Jeśli kiedykolwiek próbowałaś_eś nawiązać nowe znajomości jako osoba dorosła, prawdopodobnie rozumiesz, dlaczego tyle osób jest samotnych. Prawda jest taka, że znajdowanie przyjaciół jest po prostu trudne.

W szkole nawiązywanie przyjaźni było relatywnie proste, ostatecznie i tak spędzaxśmy większość czasu w tej samej klasie, a poza nią życie nie obciążało nas zbyt dużą ilością obowiązków. W ten sposób o wiele łatwiej było skupić się na budowaniu relacji, łączyły nas sekrety skrywane przed dorosłymi i plany snute podczas wspólnych nocowań. Niestety, wraz z wejściem w dorosłość okazuje się, że utrzymywanie bliskiej relacji z przyjaciółmi oraz zbliżanie się do nowych osób może być znacznie trudniejsze, niż nam się kiedyś wydawało.

Bez względu na to, czy jesteś introwertyczką, czy ekstrowertyczką zapewne, jak większość z nas, potrzebujesz ludzi w swoim życiu. W mniejszym lub większym stopniu każda_y z nas łaknie bliskości z drugą osobą, niekoniecznie romantycznej, a po prostu relacji opartej na zaufaniu, szczerości i najlepiej wspólnym poczuciu humoru. Choć starzy przyjaciele to złoto, w życiu pewne jest jedno – nic nie pozostaje takie samo. Ludzie się przeprowadzają, zmieniają im się priorytety, poświęcają czas wychowaniu dzieci i karierze, a spotkanie z przyjaciółką_elem zostaje zepchnięte na sam dół listy rzeczy do zrobienia. Czasem możemy nawet nie zorientować się, kiedy samotność zakradnie się do naszego życia, dlatego warto dbać o te relacje, które mamy, ale chęci muszą być z dwóch stron. Nie zmusimy przecież kogoś, kto nie ma czasu do spotkania, a co zrobić, gdy grupa przyjaciół wyjedzie do różnych miast i siłą rzeczy się rozpadnie? Trzeba szukać nowych znajomości, tylko jak, skoro COVID-19 znacznie nam to utrudnił? Znalezienie przyjaciela lub przyjaciółki jako osoba dorosła bywa trudniejsze niż znalezienie partnera_ki. Ale właściwie dlaczego?

Telewizyjne przyjaźnie

Zacznijmy od tego, że filmy i seriale sprzedały nam wyidealizowaną wersję relacji przyjacielskich. O nierealistycznych oczekiwaniach dotyczących związków romantycznych przekonałyśmy się już jakiś czas temu. W prawdziwym życiu rzadko zdarzają się nam szalone pogonie na lotnisko, a koncepcja tego jedynego tej jedynej, drugiej połówki wręcz dla nas stworzonej, na szczęście odchodzi do lamusa. Jednak wciąż mniej uwagi poświęcamy temu, jak telewizja i filmy kształtują nasze postrzeganie przyjaźni i jak bardzo obraz ten odbiega od rzeczywistości.

Współczesne przyjaźnie osób dorosłych są trudne nie tylko do nawiązania, ale i utrzymania – według sondażu YouGov z 2019 roku 22 procent milenialsów w stwierdziło, że nie ma przyjaciół, w porównaniu z 16 procentami pokolenia X i 9 procentami boomersów. Przyczyny? Nasze życie nabiera tempa, jest coraz intensywniejsze, a wraz z rozwojem kariery i związków, nasze dochody i harmonogramy ulegają zmianie. Ludzie przeprowadzają się nie tylko za nową pracą, ale często po prostu chcą korzystać z możliwości zglobalizowanego świata i pomieszkać za granicą. Odległość i różnica czasu nie są już tak przytłaczające, jak były zaledwie kilka dekad temu, i nie stanowią przeszkody, która zniechęcałaby do przeprowadzki na inny kontynent. Nie po to przecież mamy Facebook, Instagram i FaceTime, by bać się dystansu. Fakt, gdyby nie komunikatory XXI wieku, na pewno z większością z moich przyjaciół kontakt zerwałby się już dawno, ale nic nie jest w stanie zastąpić wspólnie spędzonego czasu, którego odnoszę wrażenie, że z roku na rok ubywa. Media społecznościowe, choć obiecywały możliwość bliższego obcowania, w rzeczywistości spotęgowały i wykorzystały naszą samotność, zmieniając nasze relacje w wydmuszki, cyfrowe namiastki prawdziwej bliskości.

Niestety, nie dowiesz się tego, oglądając telewizję. New Girl, Przyjaciele, Chirurdzy – wszystkie te seriale wzmacniają przekonanie, że utrzymanie prawdziwej przyjaźni nie wymaga żadnego wysiłku. Jest to wyraźna różnica w stosunku do tego, jak przyjaźnie faktycznie funkcjonują w naszym życiu – jako znaczące, ale czasami przelotne relacje, które mogą w końcu się rozpaść, ponieważ nie mamy narzędzi do tego, by faktycznie zintegrować je z naszym dorosłym życiem. Podczas gdy telewizyjni przyjaciele i przyjaciółki rozumieją się bez słów, relacje międzyludzkie w rzeczywistości pełne są konfliktów, zazdrości, zawodów i nieporozumień. Przyjaźnie to przecież związki jak każde inne – cierpią bóle związane z procesem dojrzewania (z niektórych przyjaźni po prostu się wyrasta) i dają za wygraną z codziennym stresem i zmęczeniem. Jednak to już rzadko kiedy nie trafia na ekran telewizora. W rezultacie w kółko idealizujemy relacje, które nie mają racji bytu poza kontekstem scenariusza telewizyjnego.

Bohaterowie i bohaterki seriali nie tylko często żyją i pracują razem, ale także randkują we własnym gronie i wspólnie przechodzą przez wiele ważnych wydarzeń życiowych. Nie mają żadnych znaczących relacji poza wyznaczoną grupą osób, a kiedy nawet tak jest, ludzie z zewnątrz przedstawieni są jako zagrożenie i szybko znikają lub ostatecznie się podporządkowują. W szczególności mówię tu o komediach takich jak The Office, Parks and Rec czy Brooklyn Nine-Nine, w których granice zawodowe i prywatne szybko się zacierają (lub może nawet nigdy nie istniały?). W rzeczywistości oddzielanie pracy od życia osobistego jest przecież zdrowe, zmniejsza ogólny stres oraz powstrzymuje przed wypaleniem, dlatego powinnyśmy dbać o tę cienką granicę. Ponadto nie znam dorosłej osoby, która przeprowadziłaby się do nowego miasta czy kraju i zaledwie po miesiącu miałaby już głębokie relacje z nowopoznanymi ludźmi. Bliskość przecież wymaga czasu i zaangażowania z obydwu stron, a nawet gdy my szukamy przyjaźni, nie oznacza to, że z drugiej strony musi być tak samo. Nie mniej jednak seriale aż roją się od pełnych nadziei bohaterek i bohaterów którzy i które rzucają wszystko, by zmienić otoczenie, iść za głosem serca i po tygodniu odnajdują się w kompletnie nowym środowisku. Zawsze ktoś po pracy zaprosi ich na drinka, w dyskoncie spożywczym poznają dobrą duszę, która zaprosi ich na kawę i doradzi, co robić w nowym mieście, a w metrze każdy chętnie udzieli wskazówek, gdzie iść. Zawsze, gdy oglądam podobne sceny przewracam oczami, bo w swoim 25-letnim życiu przeżyłam już cztery większe przeprowadzki i o wiele więcej pomniejszych i dobrze wiem, że nigdy tak to nie wygląda. Ludzie mają swoje życie, rodziny, zobowiązania, no i oczywiście innych przyjaciół. Rzadko kiedy jest mają przestrzeń i chęć na nowe relacje. Nowi przyjaciele są im niepotrzebni.

Teoria selektywności społeczno-emocjonalnej twierdzi, że ludzie zmieniają swoje cele wraz z wiekiem, co odbija się na ich relacjach. I choć oczywiste jest, że między podstawówką, liceum, studiami a pierwszą pracą potrafimy zmienić się nie do poznania i na pewno stracimy kontakt chociażby z częścią z bliskich nam osób, to warto pamiętać, że z naszymi przyjaciółmi nie musimy we wszystkim się zgadzać. Ludzie zawsze będą się od siebie różnili, dlatego lepiej nauczyć się dogadywać i szanować mimo tych różnic, niż żyć w przekonaniu, że bliskość równa się ten sam światopogląd. Błędnym jest myślenie, że osoby, z którymi wchodzimy w relacje, nieważne, romantyczne czy przyjacielskie, muszą spełniać nasze wszystkie potrzeby. Nie istnieje ktoś taki, jak przyaciel czy przyjaciółka idealna.

Oczywiście na pewno istnieją też bardziej realistyczne przykłady telewizyjnych przyjaźni i jednym z nich jest właśnie relacja Issy i Molly oraz ich grupy przyjaciół_ek w serialu Niepewne. To adekwatny obraz relacji przyjacielskiej, która stają się coraz bardziej skomplikowane, im głębiej postępujemy w dorosłość. Issa i Molly uczą nas, że przyjaźnie, podobnie jak związki, to ciężka praca, która wymaga zaangażowania, czasu, poświęcenia i nie da się tego przeskoczyć za pomocą filmowej pętli czasowej. Nie mniej jednak przeważająca ilość seriali opiera się na niezmiennej od lat dynamice, gdzie relacje przyjacielskie w przeciwieństwie do prawdziwego życia, nigdy nie ewoluują.

Kult jednostki

W ostatnich latach na popularności zyskały pojęcia takie jak self-care (troska o siebie) i praca emocjonalna, które pozwoliły nam oprzeć się systemowi, który nie dba o nic poza naszą wartością ekonomiczną. To właśnie self-care umożliwiło nam wykroić czas dla siebie ze skupionej na optymalizacji produktywności doby. Z kolei zrozumienie praca emocjonalnej pozwoliło mówić o nierównym podziale zadań i przywilejów w wielu heteroseksualnych związkach lub między ludźmi różnych ras i klas. Niestety, co miało być potwierdzeniem naszego człowieczeństwa i omylności w obliczu zimnego i nieczułego kapitalizmu, stopniowo stało się modnymi słowami, zawłaszczonymi przez korporacje, abyśmy czuli, że firmy są naszymi przyjaciółmi.

Oczywiście pojęcia i język ulegają ciągłej zmianie, i słusznie. Ale to, czy są używane właściwie, staje się mniej istotne niż to, czy są pomocne. Powoli i mimochodem radykalne idee antykapitalistyczne, takie jak praca emocjonalna, które opisują podstawowe elementy relacji międzyludzkich, zostają zawłaszczone właśnie przez kapitalizm. Choć dzieje się i w dobrych intencjach, a na pewno nie celowo, ostatecznie prowadzi do wprowadzenia kapitalizmu w nasze ostatnie święte przestrzenie. A na neoliberalnym ołtarzu produktywności przyjaźń staje się kolejną ofiarą.

Inwestujemy w przyjaźnie, oczekując szybkiego zwrotu, a relacje oceniamy pod względem przydatności. Kiedy zaczynamy postrzegać wszystkie relacje jako z natury transakcyjne, a troskę o bliskich określamy jako pracę emocjonalną, tracimy z oczu, co to znaczy być człowiekiem i dbać o innych. Oczywiście określanie granic w relacjach jest ważne, ale ludzie to nie tabelki w Excelu, które w naszym życiu mogą zająć dokładnie określoną ilość miejsca – nie mniej, nie więcej. Ponieważ prowadzi to do sytuacji, w której odtrącamy osoby przez to, że mają gorszy okres w życiu, zmagają się z czymś lub po prostu przestają nam pasować. Mówimy: to za dużo pracy lub nie opłaca się. Przyjaźń staje się zbyt kosztowna, łatwiej uciąć kontakt, niż ryzykować inwestycję, z której może okazać się, że nie otrzymamy zwrotu.

To, czy troskę o nasze relacje i bliskich, naprawdę należy uznać za pracę, zapewne zależy od konkretnych przypadków i pozostaje kwestią dyskusyjną. Być może jednak ważniejsza jest konkluzja, że sama praca, emocjonalna lub nie, nie jest z natury zła. Walczymy o prawa pracownicze, ponieważ kapitalizm wyzyskuje pracowników, a nie dlatego, że każda praca sama w sobie jest wyzyskiem. Gdy utowarowimy nasze relacje, a z troski o bliskich uczynimy walutę, stracimy z oczu to, że wspieranie ludzi, których kochamy jest samo w sobie istotnym działaniem, które dodaje radości i poczucia spełnienia. Pomaga nam się rozwijać i zrozumieć, co to znaczy być człowiekiem. Daje nam okazję do bycia częścią czegoś więcej, wyjścia poza nas same_ych, poczucie przynależności do wspólnoty. To wszystko są działania antykapitalistyczne. Wygląda na to, że głębokie przyjaźnie i rozbudowane grupy społeczne nie tylko gwarantują nam długowieczność, ale również mogą okazać się istotnym elementem walki z kapitalizmem.

Życie jest trudne i skomplikowane, tym bardziej w systemie kapitalistycznym, który o nas nie dba. Naszą siłą jest właśnie zdolność do empatyzowania, solidarności, opowiedzenia się za słuszną sprawą. Wspólne działanie w systemie, który stawia na kult jednostki. Wbrew temu, co pokazuje nam telewizja, często wspieranie przyjaciół jest niewygodne, zabiera nasz czas i energię, a po drodze może zdawać się, że nie warto. Jednak dopóki wciąż bezinteresownie troszczymy się o innych, zawsze będziemy miały_eli przyjaciół_ki. A w systemie, który dąży do skrajnej indywidualizacji, przyjaźń okazuje się aktem radykalnym.

WIĘCEJ