Nowa, trzyodcinkowa seria na Netflixie uczy nas o seksie, przyjemności i relacjach.

Porozmawiajmy o seksie. Potrafi być gorący, zabawny i satysfakcjonujące… Przynajmniej dla niektórych. W nowym serialu dokumentalnym Netflixa Wymiary przyjemności narratorka Michelle Buteau zabiera widzów i widzki w edukacyjną podróż na temat przyjemności kobiet i jej złożoności. Seria ta dowodzi temu, że otwarte dyskusje na temat seksu są nie tylko edukacyjne, a zwyczajnie konieczne. Tym bardziej w Polsce.

Na świecie edukacja seksualna nie jest podstawą, a raczej nieobowiązkową opcją. Panuje wszechobecne przekonanie, że seks nie jest ważny, a przecież seks wpływa na mnóstwo aspektów naszego życia, m.in. mocno określa nasze poczucie własnej wartości.

W ostatnich latach nacisk na rzetelną edukację seksualną jest coraz większy, coraz częstsze jest też pozytywne podejście do seksualności, mimo tego jednak niezliczone mity i dysproporcje sprawiają, że przyjemność kobiet wciąż owiana niepotrzebną tajemnicą. Objawia się to nie tylko w postaci luki orgazmowej, która jest większa niż luka płacowa między płciami, ale także skutkuje latami nagromadzonego wstydu, negatywności i nawet strachu, który kobiety mają przed seksem z partnerem_ką, masturbacją, a nawet własnymi ciałami. Wymiary przyjemności mają za zadanie się z tym rozprawić, a przynajmniej zacząć. Serial pełen jest wywiadów z terapeutkami seksualnymi, naukowczyniami i prawdziwymi ludźmi oraz koncentruje się na seks pozytywnym podejściu, wyposażając widzów w przekonanie, że własną przyjemnością po prostu należy się zająć i to na własnych warunkach.

Wydawać by się mogło, że w 2022 roku temat kobiecej przyjemności jest już przegadany. Otóż nic bardziej mylnego. Odcinki Wymiarów przyjemności zlepione są z wywiadów z osobami kobiecymi w różnym wieku, które opowiadają o tym, jak pozyskiwały swoją wiedzę się o seksie, nie jest zaskoczeniem, że większość z nich robiła to na własną rękę. Temat płci, ciała i orientacji jest wszechobecny, z filmów i książek mamy kulturowy scenariusz, który mówi nam, jak mamy się zachowywać, co robić i w jakiej kolejności, co rzadko kiedy znajduje odbicie w rzeczywistości. Ludzkie ciała są skomplikowane i wymagają, dlatego musimy nauczyć się rozmawiać o nich i o przyjemności, jaką możemy z nich czerpać. Niestety, co utrudnia nam tę dyskusję, to wciąż niezwykle silne przekonanie, że seks jest grzechem. Czymś nieprzyzwoitym, o czym nie należy rozmawiać. W patriarchalnym społeczeństwie kobiety* nie mogą istnieć dla własnej przyjemności. Seks to przede wszystkim coś, co kobieta robi dla mężczyzny.

Mamy do odkręcenia lata nie tylko krzywdzących mitów, ale i ogromne luki informacyjne i badawcze, dotyczące kobiecej fizjonomii i przyjemności, ponieważ większość wiedzy na temat zdrowia i chorób opiera się na męskim ciele. W przeszłości kobiecą seksualność uznawano za źródło, chorób, problemów z sercem, depresji, lęków. Mimo iż większość z tych przekonań dawno zostało obalonych, ich echo wciąż jest głośne. Gdy na początku XX wieku Freud stwierdził, że orgazmy łechtaczkowe są niedojrzałe, wszyscy my przytaknęli. Wskutek tego w medycznej biblii anatomii Gray’s anatomy z 1948 roku nie było nawet oznaczonej łechtaczki. Dopiero w 2005 roku (sic!) australijska urolożka Helen O’Connel po raz pierwszy dokładnie opisała cały ten organ!  Mało brakowało, a pierwszy iPhone wyszedłby wcześniej, niż kompletny opis kobiecej budowy ciała. Przy takich lukach w wiedzy, nie dziwi zatem, że większość kobiet i prawie żaden mężczyzna nie zna struktury kobiecych genitaliów. Większość myśli, że wszystko zamyka się w pochwie, podczas gdy tak naprawdę powinniśmy mówić o sromie, który zawiera wargi sromowe, pochwę i łechtaczkę. Najbardziej krzywdzącym mitem ze wszystkich jest ten dotyczący błony dziewiczej. To klasyczny przykład metaforyzacji ciała, mit oczywiście jest silny nie z powodów biologicznych a kulturowych. Nasza anatomia nie świadczy o płci czy poziomie czystości, a błona dziewicza nie pozostaje pęknięta na zawsze, po prostu się rozciąga.

Nic więc dziwnego, że wielu osobom ciężko jest być szczerą nawet z samą sobą w kwestii własnej seksualności. Brakuje nam wiedzy, a co za tym idzie satysfakcji. Kobiety latami nie odczuwają przyjemności  i akceptują nierówność w postaci luki orgazmowej, nie myśląc nawet o tym, że mogłoby być inaczej. Seksualności uczymy się z pornografii oraz poprzez legendy miejskie i stereotypy, a potem oczekuje się od nas, że będziemy maszynami do orgazmów. Jak dzielić się ciałem z drugą osobą, gdy same często go nie znamy. Ale nie tylko patriarchat odbiera nam sprawczość nad własnym ciałem, robią to również lata kolonizacji i systemowego rasizmu. Wciąż przeważająca większość edukatorów seksualnych jest białych, cispłciowych i w pełni sprawnych. Wszystkich nas ogranicza binaryzm płciowy i związane z nim społeczne oczekiwania w stosunku do danej płci.

Wymiary przyjemności prezentują szczery opis zmagań, z jakimi borykają się edukatorzy_ki i terapeuci_tki, promujące inkluzywną perspektywę obejmującą głosy osób transpłciowych i niebinarnych. W Polsce na pewno nikt o tym jeszcze nawet nie myśli, w końcu na wszystkich rankingach dotyczących jakości życia dla osób LGBT+ czy dostępu do antykoncepcji notorycznie wypadamy najgorzej. Ciekawym fragmentem serii jest moment, w którym bohaterki przyznają, że musimy się czuć bezpieczne, by szukać przyjemności. Często osobami, które nie są w stanie o to bezpieczeństwo zadbać, a nawet nas wysłuchać są lekarze. Ma to swoje odbicie również w Polsce. Wielokrotnie na skargi dotyczące bolesnych i nieregularnych miesiączek zarówno ja, jak mi moje koleżanki słyszałyśmy, że taka nasza urodapo pierwszej ciąży wszystko się unormuje. Ciężko nazwać to pokrzepiającą wizytą u lekarza. Nikt nie uczy nas o negatywnych skutkach antykoncepcji hormonalnej, by decydować się na zażywanie jej świadomie. Ogólnie system, w którym wszyscy funkcjonujemy, zabrania nam doświadczać przyjemnosci. Mamy pracować i dopiero gdy doprowadzimy się niemalże do wypalenia, może zasłużymy sobie na przyjemność. Przyjemność w ogóle spychana jest na sam dół piramidy potrzeb, daleko za finansowymi, zdrowotnymi. Musimy ciągle starać się więcej i lepiej, bo tylko perfekcja i idealne ciała zasługują na przyjemność. Wpaja się nam, że żeby siebie pokochać, musimy być lepsze. Na szczęście Wymiary przyjemności wyraźnie mówią o tym, że akceptacja wymaga ćwiczeń i jest to proces, który trwa całe życie.

Najważniejszą lekcją do wyniesienia z całej serii jest to, że satysfakcja seksualna zawsze polega na otwartej i szczerej komunikacji. Niekoniecznie z kimś, bo przede wszystkim ze sobą. Edukacja seksualna zdecydowanie dotyczy rozmowy, a różne wymiary przyjemności poznamy tylko wtedy, gdy naprawdę siebie same zaakceptujemy. Wymiary przyjemności wypełniają lukę, która jest skutkiem niskiej jakości programów edukacyjnych na temat seksualności. To obowiązkowa pozycja dla każdej osoby – bez względu na wiek, płeć czy orientację.

WIĘCEJ