Obstaw meczyk, zastaw nerkę. Legalny hazard to pole zagrożeń i hipokryzji

Według ogólnokrajowych badań sprzed kilku lat co dwudziesta osoba powyżej 15 roku życia wykazuje symptomy uzależnienia od hazardu. A normalizacja tego nałogu w przestrzeni publicznej trwa.

Możecie mieć różne zdanie na temat sportu zawodowego, ba, pewne dyscypliny możecie kochać całym sercem, ale nie da się ukryć, że jest siedliskiem ogromnych patologii i szkodliwych zjawisk. Kiedy przez świat przechodziła kolejna fala śmiertelnej pandemii, UEFA urządziła sobie święto piłeczki nożnej, do tego rozrzucone po całym kontynencie. Czemu nie, wirus i tak śmiga swobodnie, katastrofa klimatyczna dokona destrukcji naszej cywilizacji o wiele szybciej, niż zakładały zbyt ostrożne projekcje, równie dobrze można zrobić turniej, który polega na ludzkiej mobilności i emitowaniu ton CO2 do atmosfery. Uparte dążenie do Igrzysk Olimpijskich w Tokio też ma dość przewidywalne konsekwencje – na ten moment już 70 osób w wiosce olimpijskiej ma pozytywny test na koronawirusa. Odwołanie igrzysk oznacza wielomilionowe odszkodowania dla korporacji, które partnerują wydarzeniu, bo oczywiście, że konsekwencje poniosą państwa, nie kapitał. Ale dzisiaj nie o tym. Dzisiaj oszczędzimy moralnie wątpliwych piłkarzy i ich właścicieli, z których spora część to najzwyklejsi zbrodniarze, a przynajmniej kapitalistyczni wyzyskiwacze. Pominiemy międzynarodowe federacje, które dla zysku układają się z krwawymi dyktatorami i są tak skorumpowane, że zawstydzą nawet przeciętnego posła polskiego parlamentu z lat 90-tych XX wieku. Porozmawiamy o hazardzie, a w zasadzie o tym, jak ta na dobrą sprawę szkodliwa działalność została w polskim sporcie zawodowym nie tylko znormalizowana, ale zalegitymizowana przez przyjmowanie sponsoringu, również na państwowym szczeblu.

Hazard rozbudzał polityczne emocje przez całą III RP. Wokół kolejnych regulacji panowała gorąca atmosfera – lobby gier hazardowych i zakładów bukmacherskich jest w Polsce bardzo silne. 19 listopada 2009 roku została uchwalona najważniejsza regulacja, zwana potocznie ustawą hazardową. Największą zmianę przeszła w roku 2017, kiedy nowelizacja ustawy zebrała w jednym miejscu przepisy porozrzucane po różnych miejscach prawa i niezależnie od tego, czy mówimy o automatach do gier, pokerze online, czy zakładach bukmacherskich – wszystkie odpowiedzi na temat działalności hazardowej znajdziemy właśnie tam. Kluczem do legalności są licencje wydawane przez Totalizator Sportowy – podmioty, które takiej licencji nie posiadają, są traktowane jako nielegalne, dotyczy to również stron internetowych i aplikacji. Wszystko rzecz jasna po to, żeby państwo nie traciło na hazardowym podziemiu. Nie ma w tym nic złego, skoro regulujemy np. używki i przyjęliśmy, że państwo powinno prowadzić jakąś (idealnie by było powiedzieć rozsądną, ale…) politykę wobec nich, z hazardem powinno być podobnie. Bez regulacji jesteśmy skazani na przestępczą bonanzę, co zresztą było rzeczywistością Polski lat 90-tych. Na stronach poświęconych hazardowi można przeczytać, że panuje monopol państwa, co nie jest do końca prawdą – licencje, koncesje i potrzebne zezwolenia leżą w gestii Ministerstwa Finansów, ale po uzyskaniu potrzebnych dokumentów (a w niektórych przypadkach również posiadanie odpowiedniej formy prawnej, czy określonego kapitału zakładowego) działalność prowadzi podmiot prywatny. Totalizator Sportowy, spółka Skarbu Państwa, to ciekawy przypadek. Prowadzi własne kasyno online – jedyne legalne w Polsce, Total Casino – zajmuje się obsługą loterii, chwali się wspieraniem polskiego sportu i kultury, wpłaca na fundacje redukcji szkód powstałych przez uzależnienie od hazardu (co jest w zasadzie upiornie zabawną hipokryzją). I tak, dobrze czytacie – spółka Skarbu Państwa prowadzi kasyno. Totalizator Sportowy jest ważnym sponsorem i mecenasem polskiego sportu i kultury i implikacje tego stanu rzeczy jeżą włos na głowie – wrócimy do tego za moment. Poza tym Polska to kraj zakładów bukmacherskich, w każdej średniej i większej miejscowości można obstawiać, czasami nawet w kilku punktach, a w sieci branża po prostu eksplodowała. W teorii zakłady są dostępne wyłącznie dla osób pełnoletnich, ale sam dobrze pamiętam, jak moi koledzy z liceum wbijali nie nagabywani, żeby coś obstawić – sytuacja w zasadzie analogiczna do alkoholu, czy papierosów.

Podobieństwa z używkami kończą się jednak, kiedy chodzi o marketing i sponsoring. Reklamowanie zakładów bukmacherskich – w przeciwieństwie do papierosów i alkoholu – jest zupełnie legalne, o ile reklama nie jest skierowana do dzieci i nie korzysta z wizerunku lub głosu nieletnich. Tych zasad jest trochę więcej, np. reklamy nie mogą sugerować wygranych, kojarzyć się z atrakcyjnością seksualną, odwodzić od nauki i pracy, czy wiązać sukcesów zawodowych, życiowych i finansowych z uprawianiem hazardu. Rozsądne wytyczne, po prawdzie przydałyby się reklamom wszystkich produktów i usług. Jednocześnie, osoby uprawiające sport zawodowy biegają całe oklejone logówkami zakładów bukmacherskich. Ba, STS sponsoruje m.in. reprezentację Polski w piłkę nożną, Lecha Poznań i Polską Ligę Siatkówki, Fortuna wspiera Polski Związek Narciarski i KSW (nikt nie mówił, że będą to wyłącznie sporty na poważnie), LVBet sponsoruje m.in. Wisłę Kraków, Śląsk Wrocław i Widzew Łódź. Przykładów jest o wiele więcej, szczególnie w niższych ligach. Widać tutaj rażący rozdźwięk między strategią, jaką przyjęło państwo wobec używek takich, jak alkohol i papierosy, a hazardem, który przecież też jest szkodliwy.

Według badania przeprowadzonego w 2012 r. 3,7 proc. Polaków powyżej 15 roku życia (ok. 1,2 mln osób) grało w sposób mogący prowadzić do uzależnienia, z czego 0,2 proc. (65 tys. osób) miało już z tym poważny problem. Badania powtórzono w latach 2014-2015 – według nich zwiększył się odsetek osób uzależnionych: symptomy uzależnienia występują już u 5,3 proc. Polaków w wieku powyżej 15 lat. Co prawda po nowelizacji prawa w 2017 wydano 27 milionów z Funduszu Rozwiązywania Problemów Hazardowych na kampanię społeczną, a od 2015 z roku na rok spada liczba osób zgłaszających się na terapię uzależnień od hazardu. Jak twierdzą środowiska walczące z uzależnieniami, nie jest to bynajmniej efekt skuteczności tej kampanii, a bardziej coraz większej normalizacji hazardu w przestrzeni publicznej. Narażeni są zarówno starzy, jak i młodzi, bogaci i biedni. Poważnym problemem zaczyna być hazardowy nałóg pośród osób dotkniętych kryzysem bezdomności. Od wielu lat rośnie liczba uzależnionych emerytów, a skutki wszechobecności hazardowych mechanizmów w grach mobilnych i  sportowych (kto by pomyślał, heh), po które sięgają dzieci są jeszcze niezbyt dobrze rozpoznane. Ofiary hazardu nie są aż tak medialne, jak zdjęcia ludzi zeżartych przez alkohol, narkotyki czy tytoń, więc tym łatwiej bagatelizować zagrożenie. Zakłady bukmacherskie przez wielu nawet nie są traktowane jako hazard, co utrudnia krzewienie świadomości na temat związanego z nimi ryzyka. Tymczasem hazardowe biznesy – w tym te prowadzone przez spółkę Skarbu Państwa – reklamują się wszędzie, często za pomocą znanych postaci ze świata sportu. Nie chodzi o to, żeby hazard zdelegalizować, bo wszelkie tego typu ruchy są skazane na niepowodzenie, co pokazały choćby realia bezprawia lat 90-tych XX wieku. Ale ta rażąca hipokryzja i nierówność w traktowaniu zagrożeń związanych z uzależnieniami jest dość bulwersująca i żaden Fundusz Rozwiązywania Problemów Hazardowych tego nie zmieni. Dopiero zrównanie statusu hazardu z innymi używkami, przynajmniej jeśli chodzi o zasady reklamowania, będzie krokiem w dobrą stronę.

Dlaczego to takie trudne? Na pewno swoje zrobił bardzo skuteczny lobbing. Stowarzyszenie Na Rzecz Likwidacji Szarej Strefy Zakładów Wzajemnych w Polsce – „Graj Legalnie” i Stowarzyszenie Pracodawców i Pracowników Firm Bukmacherskich (SPPFB) oraz inne organizacje (a także same firmy, jak np. Fortuna) wychodziły na rządowych korytarzach dogodne dla siebie regulacje. Nie jest to żadna skandaliczna historia z Rywinem w tle, po prostu polski proces ustawodawczy jest żałośnie słaby i podatny na lobbing. Ustawę lobbingową w jej obecnym kształcie krytykują zarówno prawicowe, jak i lewicowe think tanki, co chyba jest wystarczającym sygnałem co do wagi problemu. Dużym czynnikiem jest też uprzywilejowana pozycja, jaką w społeczeństwie (nie tylko polskim) cieszy się sport zawodowy. W jego obrębie wolno więcej, na więcej przymyka się oczy, wszystko w imię emocji i szczerego przywiązania do dyscypliny czy konkretnego klubu. Nietrudno sobie wyobrazić, że wszelkie próby zrównania statusu hazardu z innymi używkami spotkałyby się z głosami o zamachu na sportową machinę finansową. Zresztą firmy bukmacherskie od razu podsunęłyby wdzięczne wykresy, które pokażą potencjalne i katastrofalne straty dla klubów i lig. Rynek bukmacherski był w 2019 roku warty prawie 9 miliardów złotych – to wciąż daleko od wartości rynku alkoholowego (prawie 35 miliardów PLN w 2018), ale nie da się ukryć, że to wielki i wciąż rosnący biznes. Obawiam się, że hazard, choć niesie ze sobą szereg zagrożeń, jeszcze długo zostanie w uprzywilejowanej pozycji względem innych używek. Splecione siły lobbingu i społecznego marazmu już o to zadbają.

WIĘCEJ