Stanowisko Clone Records jest bardziej niż zrozumiałe.

Milczenie Niny Kraviz na temat rosyjskiej agresji na Ukrainę jest dość wymowne, o czym pisał u nas redaktor Klimczak już jakiś czas temu. Część świata techno poszła po klasycznej linii skupmy się na muzyczce, co nie jest do końca adekwatną postawą, kiedy ludzie giną w bestialski sposób, a współczesne metody komunikacji dają całkiem pokaźną platformę nawet osobom dj-skim. Rosyjska artystka spotkała się z krytyką tu i ówdzie, ale ostatni komunikat od Clone Records, legendarnej dystrybucji prowadzonej przez Serge’a, jest jednym z donośniejszych głosów w tej sprawie. Clone zakończył współpracę z labelem Kraviz, Trip Recordings, ale oficjalne stanowisko jest dalekie od pustej dyplomacji, uruchamianej przy takich okazjach. Można w nim przeczytać o pro-putinowskich sympatiach artystki, ale także o naświetlaniu radzieckich sentymentów w jej działalności wydawniczej. To rzadki pokaz bezpośredniości i odwagi na scenie klubowej, a także głos, który może zachęcić innych do pociągnięcia Kraviz do jakiejkolwiek odpowiedzialności – chociaż tutaj nie mamy złudzeń, co do jakiegoś wielkiego zrywu. Wystarczy spojrzeć na lineupy letnich festiwali, w których bryluje Rosjanka.  Sama Kraviz przerwała milczenie po fali krytyki, ale ponownie poniosło ją w stronę bycia artystką, która nie angażuje się w politykę, ani w żadne partie polityczne. Nie zabrakło również robienia z siebie ofiary – Kraviz sugeruje, że była cenzurowana przez Clone Records i mimo tego dalej będzie grać i nagrywać muzykę. Czy próba stępienia radzieckich sentymentów w kontekście bestialskiej, rosyjskiej agresji na Ukrainę jest cenzurą? Skupmy się na muzyczce to fajne hasło, ale warto kierować swoją uwagę również w stronę ludzi, szczególnie tych cierpiących z ręki opresyjnych reżimów. 

WIĘCEJ