym, czyli grafice 3D. Która jeszcze długo będzie rozwijana, żeby osiągnąć ideał, jakim jest fotorealizm. Najbardziej interesują mnie gry, które poruszają mój sentyment do dzieciństwa. Mam nowe konsole, ale gram w dość oldschoolowe tytuły (i w Tekkena). Tak samo jest z Warhammerem – zacząłem to zbierać, jak byłem dzieckiem. Ale ostatnio wkręciłem się też w takie kolekcjonerskie figurki, które nawiązują do dawnych filmów japońskich z przedstawieniami Kaiju – wielkich potworów, jak Godzilla itp. Świetnym źródłem inspiracji są również bootlegowe figurki z winylu. Są celowo toporne, celowo przeskalowane. Połączyłbym to ze światem kolorów z lat osiemdziesiątych czy dziewięćdziesiątych – niby do siebie nie pasują, ale pasują zajebiście. Sebulec pływa w odmętach internetowych subkultur. Czerpię inspirację z tego, co jest ukryte na forach i co ludzie tworzą amatorsko dla frajdy. Uwielbiam ten motyw, że z każdej gry, serialu czy kreskówki można znaleźć w internecie jakieś porno arty. I to dla mnie to jest na maksa szczere, wynikające z głębokiej, a często niezaspokojonej potrzeby bliskości. Dlatego swoją armię celowo pokazuję w przesadnie rozerotyzowany sposób. Estetyka wczesnego 3D też zawsze będzie miała miejsce w moim sercu, ale teraz w  swoich digitalowych pracach najbardziej jara mnie grooming, czyli tworzenie włosów i futra. 

Zachęcam ludzi do sięgania po to hobby. I nie mówię teraz z pozycji dziadera, który gra w to od dwudziestu lat i nie chce żadnych zmian – mówi Jan. Ale ograniczeniem w tym hobby jest tylko nasza wyobraźnia. Można wymyślać background tym postaciom, odtwarzać jakieś wymyślane przez siebie rzeczy. Można składać ludki z korpusem kobiecym i męską głową, albo odwrotnie. W tym hobby jest też coś fajnego, czego dziadery nie widziały od dawna, a mianowicie, że querowość przejawia się w tym, że jest totalna międzygatunkowość. Zresztą, cielesność niektórych postaci jest tak skonstruowana przez twórców, że wyprzedza nawet najbardziej postępowe pomysły. (śmiech) Wtóruje mu Sebulec: nie trzeba się ograniczać do tego, co jest w pudełku, można samemu robić kitbashe, realizować własne pomysły. Rzeczywiście, ekspresję na jaką pozwala to hobby, ciężko porównać z czymś innym. Sklejanie modeli według własnej fantazji, a potem malowanie ich w wymyślonych przez siebie schematach kolorystycznych jest odprężające i piekielnie satysfakcjonujące. Nie można zignorować aspektu growego, który potrafi być ekscytujący, mimo ciągłego majstrowania przy zasadach przez twórców. Zresztą, pomijając produkty Games Workshop, świat gier figurkowych to dzisiaj ogromne uniwersum, oferujące całą gamę różnych estetyk i stylów rozgrywki. Dzięki technologii druku 3D hasło o wyobraźni jako jedynym limicie nabrało nowego znaczenia. Sebulec: oprócz tego, że rozbijamy tego Warhammera i poruszamy ciężkie rozkminy, to ta wystawa ma być u podstaw radosna, miłosna, inkluzywna i sprawiać fun. Zakochane Kundle są kolorowymi rozrabiakami, które są napisane z przymrużeniem oka, a tworząc je świetnie się bawiłem i o to powinno według mnie chodzić w tym hobby.

WIĘCEJ