MEMY POLSKIE: Wiesławiec Deluxe patrzy w otchłań późnego kapitalizmu i wyciąga z niej najpiękniejsze obrzydlistwa

Świetne CV. Witamy na pokładzie! Numer służbowy wypali ci na czole Asia z HR. Pewnie jakoś jutro z rana. Bądź o 6:00.

Skoki narciarskie, robienie trzody w samolocie tanich linii, martyrologia i picie wódki w parku – to nasze sporty narodowe. Przynajmniej do niedawna. Bo Polki i Polacy są całkiem niezłymi memiarzami. W apokaliptycznych i pokracznych czasach naszym „Wind of Change” są właśnie śmieszne obrazki oraz boleśnie prawdziwe przekazy. W cyklu Memy Polskie przyglądamy się tym, którzy najciekawiej wojują fontem Impact, statusami na FB, formatem demotywatorów czy post-meta-post-internetowymi konceptami.

W pierwszej odsłonie razem z Kangurek Kao Pej zatopiliśmy się w nostalgii związanej z cyfrową rewolucją – w czasach, kiedy najlepszą rozrywką było skakanie po cyfrowych łąkach i walenie po głowach przeciwników z dużymi oczyma. Dziś od razu zjeżdżamy windą do poziomu -40. Tutaj swoje biuro ma Wiesławiec Deluxe. Ściany są w kolorze #FDAFC9. Na wizytówce znajdziecie najpotrzebniejsze informacje – wszystkie asteriksy, ukryte koszty, wzór na gaz musztardowy, stenogramy z zakrystii, zebrane prace Schopenhauera wypisane Comic Sansem i przepis na ciasto z gówna. O procesie twórczym, brojlerach i memach dla millenialsów porozmawialiśmy z adminem tego tajemniczego tworu i wydestylowaliśmy esencję życia w cyfrowym koszmarze, który jest bardzo realny.

Obserwujcie Wiesławca Deluxe na Facebooku – wszystko w waszym życiu się zmieni. Albo nie, nadal będzie chujowo – zobaczymy.

Jak powstawał Wiesławiec Deluxe? Jaki proces doprowadził cię do ustalenia formy graficznej i zakresu tematycznego twoich grafik?

 

Wiesławiec narodził się w grudniu 2012 roku, na początku jako zrobiony na użytek własny kolaż w wordzie, złożony z fragmentów tekstów z gazety.pl, przepisów na ciasta siostry Anastazji, obrazków z ubojni drobiu i plansz z anatomią owadów. Po kilku tygodniach zrozumiałem że taka formuła ma potencjał rozwojowy i ilość możliwych kombinacji typu – fragment jakiegoś tam dyskursu i jakiejś grafiki – jest praktycznie nieskończona. Założyłem fanpage na FB i zacząłem wrzucać JPG-i zrobione w paincie, złożone z dowolnie dobranych tekstów i zdjęć znalezionych w Google Image Search pod hasłami typu tucznik albo brojler. Tendencja rozwojowa była upraszczająca i zmierzająca w stronę narracyjną, czyli w stronę klasycznego rysunku satyrycznego. Zamiast nieprzystających do siebie obrazków i tekstu zaczęły dominować wiesławce „jednokonceptowe”, czyli jeden obrazek – jeden komentarz. Cały proces trwa już od 8 lat i faktycznie pozwala na wyróżnienie różnych etapów twórczości – „wczesne” są zdecydowanie inne od „późnych”. Wydaje mi się że proces uproszczenia formy i ustalenia leitmotivów wynika z intelektualnego zdziadzenia – Burroughs dojechał do mety jako Andrzej Mleczko.

 

Jak wygląda twoja praca nad fanpagem na co dzień? Ile czasu na to poświęcasz? Jak zaczynasz pracę nad poszczególnymi grafikami?

 

Na co dzień wygląda to tak, że mam pustego, kadłubowego fejsbuka i fanpage. Raz dziennie, czasem kilka razy w tygodniu mam jakiś pomysł, robię wiesławca w paincie, loguję sie na FB i wrzucam nowy JPG do sekcji photos. Nie trzymam plików na dysku, zawsze nadpisuję jeden i ten sam plik pt 2.jpg trzymany na pulpicie swojego kompa. Zrobienie jednego Wiesławca trwa około 5 minut. Kiedyś trwało to dłużej, bo zależało mi na efekcie artystycznym i sprawdzałem, które znalezione zdjęcie najlepiej pasuje, co się najlepiej wkadruje, jak ustawić tekst, itd. Teraz jest to dużo bardziej spłaszczone, a sam proces twórczy przypomina podrygiwania żabich udek na elektrycznej patelni. Interfejs zapewnia wzmocnienie działań, czyli automatyczne komentarze i lajki, ja tak samo mechanicznie komponuję kolejne prace, coraz bardziej nieodróżnialne od siebie i je wrzucam. Wszystko dryfuje w stronę procesu bez podmiotu – jest na stronie kliku weteranów wśród obserwujących, którzy od 2013 na zasadzie automatyzmu komentują „na śmiesznie” rzekomo „śmieszne” obrazki. Nie wiem czy ktokolwiek jest tym procesem jeszcze ucieszony, bardziej wygląda to na zmechanizowaną pracę emocjonalną na rzecz interfejsu.

W moim odczuciu, przez wiele memów przemawia fatalizm i zmęczenie dziwnym światem późnego kapitalizmu. Sam masz tak ponure postrzeganie rzeczywistości?

 

Chyba wynika to z tego, że pewna esencja czy main message tego fanpage’a już się wyczerpał, bo został powtórzony miliard razy – a message ten brzmi: Żyjemy w upudrowanej formacji niewolniczej, obsługiwanej wyjątkowo absurdalnym dyskursem managerskim, który jest w sumie językiem totalitarnym aktualnej formacji społ-ekonom., czyli późnego kapitalizmu.

 

Ostatnio dominuje retoryka, że memy od i dla millenialsów koncentrują się na bezsensie życia, depresji i kryzysie egzystencjalnym. Jak to oceniasz? Czy wpływ tego trendu jest negatywny, pozytywny czy może nie ma żadnego większego znaczenia?

 

Hmm, tego nie wiem – wydaje mi się że procesy stojące za dzisiejszą epidemią depresji dobrze opisał Mark Fisher. Jego message do młodzieży brytyjskiej był jasny: To jak się czujecie to nie jest naturalny stan [oryg. You feel like this cause you have been deprived of things]. Przebodźcowanie interfejsem sieci społecznościowych, infantylizująca gejmifikacja zadań korporacyjnych, zarządzanie populacją przez permanentne zadłużenie (tu spoko analizy ma Maurizio Lazaratto), zmniejszanie się szeregów klasy średniej, zabetonowanie stratyfikacji itd., itd., itd. To nie jest naturalny stan rzeczy. To jest przebrany za naturalny proces – efekt politycznej walki, w której kontruderzenie kapitału wypierdoliło z butów beneficjentów powojennego welfare state. Ludziom na Zachodzie żyje się gorzej niż w dekadach ’45-’75. My mamy trochę lepiej, bo nadganialiśmy, ale otwarte jest pytanie o wyczerpanie się uczucia wznoszenia wszystkich łodzi wraz przypływem w Polsce. Wydaje mi się, że ściana naszego rozwoju jest bardzo blisko, to jest perspektywa 5-7 lat.

Kilka lat temu znalazłeś się w gronie prenominowanych w dziedzinie sztuk wizualnych do Paszportów Polityki. Co o tym sądzisz?

 

Zgłoszenie do Paszportów Polityki to pewnie efekt wywiadu, którego udzieliłem Piotrowi Mareckiemu do jego książki o gatunkach cyfrowych – był wtedy w jury, miał kogoś zgłosić z zakresu kultury cyfrowej, więc zgłosił mnie i Wiktora Striborga od Krainy Grzybów. Ja się tym wówczas strasznie jarałem, myślałem sobie „uooo, zgłoszenie do PP, ale zajebiście„, ale mój kuzyn szybko ostudził mój entuzjazm. Powiedział: „Ej stary, wyobraź sobie że mają na jakiejś gali wręczyć ci statuetkę i pokazują twoje prace w ramach nominacji – przecież to jest popierdolone, nikt tego nie zaryzykuje oficjalnie„. I miał rację.

 

Widzisz jakiś horyzont swojej działalności? Co sprawia, że od tylu lat nieprzerwanie tworzysz?

 

Przyzwyczajenie – najlepszy motor działania. Żeby się zająć czymś innym i zostawić Wiesławca musiałbym znaleźć jakąś fajniejszą formę wyrazu lub mieć pomysł na inny projekt artystyczny czy intelektualny. W sumie chętnie się tego podejmę.

 

Jakie są trzy ulubione twoje prace?

 

Na pewno mam jedną ulubioną. Jest to kolaż trzech zdjęć z Wikipedii, gdzie szacownym osobom siedzącym na zdjęciach dokleiłem dokładnie wpasowującą się w linię ich barków głowę kury o pustym wzroku – taką z atlasu odmian brojlerów – i opatrzyłem tekstami typu „A to już Harry Truman – brakuje mi czasem tego zucha” albo „A tutaj Ronald Reagan – ileż z tym spotkaniem wiąże się wspomnień i anegdot”.

WIĘCEJ