Historia nowoczesnego uprzedmiotowiania kobiecego ciała.

Nie da się ukryć, że dominuje szał na Y2K, zarówno jeśli chodzi o modę, jak i odwoływanie się do konkretnych artystycznych stylistyk z tamtego czasu. Ale gdzieś pod powierzchnią, zgodnie nostalgią millenialsów za czasami dzieciństwa, buzuje wzrost zainteresowania latami 90-tymi XX wieku. Te pod wieloma względami były kacem po napędzanych kokainą i autorytarnymi, nieludzkimi figurami w rodzaju Ronalda Reagana i Margaret Thatcher latach 80-tych. Świetny miniserial Pam i Tommy, który niedawno pojawił się na Hulu, pokazuje punkty zwrotne, które dokonały się w tamtej dekadzie, ale też złe trendy, które wykształciły się wcześniej i kontynuowały swoje panowanie także w epoce Clintona i rodzącego się internetu (śmiało można powiedzieć, że nawet do dzisiaj). Produkcja jest świetnie napisana (za co odpowiadał m.in. Robert Siegel, jednocześnie showrunner Pam i Tommy, który napisał scenariusz do Zapaśnika), za kamerą pojawia się np. Craig Gillespie, reżyser I, Tonya. Tytułową parę odtwarzają Lilly James i Sebastian Stan, którzy dosłownie zmieniają się w Pamelę Anderson i Tommy’ego Lee. Soundtrack huczy od licencjonowanych utworów, nie tylko z epoki. Gdyby nie rozczarowujący finał, moglibyśmy mówić o jednej z najlepszych produkcji streamingowych ostatnich lat, ale i tak warto poświęcić dwa wieczory dla tego miniserialu.  

Promocyjna akcja wokół Pam i Tommy kładzie nacisk na sekstaśmę, podobnie do materiału źródłowego, którym był artykuł Amandy Chicago Lewis, Pam and Tommy: The Untold Story of the World’s Most Infamous Sex Tape, opublikowany w Rolling Stone z 2014 roku. Ale miniserial pokrywa o wiele więcej wątków. Dowiadujemy się o drodze kariery Pameli Anderson: od przypadkowego blasku reflektora w trakcie futbolowego meczu, przez pierwszą sesję dla Playboya, aż po szczyt sławy dzięki serialowi Baywatch. Widzimy upadek hair metalu i tradycyjnej persony gwiazdy rocka, zastąpionej przez grunge’ową manię. Obserwujemy to, co radykalna mizgonia i seksizm lat 80-tych XX wieku zrobiły z postrzeganiem kobiecego ciała i seksualności. Wreszcie, miniserial podsuwa również kompleksowy obraz pewnego etapu w burzliwym związku Pameli i Tommy’ego, od pierwszych uniesień serca, po niechybny koniec tej relacji. W Pam i Tommy jest pełno błyskotliwych scen, ale największe wrażenie robi ewolucja tonu, jakim operuje seria. Zaczynamy w dość komicznym momencie, by stopniowo zsuwać się w dół, co odzwierciedla rosnący chaos w życiu osób oglądanych na ekranie. Sekstaśma niszczy związek gwiazd, wpędza jej złodzieja w długi i służbę mafii, przeczołguje Pamelę Anderson pod seksistowskim pręgierzem opinii publicznej. Jedyne, do czego można się przyczepić pod względem scenariusza, to finał, który daje jakieś odkupienie człowiekowi, który rozpętał to całe piekło. Rand Gauthier to dawny aktor porno, który pracuje dla Tommy’ego Lee (perkusisty przebojowego Mötley Crüe, jednej z ikon hair metalu) przy renowacji domu. Jest bardzo źle traktowany przez muzyka, który nie tylko nie chce mu zapłacić za robotę i jest dla niego wyjątkowo niemiły, ale także zwalnia go w nieprzyjemnych okolicznościach. Zdesperowany Gauthier sięga po ekstremalny środek – kradnie sejf z garażu swojego niedawnego pracodawcy, w którym oprócz broni, kosztowności i gotówki znajduje także tajemniczą taśmę w formacie Hi8. Przez swoje koneksje  w branży porno, może odtworzyć kasetę (była w nietypowym formacie). Pomaga mu w tym Miltie, legenda seksbiznesu wideo (Nick Offerman, jak zawsze wyborny). Ziomki ruszają w San Fernando Valley, które dzięki eksplozji popularności kaset VHS stało się światową stolicą pornografii. Na każdym spotkaniu z potencjalnymi kupcami taśmy słyszą pytanie o zgodę samych zainteresowanych, ale tej oczywiście nie mają. Gauthier wpada na inny pomysł: umieszczenie ogłoszenia o taśmie w raczkującym internecie. Akcja okazuje się sukcesem, od razu spływają zamówienia, a po czasie kiełkują setki stron streamujących to prywatne wideo. Miniseria świetnie pokazuje, że już na tak wczesnym etapie istnienia internetu należało go uregulować. W którymś momencie Gauthier mówi, że to czarny rynek, ale z zupełną anonimowością. Poznajemy również Setha Warshavsky’ego, demonicznego pioniera internetowej pornografii, który oferuje parze wykupienie praw do taśmy i umieszczenie jej za paywallem, co miałoby zmniejszyć zakres rozprzestrzeniania się wideo. Pam i Tommy świetnie przedstawia technologiczny zwrot, jaki dokonał się w branży porno, już mocno rozochoconej popularnością kaset VHS. Internet jest na tym etapie czymś obcym i tajemniczym, a ludzie w rodzaju Warshavsky’ego chcą być na czele wyścigu do przyszłości branży. 

Dla Pameli Anderson sprawa jest jasna: pogwałcono jej prawo do prywatności, głęboko skrzywdzono emocjonalnie i upokorzono. Nie wszyscy ją wspierają w tym słusznym oglądzie. Widzimy Jay’a Leno, który serwuje marne, seksistowskie żarciki ku uciesze milionów widzów. Nawet partner nie potrafi zrozumieć, że dla kobiety taka sytuacja jest o wiele bardziej szkodliwa, niż dla mężczyzny. Po tym, kiedy sąd przyznał rację Penthousowi, uznając, że publikacja zdjęć z taśmy w magazynie jest zgodne z wolnością słowa, Pamela wygłasza płomienną mowę. Nie mogą powiedzieć, że „zdziry” nie mają żadnych praw, więc mówią coś innego. Ale mają na myśli właśnie to. Media, wymiar sprawiedliwości, przypadkowi ludzie, a nawet sam Tommy uważają, że skoro aktorka rozbierała się w przeszłości, to w zasadzie nie stało się nic takiego. Nie widzą różnicy między tym, że sesje dla Playboya odbyły się za zgodą Pameli, a jawną eksploatacją prywatności i przekroczeniem granic, jakim była publikacja taśmy. Dodatkowo, to wszystko dzieje się w momencie, w którym aktorka chce uciec z Baywatch i zająć się poważniejszą pracą, ale nie jest traktowana poważnie. Po publikacji taśmy sytuacja zawodowa Pameli staje się jeszcze gorsza. Sekstaśma była ukrytym w sejfie dokumentem bardzo prywatnych chwil, nie obliczoną na uzyskanie rozgłosu prowokacją. Na tej taśmie jest nasza miłość! – krzyczy w którymś momencie Tommy. Niestety, w optyce opinii publicznej, która z jednej strony pożąda kobiecego ciała i nie ma problemu z jego eksploatacją, a z drugiej piętnuje zdziry, sprawa jest w najlepszym przypadku powodem do żartów, a w najgorszym wykalkulowaną akcją, za którą stoi sama para. Lata 80-te, które rozpoczęły maskymalne uprzedmiotowienie kobiecych ciał i ich seksualności, machają swoim diablim ogonem i dekadę później. Pamela Anderson bierze udział w spotkaniu z obleśnymi, podstarzałymi facetami z lokalnych mediów, którzy ślinią się na jej widok i traktują ją zupełnie infantylnie. Wszędzie jest witana przez ciekawskie i pożądliwe spojrzenia, werbalne zaczepki i ataki paparazzi, kolejnego robaczywego wykwitu lat 90-tych XX wieku. W efekcie stresu wywołanego publikacją taśmy traci ciążę, jest samotna w swoim cierpieniu, bo nawet Tommy nie do końca rozumie, przez co przechodzi. Wiesz, tam jest też mój kutas – mówi w którymś momencie, prosto w pogrążone w rozpaczy oczy Pam. Mężczyźni na ulicy będą ci przybijać piątki, a mną będą gardzić – przytomnie zauważa aktorka. Stało się dokładnie tak: pijany Tommy uprawia samczy rytuał z przypadkowymi zipkami, a Pam, która widzi tę scenę, odwraca się ze zrozumiałą wściekłością. Seksizm jest tutaj pokazany na wielu poziomach, czasami bardziej subtelnie, czasami mniej. Najwięcej zrozumienia dla Pam mają aktorki porno, jak żyjąca w sepracji żona Randa, Erica. Kiedy ten wyznaje prawdę o tym, że to właśnie on stoi za publikacją taśmy, natychmiastowo wyrzuca go ze swojego domu, w którym ukrywał się przed prywatnym detektywem i gangiem motocyklowym, zatrudnionym przez Tommy’ego. Słowo consent pojawia się tu wiele razy, ale zazwyczaj ląduje na zamkniętych uszach seksistów. Pam to zdzira, jedno odsłonięcie ciała więcej to przecież żadna afera. W jakimś sensie Pam i Tommy to historia o braku zgody, bo sam początek znajomości pary również wpisuje się w toksyczne schematy. Muzyk goni za aktorką do Meksyku, mimo jej wyraźnego sprzeciwu. Jest napastliwy i nie znosi słowa nie. Miłość kiełkuje, ale jej korzenie mają lekko zgniły charakter. Serię można przedstawić również jako historię o braku praw kobiet do decydowania o własnych ciałach. Dawny partner Pameli nie chce zgodzić się na jej sesję w Playboyu, bo uważa, że inni będą patrzeć na to, co należy się tylko jemu. Sąd przedkłada wykręcone pojęcie wolności słowa ponad prawo do intymności aktorki. Na każdym kroku Pam dostaje mizognistycznym obuchem. Ale porusza się po tym świecie z siłą i determinacją, uśmiechając się kiedy trzeba i rozgrywając męski świat tak korzystnie, jak to tylko możliwe. Do czasu. 

Niestety, Pam i Tommy nie potrafi utrzymać wysokiego poziomu do końca. Słabowity finał, który przynosi jakąś formę odkupienia dla Randa i rozpad związku pary, nawet jeśli zgodny faktograficznie, jest kompletnie przestrzelony pod kątem tonu. Można odnieść wrażenie, że Robert Siegel jest bardziej zainteresowany realizacją standardowego wątku scenariuszowego – podróży bohatera od upadku do zmazania win – niż konsekwentną prezentacją tematów produkcji. Pomijając to potknięcie, Pam i Tommy to kapitalny miniserial, który w kompleksowy i wiarygodny sposób pokazuje morderczą siatkę mizoginistycznych zachowań i wzorców, a do tego jest całkiem niezłą dokumentacją pewnej epoki kultury masowej. Pamela Anderson od dawna jest zaangażowana w aktywizm na rzecz zwierząt, na żadnym etapie tego koszmaru nie zachowywała się źle – czego nie można powiedzieć o Tommy’m, nie wspominając o reszcie męskiej ferajny. Jeśli ktokolwiek z galerii serialowych postaci zasługuje na pozytywne zwieńczenie swojego wątku, to właśnie ona.

WIĘCEJ