Być może ten wyrok to przełom, a internetowi hejterzy następnym razem zastanowią się dwa razy, zanim coś napiszą w sieci.

Stylistka Karolina Domaradzka znana z ciętego języka i ostrych komentarzy pod adresem marek i postaci ze świata mody, usłyszała wyrok za oczernianie polskiej marki odzieżowej Laurella. Sąd orzekł, że influencerka będzie musiała zapłacić 50 tys. złotych kary – to pierwsza tak wysoka kwota za tego typu przewinienie.

O Karolinie Domaradzkiej po raz pierwszy zrobiło się naprawdę głośno, gdy w 2020 roku rozkręciła tzw. aferę metkową wokół autorskiej marki Jessici Mercedes-Kirschner. Stylistka na swoim instagramowym koncie ujawniła, że rzekomo wysokiej jakości, szyte w Polsce t-shirty Veclaim to tak naprawdę koszulki taniej firmy odzieżowej Fruit of the Loom z przeszytą metką i dodanym wzorem. Domaradzka zwróciła uwagę na wprowadzanie w błąd kupujących ze strony marki, jak i jej właścicielki, co mocno odbiło się na wiarygodności obydwu.

Stylistka w mediach społecznościowych często komentuje kolekcje wielkich domów mody i stylizacje celebrytek, na Instagramie ma już ponad 100 tys. obserwujących. Ponownie było o niej głośno w mediach po wybuchu wojny w Ukrainie, gdy apelowała do Polek i Polaków o przekazywanie uchodźczyniom pięknych sukienek i butów na obcasie, co spotkało się z ogólnym oburzeniem, a na autorkę wylała się fala hejtu. Domaradzka argumentowała, że historia udowodniła, że dla wielu to właśnie one [ładne ubrania, dodatki i kosmetyki – przyp. red.] mogą być namiastką normalności w tak okrutnym czasie, jakim jest wojna.  Po krytycznym odbiorze jej słów, usunęła post i przeprosiła, jednocześnie wyjaśniając, że rola mody podczas wojny jest pomijana, a uchodźcy zasługują na więcej niż stare znoszone ubrania. Osoby uciekające przed wojną powinny mieć dostęp do ładnych rzeczy niekoniecznie na granicy, ale mieszkając już w kraju, by zachować poczucie godności, wyjątkowo ważne właśnie w momentach kryzysu.

Za co te 50 tys. złotych kary? Chodziło o długą, bieliźnianą, jasnozieloną sukienkę, która miała trafić do sprzedaży w sklepach Laurelii. Karolina Domaradzka zarzuciła firmie skopiowanie projektu jednej z popularnych sieciówek. Właścicielka Laurelli, Laura Reiss-Vogel, wyjaśniła, że biuro projektowe, z którym współpracuje, obsługuje też inne firmy modowe, w tym Mango i Zarę, i przez pomyłkę sprzedało projekt sukienki innym markom. Finalnie jednak zielona sukienka nie pojawiła się w kolekcji polskiej marki odzieżowej. Nie przekonało to Karoliny Domaradzkiej, która odpowiedziała na te wyjaśnienia komentarzem: tak, Zara na pewno zamawia wzory i projekty w tej samej firmie, z której korzysta również jakaś wątpliwej sławy polska marka odzieżowa i do tego pozwala ów firmie projektowej na odtajnianie tego typu informacji i na przedostawanie się ich do opinii publicznej. Kisne. Poprosimy o jakieś dowody zamiast męczenia dupy farmazonami… Po tych słowach właścicielka Laurelli skierowała sprawę do sądu. Marka opublikowała treść wyroku z dnia 29 sierpnia na swoich mediach społecznościowych dopiero 23 września. Jak czytamy na portalu Wirtualnemedia.pl, Karolina Domaradzka ma nie tylko wpłacić 50 tys. złotych na rzecz Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci i Młodzieży w Broniszewicach, ale również zaprzestać rozpowszechniania w jakiejkolwiek postaci treści sugerujących, że działania spółki „Laurella” są niezgodnie z prawem, a sprzedawane przez nią produkty są złej jakości oraz opublikować przeprosiny, w których ma zaznaczyć, że kwestionowanie przez nią twierdzeń dotyczących pochodzenia i sposobu produkcji ubrań marki „Laurella” nie było uzasadnione.

W rozmowie z Wituralnemedia.pl Sebastian Głogowski z Kancelarii Adwokackiej Głogowski & Majewski informuje, że to pierwszy taki wyrok w Polsce. W podobnych sprawach najczęściej zasądza się kary finansowe od 500 zł do 3-4 tys. złotych. Wyrok wydaje się adekwatny do zaistniałej sytuacji, biorąc pod uwagę też skalę zagrożeń związanych z prezentowaniem treści hejterskich. Pozwana skomentowała wyrok na Instagramie, zapewniła, że nie zgadza się z nim i zamierza się odwołać. Być może to nie koniec tej sprawy.

Hejt to skomplikowany temat. Każdy_a internetowy twórca czy twórczyni z zasięgami mierzy się z internetową nienawiścią. Większość wychodzi z założenia, że na zaczepki nie warto odpowiadać, by nie eskalować konfliktu i nie dawać hejterom powodu do dalszego komentowania. Brak odzewu nie znaczy jednak, że ofiary hejtu pozostają niewzruszone lub nie przeżywają. Online’owe ataki często są źródłem stresu, mogą prowadzić do pogorszenia zdrowia psychicznego i sporych strat finansowych. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja, gdy ktoś trafi na internetowego prześladowcę, który tworzy fejkowe konta, by móc anonimowo wyżywać się na innych. Hejt to jednak obosieczna broń, ponieważ osoby medialne często używają tego hasła, by łatwiej wybronić się z niezręcznej sytuacji. O ile wylewanie nienawiści jest niedopuszczalne, a hejterów powinno pociągać się do odpowiedzialności prawnej, to konstruktywna krytyka jest niezbędnym elementem każdej istotnej dyskusji. Bardzo prawdopodobne, że wyrok w sprawie Karoliny Domaradzkiej jest przełomowy. Perspektywa sporej kary finansowej na pewno dosadnie przemawia do wyobraźni wielu użytkowników i użytkowniczek internetu. Wierzmy, że w kolejnych wyrokach prawo będzie po stronie poszkodowanych, choć historia pokazuje, że nie zawsze tak musi być.

WIĘCEJ