Nabrzmiałe jądra, Drake rozsiewnik i telefony z Białego Domu: antyszczepionkowa epopeja Nicki Minaj a kwestia odpowiedzialności

Drugi rok pandemii, ale zmienia się niewiele.

Lato po raz kolejny dało nam zapomnieć, że żyjemy w trakcie pandemii, ale jesienna aura, która napędza czwartą falę zakażeń w wielu krajach, szybko przywoła nas do rzeczywistości. Jest jednak znacząca różnica między rokiem ubiegłym – dostępność szczepionek. Niestety, kombinacja antyszczepionkowej propagandy w internecie i zbyt słabej edukacji po stronach rządów skutkuje tym, że w wielu krajach tempo szczepień idzie bardzo powoli. Stanowczy głos ludzi z dużą publicznością mógłby pomóc to zmienić, ale żyjemy w piekle i nic nie jest tak, jak powinno. Ale dzisiaj zostawiamy na boku polską galerię antyszczepów i ruszamy za Ocean, gdzie odbyła się prawdziwa epopeja z Nicki Minaj w roli głównej.

Od jakiegoś czasu wokalistka nie pokazywała się publicznie – spekulowano, że może spędza czas ze swoim malutkim dzieckiem. Co byłoby sensowne i urocze, ale prawda jest trochę mroczniejsza. W Stanach Zjednoczonych mainstreamowa branża rozrywkowa wymaga szczepienia, by w niej uczestniczyć. Jak się okazało, Nicki Minaj nie pojawiła się na MET Gali właśnie z tego powodu. To, co stało się potem, jest fascynujące i przerażające zarazem. Najpierw zwaliła winę na zaszczepionego Drake’a, który rzekomo zaraził ją koronawirusem jakiś czas temu, w trakcie kręcenia klipu, co sprawiło, że musiała izolować się od swojego dziecka. Hm, ok, też nie przepadam za gościem, ale czy rzeczywiście chodzi i zaraża? Potem artystka wyraziła sceptycyzm wobec szczepionek, powołując się na… Historię kuzyna z Trynidadu, który się zaszczepił, spuchły mu jądra, został impotentem, a w konsekwencji narzeczona odwołała ślub. Cóż, ta historia brzmi bardzo wiarygodnie! Jeśli żyje się w krainie Looney Tunes, bo całość śmierdzi fake newsem na kilometr. Oczywiście, internetowa tłuszcza rzuciła się na Nicki, która broniła się tym, że zaszczepi się, jak zrobi porządny research (mhm, może pomaga jej w tym ten kuzyn z Trynidadu?). Co więcej, stworzyła dziwaczną internetową sondę, w której pytała o to, kto przyjął jaką szczepionkę. Zareagował nawet minister zdrowia Trynidadu, doktor Terrence Deyalsingh, który przekazał, że w całym kraju nie było żadnego zarejestrowanego przypadku, który przypominałby ten opisany przez artystkę. O bezpieczeństwie szczepionek zapewniał także lekarz z Uniwersytetu Miami. Sama Nicki po jakimś czasie obwieściła, że została zaproszona do Białego Domu (!), co ma być krokiem w dobrą stronę. Oficjele szybko temu zaprzeczyli, klarując, że chodziło o telefon od specjalisty, nie o wizytę u prezydenta. Artystka odbiła piłeczkę, mówiąc coś o tym, że miała spotkać się z dwoma oficjelami, w tym doktorem Faucim, głównym doradcą medycznym Białego Domu, a tak poza tym, to ona w ogóle nie chciała iść, bo podróżowanie w trakcie pandemii jest groźne dla zdrowia… Uff!

Możnaby całą tę historię zbyć machnięciem ręki, ale sprawa jest poważna. Żyjemy w czasach ograniczonego zaufania do autorytetów naukowych, ale ogromnej wiary w celebrytów i celebrytki. W obliczu globalnych zagrożeń takich, jak katastrofa klimatyczna i pandemia właśnie, czy tego chcemy, czy nie – ci ludzie powinni wspomagać edukację i rozwiązywanie problemów. Tymczasem od początku pandemii co i rusz słyszmy z ich ust upiorne opinie, fake newsy i foliarskie teorie spiskowe. W krajach takich, jak Polska i Stany Zjednoczone, w których zaufanie do władz – ale też kompetencje rządzących – są niskie, taki stan rzeczy ma opłakane skutki. Mimo relatywnie łatwo dostępnego środka na złagodzenie sytuacji (przynajmniej w bogatszych krajach), pandemia prze do przodu nadal, a jej koniec wydaje się niesamowicie odległy. Nicki Minaj dociera do milionów ludzi, nic dziwnego, że na jej antyszczepionkowe wynurzenia musiały zareagować władze. Tymczasem w Polsce prezydent otwarcie podważa sensowność szczepień, a np. we Wrocławiu dyrektorem jednego z największych festiwali miejskich jest wciąż Leszek Możdżer, który w zeszłym roku zaprzeczał istnieniu pandemii i obrażał pracowników i pracowniczki służby zdrowia insynuacjami. Pandemia jest pewnego rodzaju probierzem przed jeszcze bardziej śmiertelnym wyzwaniem, przed jakim stoi świat – katastrofą klimatyczną. Czy zdajemy egzamin z globalnej solidarności i skoordynowanych działań? Absolutnie nie. Do usłyszenia na czwartej, piątej i kolejnej fali!   

WIĘCEJ