Pieczołowicie skręcone ze sobą odcinki, migawki i strzępy pamięci układają się w osobistą historię, przefiltrowaną przez masową wyobraźnię, emigrację i dziejowe przełomy. O pisanej przez kilkanaście lat książce autor, Maciej Piotr Prus rozmawia z Bartłomiejem Pasiakiem.

Bartłomiej Pasiak: Skąd u pana fascynacja papierosami?
Maciej Piotr Prus: Bo to mój największy problem. Palenie i rzucanie palenia – te dwa przeciwieństwa łączą się ze zniewoleniem i wolnością. Całe moje dorosłe życie jest związane z papierosami. Zresztą „Papierosy” nie były pisane z myślą o wydaniu książki. To była moja działalność czysto terapeutyczna. W momentach, kiedy rzucałem palenie, myślałem, że zrekompensuję sobie to pisaniem o papierosach. Podobnie jak alkoholicy na grupach AA; nie piją, ale opowiadają o alkoholu. Ja
również – wtedy, kiedy rzucałem, zaczynałem pisać.

BP: A co się działo, gdy wracał pan do palenia?
MPP: Cóż, wtedy ten temat przestawał mnie interesować. Myślałem: „Cóż to za temat – palenie papierosów?”Szybko okazało się, że ten papieros może funkcjonować jako wehikuł czasu. Pisząc o papierosie – mogę opisać całe swoje życie. Podobnie z pisaniem o rzucaniu. Zawsze powtarzam, że od rzucania jestem tak samo uzależniony jak od samej nikotyny.

BP: Piszą o papierosach można opowiadać o świecie?
MPP: Papieros, podejście do palenia, wygląd paczek. Za pomocą tych atrybutów mogę opisać właściwie całą historię Polski, w której żyłem. Kiedy piszę o papierosach w latach sześćdziesiątych –piszę o ich funkcji społecznej. Zawsze podaję przykład Carmena w 60., który był papierosem bardzo ekskluzywnym; miał w sobie amerykański tytoń. Potem, w latach osiemdziesiątych ten sam Carmen miał okropny tytoń,rozklejał się. Przez pryzmat tego konkretnego papierosa można popatrzeć, co się stało z Polską…

BP: Czyli papieros jako pretekst.
MPP: Tak, zaczęło się od funkcji terapeutycznej, ale szybko okazało się, że papieros może być czarodziejską różdżką, która mnie przez ten świat i czas przeprowadza.

BP: Czytając „Papierosy” próbowałem odnaleźć też tam cząstkę siebie. Pomyślałem o kulturowym znaczeniu papierosów; o wszystkich idolach i ich pięknych zdjęciach z papierosami. I szczególnie przemówił do mnie ten moment, kiedy wspomniał pan o Bogarcie. Czy on bez papierosa dalej jest Bogartem?

MPP: Papieros jest elementem kulturowym, ale bardzo związanym z XX wiekiem. W związku z tym to także jest epitafium XX wieku – pisanie o papierosie, o funkcjach, jakie wtedy pełnił. Był wszędzie – wytworzył pewien kod postępowania. Był bardzo istotny w sferach erotycznych; w ogóle w kontakcie mężczyzna-kobieta. Ułatwiał w szczególności ten pierwszy kontakt. To można zobaczyć w starych filmach. Kobieta siada przy barze, wyciąga papierosa i czeka. I w tym momencie podbiega mężczyzna, zapala go i to jest moment, w których interakcja się rozpoczyna. Zresztą jest zespół CigarettesAfter Sex.

BP:Dlaczego papieros został stworzony i tak szybko podbił świat?
MPP: Początkowo tytoń paliło się w fajkach. Podczas wojny tureckiej, to żołnierze zaczęli dostawać papierosy, bo wymyślono, że w ten sposób łatwiej zapalą, będzie zabierać im to mniej czasu, niż nabijanie fajki. Turcy zaczęli zwijać je w bibułki i taki sposób palenia się rozpowszechnił. Natomiast w czasie II wojny światowej papierosy Gauloises każdy francuski żołnierz dostawał w przydziale. Dobrze widać to w filmach, bo po jakiejś akcji (bitwie, wojnie) żołnierz siada i zapala papierosa. Przedmiot ten jest więc związany z relaksem, odpoczynkiem. Czymś, co koi nerwy. Tu mówimy o XX wieku, bo teraz mamy taki czas, kiedy papieros stracił i traci swoją wagę i istotę. Nie jest już takim elementem kulturowym. Mało tego – jest raczej synonimem czegoś bardzo złego, trucizny, brudu, nieodpowiedzialności. Powoli odchodzi do lamusa, lub jest wręcz zakazywany.

BP:To źle?
MPP: Całe życie rzucam palenie, ale nie mogę się zgodzić na to, że będzie ktoś mnie do tego zmuszał. Dlatego mówię, że palenie jest oznaką wolności, bo ja po prostu nie poddaję się represjom. A jednocześnie jest też oznaką zniewolenia.

BP: A jak u pana wyglądało rzucanie? Czy to były pana decyzje, czy prośba osób trzecich?
MPP: Nikt nigdy nie byłby w stanie mnie zmusić do rzucenia palenia. To zawsze musi być moja decyzja – inaczej to nie działa. I chyba to dotyczy każdego uzależnienia. I tak naprawdę decyzja o porzucenia jakiegoś nałogu musi zawsze wyjść od nas samych.

BP: Wracając do tego, co powiedział pan o zmianach. Mój chrześniak ma 4 lata i mieszka w Anglii, w której rząd chce wprowadzić zakaz kupowania wyrobów tytoniowych dla osób urodzonych po 2009 roku.
MPP: W Nowej Zelandii już to wprowadzono. Tak, to jest ustawowe wyrzucenie tej używki. Na samym początku tytoń był związany z magią. Jednak została bardzo zniszczona, w jaki sposób została potraktowana i w jaki sposób rozpowszechniła się na świecie. Straciła swoją funkcję magiczną całkowicie. I taki jest los tytoniu i dlatego ta książka opisuje świat, który odchodzi albo już odszedł. Chociaż można zauważyć w kinie, że jeżeli papieros został całkowicie wyrugowany z filmów, to od
pewnego czasu znowu zaczął pojawiać się – szczególnie w różnych produkcjach Netflixa albo kina bardziej niezależnego. On tam funkcjonuje bardziej na zasadzie przekory. Jest kojarzony z buntem. Zobaczymy, jak to będzie, ale nie wróżę tu świetlanej przyszłości. Może i dobrze, bo nie taką funkcję tytoń miał spełniać.

BP: Moi rówieśnicy często palą e-papierosy.
MPP: Ja mam bardzo negatywne podejście do e-papierosów. Uważam, że jest to pewnego rodzaju zdrada ideologii tytoniu. Jak kurczak, którego je się w tabletce. Cała magia papierosa znika. Są sposobem zarabiania pieniędzy przez korporacje. Mnie interesuje kulturowa strona tytoniu i palenia. Może elektroniczny papieros jest obrazem nowego świata? W klasycznym papierosie jest żar, dym i zapach. Niekoniecznie najpiękniejszy, ale to wszystko tworzy pewną aurę.

BP: Ciężko sobie wyobrazić Bogarta z e-papierosem.
MPP: W ogóle trudno sobie wyobrazić różne rzeczy bez papierosów, które są związane z XX wiekiem. Churchilla bez cygara. Zresztą ja też to opisuję w książce, kiedy w tym szaleństwie walki z nikotyną zaczęto ingerować w stare zdjęcia. Opisuję, kiedy francuski aktor Alain Delon reklamował perfumy Diora z papierosem w dłoni. I kilka lat temu ten papieros został mu wycięty. Pamiętam zdjęcie Sartre’a, który siedzi i pali. A potem widzę to samo zdjęcie, ale bez papierosa w ręce.
Uważam, że takich rzeczy nie powinno się robić. Chociażby z szacunku do historii. Ten papieros uczestniczył w wielu ludzkich działaniach. Szymborska paliła jak smok i nie była w stanie napisać czegoś bez palenia. Nawet nie poleciała do Stanów Zjednoczonych, bo nie wyobrażała sobie, że ma 6 godzin nie palić. Picasso zazwyczaj ma papierosa w ręku; nawet przy malowaniu. Bukowski palił i pisał. Słynny detektyw z książek Chandlera – Philip Marlowe też zawsze palił. Postać takiego detektywa z lat czterdziestych, z filmu noir. Jakże on mógł nie palić?

BP: Kiedy ja myślę o połączeniu papierosy-kino, to widzę Franza Maurera siedzącego przed komisją weryfikacyjną w “Psach”. Takim postaciom kino zawsze dopisywało tajemniczość. Pokazywali, że jest to zarezerwowane dla takich bad boyów.MPP: Tak, w polskim kinie też są takie przykłady. Liczy się różny sposób palenia. Pozytywni bohaterowie palili je zupełnie inaczej niż te ciemne charaktery. Wiesz, ja naprawdę nie gloryfikuję papierosów. To jest okropny nałóg i dlatego cały czas rzucam.

BP: To jest bardzo ciekawa sprzeczność.
MPP: No tak, bo to jest coś, z czym żyję cały czas. To nie jest tak, że rzucam, odpuszczam i jest fajnie. Tylko jest to napięcie niezgody. Może dlatego to palenie robi się takie istotne i ważne, bo to jest permanentna walka.

BP: Ile razy pan rzucał?
MPP: Oj, sam już nie wiem. Jak ja palę od czternastego czy piętnastego roku życia, a pierwszy raz zacząłem rzucać w wieku osiemnastu lat. Mam 65 lat, więc łatwo sobie policzyć. A w ciągu roku potrafię rzucić kilkanaście razy. Czasami udaje mi się nie palić 3 dni, czasami tydzień. Najdłuższy okres niepalenia to było 8 miesięcy, ale cały czas mam nadzieję. Każdego dnia, jak kładę się do łóżka codziennie, to podejmuję decyzję, że może ten następny dzień będzie tym, kiedy nie zapalę tego papierosa po śniadaniu, ale go zapalam. Na razie jeszcze go zapalam.

BP: I pisał pan tylko w momentach rzucania?
MPP: Z reguły tak, dlatego pisanie tej książki trwało trochę długo. Nie pisałem jej z myślą o wydaniu. Pisałem ją raczej dla siebie, do szuflady. Opisywałem takie stany, które pojawiają się podczas rzucania. Taka wewnętrzna walka, a przy okazji ułożyło to się w zupełnie inną historię.

BP: Jak wyglądało składanie tej książki?
MPP: Jak to zobaczyłem, to zdałem sobie sprawę, że faktycznie jest to jakaś opowieść. Może to być biograficzna historia, która nie do końca jest prawdziwa, bo ja trochę zmieniam fakty, bawię się tym, sklejam różne postaci. To nie jest biografia 1:1. Dopiero po tytanicznej pracy redakcyjnej z Martą Syrwid–a ja naprawdę nigdy tak długo nie pracowałem redakcyjnie nad żadną książką – zaczęła nabierać kształtu możliwego do wydania tego jako całości.

BP: Dużo zapisków wypadło z książki?
MPP: O, tak, Przynajmniej jedna trzecia tych moich zapisków wypadła. Wynika to z tego, że świat się zmienia, a ja pisałem to kilkanaście lat temu. I pewne rzeczy były nieaktualne, podejście się zmieniło. Pamiętam okres, kiedy wprowadzono zakaz palenia w lokalach i taki bunt, który wtedy był wszechobecny wśród palaczy, że nie wolno usiąść w knajpie, napić się piwa i zapalić papierosa. A z dzisiejszej perspektywy nie chciałbym, żeby można było palić w knajpach. Wszystko śmierdzi. Wolę wyjść na zewnątrz, mniej palę wtedy. Ludzie może lepiej się integrują w tych małych grupkach. Jest dużo plusów, których wtedy nie widzieliśmy. To też się pozmieniało po latach weryfikacji.

BP: Mówił pan, że ta książka była pisana do szuflady. Co się stało, że ostatecznie została wydana?
MPP: No jak to bywa z rzeczami pisanymi do szuflady, że czasami się je bierze i zaczyna się je czytać. Nagle powstaje myśl, że może to jest na tyle interesujące, że może jeszcze ktoś chciałby to przeczytać. A przynajmniej, że warto nad nią popracować tak, żeby zrobić z tego na tyle ciekawego. Myślę, że jest taki sam mechanizm rzeczy pisanych do szuflady. W którymś momencie coś przeskakuje w głowie i zaczyna się na to inaczej patrzeć.

BP: W końcu piszemy, żeby się dzielić.

MPP: Dokładnie. Czasami z samymi sobą, a często przychodzi chęć podzielenia z kimś innym. Tak było właśnie w moim przypadku.

WIĘCEJ