MIŁOŚĆ OBNAŻONASiona Sono to prawdziwy, zboczony i mądry cult classic

Ciężko o porównywalne doznanie we współczesnym kinie. Niezwykłe dzieło można obejrzeć teraz na platformie Pięć Smaków w Domu.

Są filmy, które jeszcze przed seansem każą, z pomocą różnych poszlak i sygnałów, umiejscowić je w konkretnym kinematograficznym porządku – jako unikalne doznanie lub intelektualne wyzwanie, które można potem nosić z dumą na filmoznawczych pagonach. Wydawałoby się, że tak także musi być z trwającą niemal 4 godziny Miłością obnażoną Siona Sono. Ale jest, lub może być, całkiem odwrotnie.

Do pokazywanego na platformie Pięć Smaków w domu filmu podszedłem po raz pierwszy. Zupełnie świadom kultowego w niektórych kręgach statusu produkcji, obawiałem się czy mój mały móżdżek jest w stanie przez 237 minut wykazywać się chłonnością i odpowiednią pamięcią operacyjną, by móc przetrawić TAKI KAWAŁ KINA. Ale Sion Sono od początku wydaje się bawić tą formułą i żonglować oczekiwaniami widzów i widzek. Ale po kolei.

"Miłość obnażona", reż. Sion Sono

Fabuła, by uniknąć niepotrzebnych spoilerów, wygląda mniej więcej tak: Yū ma 17 lat. Jego matka, japońska chrześcijanka, przed odejściem z tego padołu z powodu choroby przykazała mu, by poszukiwał obiektu westchnień czystego niczym Matka Boska. Znajomą w Polsce wykładnię spotęgował w jego głowie ojciec, który poczuł powołanie i został księdzem po śmierci swojej małżonki. Nie przeszkodziło mu to wprawdzie w turbulentnym romansie, który zamieszał w życiu całej rodziny i doprowadził Yū do znalezienia się w skomplikowanym punkcie. Zahukany i spokojny nastolatek chcąc naprawić relacje z ojcem i równocześnie spowiednikiem zaczyna grzeszyć, by mieć się z czego wyspowiadać. Dołącza do gangu (będącego raczej lokalną filią klubu przegrywa), a jego życiową drogę dominuje profesja podglądacza parającego się robieniem z ukrycia zdjęć damskiej bielizny. I właśnie to zaprowadzi go do poznania upragnionej Marii. I to ledwie pierwsza godzina, po której pojawia się plansza tytułowa. Dalej będzie tylko dziwniej i jeszcze lepiej.

Już po samym tym akapicie można powiedzieć jedno: Sono od pierwszej minuty przeciwstawia sobie sacrum i profanum. Religia, sama w sobie nosząca wiele cech zboczenia, staje się kontrapunktem dla tego, co społeczeństwo z pewnością zboczeniem by nazwało. Te obserwacje nie są jednak wynikiem medytacji nad moralnością. Wszystko rozgrywa się bowiem albo w formie komediowej obyczajówki albo przy pomocy rozmaitych scen akcji – poszczególni bohaterowie z różnych powodów są bowiem bardzo biegli w sztukach walki. Nie dziwnym będzie jeśli obytym z japońską kulturą odbiorcom poszczególne sekwencje skojarzą się z mangą i anime – reżyser posługuje się charakterystycznymi dla tych mediów środkami, ale równocześnie nie ciąży na nim bagaż interpretacji stricte komiksowych czy kreskówkowych środków wyrazu. Może dokręcać śrubę gdzie chce i robi to nader umiejętnie.

To właśnie gra sprzecznościami doprowadza go do najciekawszych miejsc. Ujęcia rodem z oper mydlanych mieszają się z punkowym sznytem, sekwencjami akcji oraz podniosłymi i urzekającymi momentami. Ta swobodna, tonalna gra sprawia, że ten 13-letni już niemal film nadal jest świeży, nowoczesny i jedyny w swoim rodzaju. Ale co z tytułowym, ciężkim hasłem? Obnażeniem tej całej miłości? Ano, w mądry sposób filmowiec robi to na każdym kroku. Nie stroni od patetycznego ujęcia tego największego z uczuć, ale przede wszystkim pokazuje je jako źródło sytuacji dziwnych, niespodziewanych i absurdalnych – kataklizm, zbawienie i głupotę, które oplatają człowieka i pchają na nieznane wody. I mimo, że nie przeżyłem ćwierci przygód, które przydarzyły się Yū, z tym wyolbrzymionym ujęciem mogę się w pełni zgodzić.

Miłość obnażona to film, w którym można odnaleźć dużo – zagubić się w głupawej farsie, dostać zastrzyku endorfin przy przyspieszającej akcji, śmiać się do zabrudzenia bielizny, wzruszyć, wkurzyć i doznać mieszanki przeciwstawnych i niecodziennych uczuć. Nie każdy znajdzie tu cokolwiek. Ale mimo odstraszającego na pozór metrażu, naprawdę warto. To wcale nie większa inwestycja niż binge watching kolejnej produkcji o seryjnych mordercach na Netflixie, a wciąga dużo intensywniej.

Miłość obnażoną Siona Sono można obejrzeć na platformie Pięć Smaków w Domu, na której trwa właśnie przegląd niezwykłej filmografii japońskiego reżysera. Znajdziecie ją pod tym linkiem. A nasze wprowadzenie do tego domowego festiwalu przeczytacie z kolei tutaj. Przegląd trwa do 7 lipca.

"Miłość obnażona", reż. Sion Sono
WIĘCEJ