Niezniszczalny wampir wciąż atakuje.

Jest taki bardzo znany gagatek, który trwa niezmiennie w jednej pozycji, z jednym pomysłem na siebie i w zasadzie tą samą świadomością kulturową od jakichś dwudziestu lat z okładem. Zmieniają się rządy, zmienia się społeczny barometr, zmieniają się same media. A on, niczym posąg ulepiony z najgorszych klisz lat dziewięćdziesiątych XX wieku, wciąż siedzi na kanapie w tv, albo za kółkiem drogiej fury i przed mikrofonem w radiu. Tak samo ignorancki, tak samo arogancki, tak samo zakochany w sobie. Co chwilę wybuchają z nim skandale wskazujące, że w zasadzie nie powinien się już zajmować tym, czym się zajmuje, ale siła marki i dzięgów, które za nią idą jest zbyt mocna, żeby wreszcie przebić tego wąpierza osinowym kołkiem, a jego ciało wystawić na działanie słońca. To, że stacja TVN wciąż utrzymuje tego demonicznego jeźdźca głupoty mnie nie dziwi – telewizja to medium archaiczne, pod wieloma względami tkwiące w mrocznej przeszłości. Zbyt wysokich standardów tam się nie szanuje, chociaż sami uważają się za p o t ę ż n y c h strażników demokracji, na co odpowiadam tradycyjnym: LOL! Niestety, ów osobnik grasuje również w mediach, które uważają się za nowoczesne. I ostatnio znowu pokazał swoje prawdziwe oblicze.

Jeśli ktoś się jeszcze nie zorientował, mówię o Kubie Wojewódzkim. Nie będę tu wymieniał litanii jego mniejszych i większych przewin, bo to by urosło do rozmiarów encyklopedii Britannici (i byłoby równie paskudne). Ostatni wybryk to określanie samochodu, że miał zespół Downa, ale to nie pierwszy i pewnie nie ostatni epizod ableistyczny w jego karierze. Przeprosiło radio – nie Wojewódzki, on nigdy nie przeprasza – i usunęło ten fragment. Szkoda, bo takie rzeczy należy dokumentować, powinny siedzieć jako palący dowód na to, że szkodnik wciąż szkodzi i nie zmienia się ani trochę. Ten zipek jest chodzącym posągiem boomerstwa, seksizmu i sensacjonalistycznego pseudodziennikarstwa zrodzonego w latach osiemdziesiątych w piekle zwanym USA, z diabłami w rodzaju Jerry’ego Springera czy Maury’ego Povicha przy kotle. Tyle, że Wojewódzki nawet tego nie potrafi – w jego programie nikt się nie bije, nikt nie płacze, panuje nuda i festiwal egocentryzmu gospodarza. A jednak, przez tragicznie mocną pozycję jego talk show (chociaż jest to bardziej shit show) w zbiorowej świadomości i upiorny stopień dominacji tradycyjnej telewizji w różnych obszarach kraju, wszyscy latają na tę kanapę jak na audiencję do papieża. Pojawiła się tam Young Leosia w dość niekorzystnym występie. Kilka lat temu wbił Smolasty, walcząc o godność w całkiem udanej próbie, którą podejmują nieliczni. Poszedł tam nawet Gargamel, reprezentant nowych mediów. I stand-uper Lotek, walczący do końca w nierównej walce. Fajne rapowe trio OIO, które utrzymało gardę tylko dzięki sporej przewadze liczebnej. Do Wojewódzkiego idzie się tylko po punkty popularności, nic więcej. Raczej nie ma szansy na sensowne zaprezentowanie siebie i tego, co się robi. Nie ma nawet występów muzycznych na modłę amerykańskich talk show (chociaż kiedyś były na końcu programu). Goście i gościówy wiją się niezręcznie i zakłopotane czekają, aż skończą się te tortury, a w socialach kilka parametrów pójdzie do góry. Nie winię ich, bo nawigowanie po polskim krajobrazie medialnym jest trudne, ale przykro się to ogląda. Rozumiem też, dlaczego ten upiór siedzi w rozgłośni deklarującej się jako nowoczesna. Rachunki się same nie zapłacą, a znana morda to bodaj jedyny skuteczny sposób na pozyskiwanie środków na działalność w naszym kraju. Ale czy mamy patrzeć na ten festiwal żenady w ciszy? No nie. (jeśli zastanawiacie się, czemu nie umieszczamy przebitek z programu – TVN na to nie pozwala xD Ale i tak mamy tutaj mocny krindż)

Trzeba podkreślać na każdym kroku: Wojewódzki to monstrum z innej epoki. Jego postawa samozadowolonego aroganta wieje trupem, bo pochodzi z czasów, w których pewne normy kulturowe nie obowiązywały. Gość zatrzymał się mentalnie w czasach swojej młodości, a ten kryzys wieku wczesnostarczego (ma prawie 60 lat) musi oglądać cała Polska. Szybkie samochody, kobiety jako akcesoria, duma z braku wiedzy – to są przymioty boomera z elity, niczym z kiepskiego serialu TVN (tam zresztą nie ma innych, bo telewizja, podobnie jak sam Wojewódzki, jest skansenem odpornym na zmiany). Są oczywiście ludzie, którym to imponuje, zazwyczaj także boomerzy, albo do boomerskiej elity aspirujący. Jest także idolem cynicznych zgniłków, których szacunek do innych ludzi co najwyżej bawi, a kaska jest jedynym wyznacznikiem wartości. I za ich istnienie odpowiedzialność ponosi nie Wojewódzki, ale ci, którzy decydują się z nim współpracować. Za swoje zachowania i wypowiedzi powinien być skazany na ostracyzm już dawno temu, szczególnie w mediach, które aspirują do zmiany paradygmatu w Polsce. Jeśli chcemy mieć lepszą atmosferę społeczną, musimy pozbyć się boomerstwa i typu rozrywki, który prezentuje Wojewódzki. Serio, siedem sekund na TikToku przynosi więcej udanych żartów i błyskotliwości, niż cała kariera tego upiora. Jego czarne serce musi przebić osinowy kołek, a cała wieś odetchnie, kiedy ten krwiopijca z bogatego zamku zamilknie na zawsze. Pytanie kto miałby zostać tym łowcą wampirów? Stacja TVN, która monetyzuje jego wybryki od lat? Te wszystkie firmy, które zasypują go milionami złotych, bo ma znaną facjatę? Osoby publiczne, które w jego programie widzą szansę na dotarcie do milionów? Obawiam się, że prędzej zamkniemy wszystkie kopalnie węgla w Polsce, niż Wojewódzki zniknie z anteny.       

WIĘCEJ