Muzyka ambientowa, lekarstwo na neurozy XXI wieku

Nie gwarantujemy ukojenia, ale dobrej muzyki znajdzie się sporo.

W ostatnich latach, jeszcze na długo przed koronawirusem krytycy głosili, że ambient przeżywa swój złoty okres jako swoista odpowiedź świata muzyki na neurotyczne czasy. Instrumentalne potraktowanie gatunku – jako kojącego, medytacyjnego, odrywającego od codzienności – budzi kontrowersje już od jego narodzin w latach 70., ale kolejne imprezy, labele czy playlisty tematyczne doprowadziły do tego, że ambient otarł się o główny nurt (jeśli za przejaw tego zjawiska możemy uznać np. viralową popularność Caretakera na Tik Toku) i stał się muzyką dla generacji flat white, nieomal kawiarnianym muzakiem, co sprawiło, że obok naprawdę interesujących albumów zaczęły wychodzić takie, na które lepiej spuścić zasłonę milczenia. Trudniej dziś oddzielić ziarna od plew, ale w 2021 roku nie brakuje sposobów na ominięcie tych drugich. 

Wystarczy zerknąć na katalog manchersterskiego labelu Sferic, w którego skromnym katalogu ukazały się już małe arcydzieła. Z jednej strony znajdziemy tu album Hotel Nota Romeo Poiriera, senny spacer po widmowych plażach i zapomnianych sanatoriach, który wiele zawdzięcza brzmieniu nagrań zmarłego w tym roku Jona Hassella, twórcy koncepcji estetyki czwartego świata – dźwięków światów wyobrażonych, połączenia zachodnich technologii i etnograficznych inspiracji z różnych zakątków planety. Mniej sielski, ale również dojrzały i warty uwagi jest z kolei album The Hum of Your Veiled Voice Jake’a Muira, podróż przez nocny, miejski pejzaż, meandrujący między słabo oświetlonymi ulicami, klubowymi zapleczami i dekadenckimi buduarami, jak czytamy w opisie. 

Nowy album Space Afrika nie ukazał się co prawda w Sferic, ale pochodzący z Manchesteru duet wydawał tu m.in znakomity debiut Somwhere Decent To Live i ścieżkę dźwiękową do filmu krótkometrażowego Untitled (To Desribe You). Wszystkie te nagrania należy uznać jednak za przedsmak do sierpniowego Honest Labour, jednej z najpiękniejszych i najbardziej wciągających płyt ostatnich miesięcy, albumu z jednej strony ambientowego, z drugiej – unikającego łatwej klasyfikacji, sięgającego po trip-hop, rap i field recordings. Wychowanką Sferic jest też Alexandra Zakharenko, czyli Perila, która w tym roku wydała debiutancki album How Much Time It Is Between You And Me – efektowne zwieńczenie lat poszukiwań i współpracy z ekipą West Mineral Ltd., orbitującą wokół jednego z najbardziej cenionych twórców neoambientu – Huerco S. 

Poza Manchesterem dowodów na żywotność gatunku możemy szukać w Nairobi, skąd pochodzi producent KMRU. Tegoroczny album Logue łączy najlepsze cechy nowego ambientu – wyczucie detalu, dbałość o melodykę i napięcie, różnorodność tekstur – z dźwiękami zapamiętanymi przez muzyka z dzieciństwa spędzonego w Kenii. Dziś zresztą – w myśl czwartoświatowej doktryny – łatwiej niż kiedykolwiek o włączanie lokalnych tradycji bez narażania się na śmieszność. Łatwa dostępność (i popularność) reggaetonu czy gqomu wywiera wpływ także na ambient – czego dowodzą zahaczające o niego odmiany deep reggaetonu w stylu DJa Pythona. Po „powrocie do ogrodu”, jak podsumował popularność ambientu i new age’u w ubiegłej dekadzie Simon Reynolds, ten rodzaj muzyki ciągle ma bardzo wiele do zaoferowania i tylko czeka na gruntowną refleksję nad dyskografią (i tekstami literackimi) Jona Hassella.

 

WIĘCEJ