Żyjemy w hetero symulacji.

Artykuł powstał w ramach cyklu Tak już mam. Psychologia i seks po ludzku we współpracy z Centrum Terapii HAAK.

Pierwszy raz natknęłam się na wyrażenie comphet na TikToku. Gdzieś w głębokiej pandemii, podczas jednego z lockdownów, w aplikacji wyskoczyła mi osoba, tłumacząca, że comphet, a właściwie complsory heterosexuality, nic innego, jak praktykowana z przyzwyczajenia norma społeczna. Comphet – obracałam to słowo w ustach i koncepcję w głowie, czułam, że coś w tym jest, postanowiłam szukać dalej.

Comphet i rozmowy o obowiązkowej/przymusowej heterosekusalności zagościły na TikToku po pojawieniu się Masterdocu Am I a Lesbian? 31-stronicowy dokument napisany przez Angelę Luz i pierwotnie opublikowany na Tumblrze w 2018 roku, omawia presję społeczną, jakiej doświadczają kobiety i osoby, które uznane zostały za kobiety przy urodzeniu (AFAB*). Dokument ma jeden cel – pomóc młodym kobietom, które kwestionują swoją seksualność, zrozumieć, kim naprawdę są. Podzielony na osiem sekcji i dostępny w Google za darmo Am I a Lesbian? Masterdoc szybko stał się viralowy na TikToku. Pierwsza część bada definicję heteroseksualności, a następnie opisuje, jak dowiedzieć się, czy jest się lesbijką. Odnosi się również do wielu sprzecznych uczuć, jakie czytające mają w stosunku do mężczyzn. Kilka najważniejszych punktów wyróżnionych przez autorkę brzmi: Chciałabyś być lesbijką, żeby uciec od dyskomfortu spotykania się z mężczyznami, Czujesz, że możesz żyć z kobietą w romantyczny sposób, nawet jeśli nie wyobrażasz sobie seksu z kobietąOgólnie nie lubisz tego, że pociągają cię mężczyźni. Wiele użytkowniczek TikToka i Twittera twierdziło, że Masterdoc Angeli Luz pomógł im zrozumieć własną tożsamość seksualną.

Szukałam dalej i szybko okazało się, że określenie obowiązkowa heteroseksualność spopularyzowała Adriene Reich w swoim eseju z Compulsory Heterosexuality and Lesbian Existence z 1980 roku. Reich, wybitna feministyczna poetka i pisarka, która sama dokonała coming outu jako lesbijka w 1976 roku, twierdziła, że heteroseksualność wcale nie jest wrodzona u ludzi. Oczywiście mówiła, że nie jest to też jedyna normalna seksualność. Ponadto doszła do wniosku, że kobiety mogą czerpać więcej korzyści z relacji z innymi kobietami niż z relacji z mężczyznami. Przełomowy esej Reich, podobnie jak wspomniany Masterdoc, na fali pandemicznej autorefleksji z dnia na dzień również zyskał na popularności wśród młodych osób, kwestionujących swoją tożsamość lub orientację seksualną.

Mimo dość dużej ilości źródeł i oddolnych dyskusji online, ciężko było mi znaleźć cokolwiek na temat comphet w polskim internecie. Dlatego odpowiedzi postanowiłam szukać u osób specjalizujących się w problemach natury seksuologicznej. Z pomocą przyszło Centrum Terapii HAAK – miejsce dedykowane osobom ze społeczności LGBTQ+.

Hanna Szkarłat: Czym właściwie jest comphet?

Kamila Olszewska, psycholożka i seksuolożka współpracująca z Centrum Terapii HAAK: Wydaje mi się, że w naszej kulturze comphet jest bardzo mocno zakorzeniony w  tradycji, dlatego też tak trudno nam to zjawisko złapać, uchwycić i nadać ramy definicyjne. Sam skrót i pojęcie na początku brzmiały dla mnie dość enigmatycznie. Wcześniej słyszałam to sformułowanie kilka razy w gabinecie, ale raczej w formie pytania o definicję, rozwinięcie. Compulsory heterosexuality to po polsku obowiązkowa heteroseksualność. Idea, według której heteroseksualność jest jedyną słuszną orientacją seksualną, a co za tym idzie sposobem na życie. Comphet uderza w każdą osobę niehetero, queerową, a w szczególności kobiety, osoby AFAB* i osoby, które określają się jako lesbijki.

Jak patriarchat łączy się z comphetem?

Podważanie orientacji seksualnej jest bardzo częste, a w szczególności właśnie, jeśli chodzi o kobiety. Na pewno słyszałaś nie raz tekst, że lesbijki wcale nie są homoseksualne, po prostu nie spotkały jeszcze tego właściwego faceta. Kobietę przecież definiuje mężczyzna, więc mogłaby istnieć bez niego? Ma być poddana, pełnić funkcję w związku i w ogóle w życiu mężczyzny.

W Polsce każda z osób określonych przy narodzinach jako kobieta od początku poddawana jest socjalizacji do roli kobiecej. Dziewczynki dostają lalki bobasy, które od małego przygotowują je do roli matek, a zestaw kuchenny pomaga w podłapaniu podstaw gotowania. Córeczeka to pomoc w kuchni i w domu. Zajmie się babcią i rodzeństwem, a mamę wesprze w prowadzeniu domu. Ten przekaz jest tak przezroczysty, że często nawet z nim nie walczymy. Nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo takie przekonanie jest krzywdzące. Od dziecka wpaja się nam, że kobieta ma żyć dla kogoś, nie dla siebie. To skutecznie utrudnia eksplorowanie własnej tożsamości, nie wspominając o orientacji. Wiele kobiet nie wie nawet, kim tak naprawdę są, bo całe życie zajmowały się innymi – dziećmi, mężem, rodzicami. Nie miały przestrzeni poznać samych siebie. Jeżeli przy narodzinach przyznano ci płeć kobiecą, to równoznaczne z rolą żony, matki, opiekunki.

Rozpoznanie tych seksistowskich, heterzyckich mechanizmów jest bardzo trudne, a nawet gdy je widzimy lub podskórnie czujemy, trzeba włożyć naprawdę dużo pracy w aktywne ich kwestionowanie. A jak comphet wpływa na naszą seksualność?

Przede wszystkim comphet wyklucza, że seksualność może być płynna. Zamyka ścieżkę młodym osobom, które chciałby własną seksualność zbadać, poeksplorować, zastanowić się kim są, z kim chcą (jeżeli w ogóle) tworzyć pary. Ważne jest i to podkreślała również Adriene Reich w swoim eseju, że comphet cementuje mainstreamowa pornografia, która zakłada, że kobieta nie czerpie przyjemności z kontaktów seksualnych, a jej zadaniem w łóżku jest zadowolenie mężczyzny.

No właśnie, przez comphet kobiety często wierzą, że seks nie musi sprawiać im przyjemności. Jesteśmy uczone, że nasza satysfakcja w łóżku jest w najlepszym wypadku drugorzędna, w seksie skupiamy się na facecie, to jemu ma być dobrze. Dlatego często bywa, że osoby biseksualne lub lesbijskie latami nie eksplorują swojej seksualności, a nawet mają za sobą wieloletnie związki z mężczyznami. Brak przyjemności z seksu przez comphet nie wydaje się im niczym alarmującym. Ostatecznie, która kobieta dochodzi tak często, jak mężczyzna?

Przez całe życie do osób LGBTQ+ zewsząd docierają informacje, że heteroseksualność jest jedynym słusznym modelem życia. Cały świat mówi im, że jest z nimi coś nie tak, więc czują, że muszą się do tej normy dostosować. To oczywiście nie dotyczy tylko kobiet, mężczyźni, a także wszystkie osoby queerowe,  również odczuwają szkodliwość comphetu. Wymazuje i demonizuje ich tożsamości i próbuje zmusić do odgrywania heteroseksualności. Dlatego osoby LGBTQ tkwią w poczuciu winy, że nie spełniają wymagań kulturowo-społecznych.

Oczywiście, wydaje mi się po prostu, że u kobiet comphet przybiera w szczególności na sile, właśnie ze względu na proces socjalizacji. W kulturze zachodniej kobiety mają między sobą o wiele cieplejsze relacje niż mężczyźni, są mniej skrępowane własną cielesnością, więcej rozmawiają i są dla siebie nawzajem czulsze. Dodajmy do tego uprzedmiotowienie i seksualizację kobiet w mediach. Nic dziwnego, że gdy kobietom podobają się inne kobiety, często tłumią to czucie, bagatelizują, zrzucają na karb siostrzeństwa lub myślą, że każda tak ma. Przecież jesteśmy przyzwyczajone patrzeć na kobiety przez pryzmat male gaze.

Pewnie, dziewczynki trzymają się za ręce, chodzą razem do toalety, umawiają się na nocowania, dają sobie buziaczki. To wszystko naturalny element kobiecości, który nie oznacza, że jesteś homo albo bi, jak w przypadku facetów, u których częściej mowa jest o jakieś dewiacji w przypadku dokładnie tych samych zachowań. Obowiązkowa heteroseksualność zaciera różnicę między tym, co wpojono kobietom, że chcą (być z mężczyznami) a tym, czego naprawdę chcą (być z kobietami), dlatego tak wiele lesbijek umawia się na randki z mężczyznami.

A jako psycholożka i seksuolożka widzisz jakieś potwierdzenie comphetu wśród pacjentek i pacjentów?

Kobiety, z którymi pracuję bardzo często zastanawiają się, czemu podobają im się inne kobiety lub o kobietach fantazjuą, mimo iż są w relacji z mężczyzną. Oglądają się za kobietami, mówią mi, że mogłyby mieszkać z bardzo bliską przyjaciółką. Nieheteronormatywność jest tak głęboko wypierana i nieakceptowalna społecznie, że kobiety pytają mnie o takie rzeczy, by sprawdzić, czy aby na pewno mieszczą się w jakieś normy społeczne. Jeżeli podobają im się inne kobiety, zawsze pierwszą myślą jest to, że musi być jakiś inny powód, niż pociag seksualny lub romantyczny. W takich sytuacjach często też rozmawiam z nimi o split attraction model.

Mogłabyś wytłumaczyć?

Split attraction model zakłada, że osoby mogą doświadczać dwóch różnych rodzajów pociągu do potencjalnych partnerów: romantycznego i seksualnego. Chociaż są one podobne i mogą się pokrywać, nie są takie same. Pociąg dzieli się na jeszcze mniejsze i bardziej precyzyjne podziały, gdy do dyskusji włącza się tożsamość płciową i orientację seksualną: ludzie mogą doświadczyć romantycznego i/lub seksualnego pociągu do płci przeciwnej, tej samej płci, wielu płci lub w ogóle nie odczuwać pociągu do żadnej z płci.

Możesz być osobą homoseksualną i homoromantyczną, tworzyć klasyczną relację opartą na każdym rodzaju bliskości, ale można stworzyć satyfakcjonujący związek tylko na bazie ekspresji romantycznej. W takie związki wchodzą często osoby aseksualne, ale split attraction model może odnosić się do każdej i każdego. Na przykład do osób homoseksualnych ale heteroromantycznych. Kombinacji jest wiele, gdy mówimy o ekspresji. Uważam, że ten model jest w stanie najlepiej uchwycić naszą tożsamość i orientację w inny niż zerojedynkowy sposób.

To chyba daje też tę przestrzeń konieczną w eksplorowaniu własnej seksualności. Otwiera drzwi osobom, które z różnych przyczyn nie są gotowe lub nie chcą od razu identyfikować się z daną grupą.

Wracając do comphetu, to samo pojęcie rzadko pojawia się w mojej pracy, ale przez pryzmat innych tematów, w jakiś sposób zawsze wychodzi. Szczególnie właśnie w kontekście kobiet, które bardzo nieśmiało starają się eksplorować swoje zainteresowania względem innych kobiet. Nie tylko seksualne, bo i czysto romantyczne.

Mówi się, że w każdym stereotypie jest ziarnko prawdy. W przypadku tak intensywnej socjalizacji od małego ciężko nie iznternalizować tego tradycyjnego modelu kobiecości. W pewnym momencie ciężko określić, co robimy, bo „tak wypada”. Dlatego tak trudno jest przekopać się przez te warstwy i odnaleźć siebie.

Wiele osób zwyczajnie zaprzestaje eksploracji siebie, żeby żyć w zgodzie z comphetem i zwyczajnie mieć spokój.

Na TikToku widziałam, że dużo kobiet i osób AFAB myli chęć bycia pożądaną przez mężczyzn z faktycznym pożądaniem mężczyzn przez comphet właśnie. Jesteśmy socjalizowane tak, że podświadomie szukamy zewnętrznej walidacji u mężczyzn.

Comphet sprawia, że posiadanie osoby partnerskiej płci przeciwnej staje się celem samym w sobie, bo to decyduje o naszej pozycji społecznej. Kobieta singielka jest w Polsce kulturowo trochę stygmatyzowana, bo czegoś jej brakuje. Czego? Oczywiście partnera, który by ją określał.

Życie w comphet gwarantuje przywileje.

O jeny, te wszystkie rodzinne pytania o wesele i dzieci. To nigdy się nie kończy. Uroczystości rodzinne są udręką, gdy nie ma się przy sobie hetero partnera lub partnerki. Pozycja w środowisku zawodowym również się zmienia, nie bez powody osoby LGBTQ+ często mają problem ze znalezieniem zatrudnienia.

No pewnie, osoba cis-hetero z automatu zyskuje szereg przywilejów, na przykład bezpieczeństwa w przestrzeni publicznej lub akceptacji. Młode osoby LGBTQ+ nie mogą sobie pozwolić na eksplorowanie swojej tożsamości płciowej i seksualności, bo nie chcą ryzykować utraty wsparcia finansowego i dachu nad głową.

Oczywiście. Myślę sobie, że przed nami jeszcze bardzo długa droga do otrząśnięcia się z comphetu, o ile kiedykolwiek do tego dojdzie. Wątpię, że dożyje czasów, gdy kobietom przestaną być przypisywane od urodzenia role i będą miały przestrzeń, by odkrywać siebie.

To czym właściwie objawia się comphet?

To poczucie, że coś jest ze mną nie tak. Zmuszanie się do związku, seksu, bliskości, gdy nie mamy na to ochoty, a robimy to ze względu na przymus społeczny. Bo tak się powinno. Wchodzenie w jakąkolwiek relację wbrew sobie, swojej orientacji jest barbarzyństwem i wiąże się z ogromnym cierpieniem.

Mogą to być też mniej drastyczne objawy, jak na przykład interesowanie się tylko osobami, które są dla nas niedostępne. Nie ma wtedy ryzyka, że w tę relację trzeba będzie się faktycznie zaangażować. Chęć posiadania partnera, która wynika z tego, że poczujemy się lepiej, bezpieczniej, a nie z pociągu romantycznego czy seksualnego. Szukanie na Tinderze tylko heteroseksualnych osób, ponieważ wszyscy znajomi tak robią. Wyobrażanie sobie, że bierzesz heteroseksualny ślub, ponieważ dorastałxś, oglądając heteroseksualne komedie romantyczne, a w czasopismach pojawiały się tylko hetero pary młode.

Presja na macierzyństwo to na przykład bardzo polski przykład tego, jak funkcjonuje comphet. Trzeba zajść w ciążę, bo będzie za późno, bo wszystkie koleżanki już mają dzieci, bo rodzina tak chce, bo jak to kobieta nie chce być matką?

A nikt się nie spyta: jesteś szczęśliwa_y w związku? Spełniona_y?

Dodajmy do tego szantaż emocjonalny pod tytułem: nie wiemy, ile jeszcze babcia i dziadziuś pożyją, a tak bardzo chcieliby mieć wnuki lub mówienie, że poprzednie pokolenie nie miało lekko, ale jak już się raz człowiek zdecydował, to w związku trzeba trwać.

No tak… ręce opadają. To co w takim razie zrobić jeżeli ktoś zaobserwuje u siebie takie „objawy” comphetu?

Najlepiej szukać pomocy u specjalisty_ki. Zawsze warto umówić się do psychologa_żki lub seksuologa_żki, ale nawet rozmowa z bliską, zaufaną osobą potrafi być niezwykle wartościowa. Zawsze pomocne jest też szukanie informacji w queer-friendly przestrzeniach. A tak ogólnie to powinnxśmy po prostu szerzyć idęę feminizmu, stawiać na edukację seksualną, a między sobą jak najwięcej rozmawiać o pozytywnej seksualności.

Przekaz kulturowy to niesamowicie silna rzecz i nie powinnxśmy go bagatelizować.

AFAB – Assigned Female At Birth

WIĘCEJ