Przypominamy największe inby w „Kuchennych Rewolucjach”. Bo dlaczego nie?

Przypominamy największe inby w „Kuchennych Rewolucjach”. Bo dlaczego nie?

Gastronomia to połączenie teatru z poligonem. I nie ma w tym ani grama żartu. O być albo nie być restauracji często decydują sekundy. To miejsce, w którym hormon stresu unoszący się w powietrzu jest tak gęsty, że można go kroić, a kuriozalne sytuacje są na porządku dziennym, bo wszystkie grupy społeczne mieszają się w knajpie jak w wielkim garze zupy. Przecież każdy musi jeść!

Ale już nie każdy musi karmić. Żeby być restauratorem, nie wystarczy mieć odłożonych pieniędzy i upatrzonego lokalu. Aby stać się prawdziwym gospodarzem, trzeba szanować drugiego człowieka, rozumieć jedzenie i umieć prowadzić dialog. Bardzo wielu ludzi, którzy biorą się za otwieranie restauracji, nawet nie wie, o co w tej branży chodzi. Nie rozumieją podstaw gościnności, mają elementarne braki w rozróżnianiu produktów, a większość potraw, które próbują podawać, widzieli tylko w telewizji i nawet nie wiedzą, jak powinny naprawdę smakować.

Na szczęście nie każdy właściciel restauracji powiela te błędy. Wielu z nich prowadzi swoje knajpy z prawdziwym sercem. Co nie zmienia faktu, że niedzielni restauratorzy czyhają rozsiani w swych przybytkach po całej Polsce – naciągają nas na słabe jedzenie i generują złe wspomnienia.

I właśnie z takimi pseudorestauratorami rozprawia się ona. Magda Gessler na pierwszej linii ataku piętnuje brak pasji i niewiedzę właścicieli knajp. Jest wielką bohaterką, na którą jako społeczeństwo czasem nawet nie zasługujemy, a za którą naprawdę powinniśmy być wdzięczni, bo realnie doprowadziła do pozytywnej zmiany w polskiej gastronomii. A oprócz tego, zapewniła i zapewnia nam wiele godzin dobrej rozrywki.

Jej wybujały wizerunek Matki Polki, kobiety baroku, szalonej i bezkompromisowej artystki sam napędza humorystyczny walor „Kuchennych Rewolucji”. A gdy tylko zetknie się z osobowością właściciela lub właścicielki chociaż w połowie tak mocną jak jej, lecą iskry.

Należy przy tym pamiętać, że prawdziwa inba w „Kuchennych Rewolucjach” nie polega na przekleństwach i rzucaniu garnkami. Program telewizyjny rządzi się oczywiście swoimi prawami. Rzucony w złości talerz jest już rodzajem stałego gagu, którego widzowie poniekąd wymagają i musi się pojawić. Bywają też ostre potyczki słowne z restauratorami, które zna pół Polski, chociażby z niesforną Justyną ze Schwarze Schmetterlinge (wcześniej Papillon Noir) w Katowicach czy nobliwą Alicją z restauracji Matalmara w Goczałkowicach.

Jednak najciekawsze sytuacje z tego programu rozgrywają się na bardziej subtelnej płaszczyźnie i czasami przypominają dobry dramat psychologiczny. Jako osoba, która widziała niemal każdy odcinek wszystkich 19 sezonów, przedstawiam wam moje trzy ulubione dramy.

NAJLEPSZE INBY W KUCHENNYCH REWOLUCJACH

Miejsce 3
ŁEBSKA CHATA. Sezon 9, odcinek 1

TVN

Uwaga, wskazówka – jeżeli chcecie znaleźć ciekawe momenty w starych seriach programu, zawsze sprawdzajcie pierwszy odcinek danego sezonu. Producenci z reguły serwują spory kawał mięsa wygłodniałym po wakacyjnej przerwie widzom. I tak jest tym razem.

Magda Gessler dociera do góralskiej chaty w nadmorskiej Łebie. Za tak ekstrawaganckim pomysłem na restaurację stoi Mirek, wyglądający jak niewylewający za kołnierz artysta plastyk. Oprócz Mirka knajpą zajmuje się Paweł, który jest zadłużony u tego pierwszego na 100 tysięcy złotych i odrabia pańszczyznę. Pozostały personel również uwikłany jest w półniewolnicze relacje, a sama Magda oszołomiona nadmiarem wrażeń dosłownie „brexituje” tę rewolucję – wychodzi, mówiąc że już nie wróci, ale jednak zostaje, potem znowu grozi, że odejdzie, ale nadal tam jest, i tak dalej…

Miejsce 2

KWADRATOWY TALERZ. Sezon 17, odcinek 7

TVN

Wyjątkowy odcinek, w którym całość inby rozgrywa się już w pierwszych 15 minutach. Partnerem sparingowym Magdy jest Szymon, współwłaściciel restauracji, który ewidentnie potrzebuje profesjonalnej pomocy w uregulowaniu swojego rozpasanego ego.

Zapowiada się łagodnie. W setkach nagranych przed wizytą Gessler w Kwadratowym Talerzu właściciel mówi, że jest wielkim fanem  „Kuchennych Rewolucji”, ogląda je pasjami, a najbardziej nie lubi, kiedy restauratorzy nie potrafią uszanować tak wielkiego autorytetu, jakim jest Magda Gessler, i nie słuchają jej rad.

Sam, mimo dobrego przygotowania, będzie miał z tym ogromny problem. Szymon na każde zastrzeżenie Magdy odpowiada wyjątkowo histerycznie i śmiesznie – ich „dialog” brzmi jak dobrze napisana komedia pomyłek. Z każdym kolejnym słowem właściciel gotuje się coraz mocniej, buzuje w nim krew, a finał tego stanu jest wyjątkowo widowiskowy.

Miejsce 1

RESTAURACJA ŁABĘDŹ. Sezon 6, odcinek 4

TVN

Ten odcinek to dzieło totalne. Zgodnie z głoszonym przez Hitchcocka prawem – zaczyna się od trzęsienia ziemi, a później napięcie nieprzerwanie rośnie. Głównym bohaterem jest demoniczny restaurator Joachim, który popełnił podstawowy błąd opisany we wstępie tego tekstu: „zrobił restaurację, bo wszyscy znajomi mieli restaurację, to było modne i on też chciał”.

Miejsce na ten przybytek udało mu się znaleźć całkiem urokliwe. Restauracja mieści się nad akwenem i jej otoczenie zdaje się bardzo relaksujące. Czego nie można powiedzieć o tym, co dzieje się wewnątrz. Natrafiamy na dziwaczne napięcie pomiędzy Joachimem a jego partnerką, która nazywa swojego męża „szefem”. Raz po raz pojawiają się kolejne niedomówienia i sieć kłamstw, spośród których widz musi wyłuskać prawdę niczym detektyw. Okazuje się, że restaurator terroryzuje swoją rodzinę, wyrzucił żonę i  nastoletnią córkę z domu i mieszkają one w małym pokoiku na terenie przyległego do restauracji motelu. Joachim jest twardy także wobec Magdy Gessler – nie spełnia jej zaleceń, nie bierze udziału w tradycyjnej aktywności zespalającej zespół, którą jest tańczenie Jeziora łabędziego, bo „jest poważnym człowiekiem i nie chce się ośmieszać”.

W tym wszystkim gdzieś na dziesiątym planie jest jedzenie – i to nie byle jakie, albo może właśnie wyjątkowo byle jakie. Podczas pierwszej konfrontacji z kuchnią Magda dowiaduje się, że dosłownie wszystko oprócz zup i surówek jest mrożone, więc zamawia tylko powyższe i mimo „świeżości” stanowią one obraz kulinarnej nędzy i rozpaczy.

Ale to wszystko to nic. Najbardziej dramatyczny jest koniec, który zgodnie z obietnicą poczynioną na początku tego opisu jest czystą eksplozją eskalującego napięcia. Oczywiście zakończenia nie zdradzę. Sprawdźcie sami!

WIĘCEJ