Długa droga od „Paris Is Burning” i hitu Madonny.

Kultura vogue miała wiele momentów w mainstreamie, często przez apropriację, z której zyski czerpały głównie podmioty spoza ballroomowej społeczności. Najgłośniejszy dokument o voguingu, Paris Is Burning, również nie jest wolny od tego ciężaru, o czym pisał u nas książę ballroomu, Danil Vitkovski. Patrząc na mainstreamową eksploatację kultury vogue w latach 90-tych XX wieku, można zauważyć, że osoby, które po nią sięgały, nie rozumiały istoty jej wartości. Dziedzictwo „Vogue” Madonny jest dość skomplikowane. Z jednej strony ten wielki przebój rzucił światło na voguing jako taniec, z drugiej, nie rozłożył swoich akcentów na tyle sprawnie, żeby pokazać masowej publiczności kulturę, z jakiej się wywodzi. Do dzisiaj trwają spory, czy casting do teledysku był odpowiedni (reprezentanci kultury ballroom, ale bez osób trans), czy była to cyniczna apropriacja, czy szczera chęć wsparcia kultury gwiazdorską mocą. Tak czy owak, dla wielu osób, które na przestrzeni lat od wydania tego utworu uczestniczyły w balach, „Vogue” był pierwszym kontaktem z tą formą ekspresji. Piosenka Madonny rozkręciła szał wokół tańca vogue, niekoniecznie kultury ballroom, ale trudno odmówić jej przynajmniej częściowo autentycznej próby. Czego nie można powiedzieć o Malcolmie McLarenie, jednym z największych szwindlarzy w historii muzyki popularnej. Na albumie Waltz Darling pojawiło się trochę voguingowych wątków, z „Deep In Vogue” na czele. Numer wyprzedził Madonnę o prawie rok, stając się pierwszym mainstreamowym klipem, w którym pojawił się vogue. A także, dla dodania autentyczności, również ballroomowa legenda w postaci Williego Ninja. O ile ikonę odważnego popu można zaliczyć w poczet sojuszniczek, tak McLarena, człowieka znanego z apropriacji wszystkiego, co możnaby przepakować dla białej, heteryckiej publiczności z brytyjskiej klasy średniej – od punka, przez muzykę afrykańską, po vogue właśnie – już niekoniecznie. Jego wycieczka w vogue może znosić znamiona szczerości, ale nie można zapominać, że diaboliczny menago w różnych kulturach widział głównie obszar do eksploatacji, nie okazję do uczciwego zaprezentowania ich szerszej publice. 

Czym bliżej naszych czasów, tym mocniej ballroomowa kultura rosła w masowej świadomości. W 2018 roku zadebiutował Pose, serial Ryana Murphy’ego, który w wiarygodny sposób opowiada dzieje ballroomowych domów z nowojorskiego Harlemu. Casting do Pose był idealny, ze szczególnym wyróżnieniem dla MJ Rodriguez, Billy’ego Portera i Dominique Jackson. Serial nie boi się mówić wprost o ważnych sprawach dla społeczności LGBTQ+ w latach 80-tych i 90-tych XX wieku (wiele z nich jest aktualne do dzisiaj). Widzimy między innymi: epidemię AIDS, dyskryminację osób trans, czy systemowy rasizm i queerfobię policji. Niektóre wątki są bardziej udane i angażujące, inne mniej, samych bali jest odrobinę zbyt mało, ale ostatecznie to ciekawe i autentyczne spojrzenie na kulturę ballroom, a przede wszystkim solidny wgląd w historię amerykańskiej społeczności LGBTQ+. Serial spotkał się z ciepłym przyjęciem wśród krytyki, widownia zadbała o dobre wyniki. Po trzech sezonach Pose kończy swojego żywota w glorii, zamykając najważniejsze wątki. W dobie streamingowych tasiemców, gdzie content rozciąga się na wszystkie możliwe sposoby, taki krok zasługuje na uznanie. 

I tak, jak Pose pokazało kulturę ballroom od podszewki fabularnie i z pełną gamą dramaturgii, tak Legendary to show skupione na występach i przygotowaniach do nich, z nutką rywalizacji, bez której tego typu rozrywka byłaby niepełna. Trzeci sezon ma wystartować niedługo, a dzięki temu, że do Polski wreszcie zawitał serwis HBO Max, można nadrobić zaległości z dwóch poprzednich. Formuła jest prosta: ballroomowe domy walczą między sobą pod czujnym okiem jury, złożonego z legendy ballroomu Leiomy Maldonado, stylisty Law Roacha, aktorki i aktywistki Jameeli Jamil i raperki Megan Thee Stallion. Bale prowadzi tancerz i aktor Dashaun Wesley, który wszedł do świata ballroomu już w szkole średniej. Legendary nosi znamiona stereotypowego talent show, które ściągają je w dół – szczególnie znane osoby, które pojawiają się jako goście w jury w każdym odcinku – ale dobra energia i wrażenie autentyczności nie opuszczają nas od początku do końca. Show prezentuje vogue wysokobudżetowy, z kostiumami wprawiającymi w osłupienie, czemu sprzyja to, że każdy odcinek ma określony temat. Za didżejką rządzi DJ MikeQ, więc oprawa muzyczna stoi na najwyższym poziomie. Obecność prawdziwych gwiazd w jury pozwoliło Legendary na dosyć mocną obecność w mainstreamie. I tak, jak popularność „Vogue” Madonny przełożyła się na popularyzację tańca vogue, tak Legendary może przybliżyć całą kulturę ballroom zupełnie nowej publiczności. Po przeboju artystki vogue zagościł na stałe w studiach tańca, po show HBO Max może pojawić się więcej domów, o wiele bardziej rozumiejących wartości i niuanse tej kultury. Mimo pandemicznych problemów finału sezonu pierwszego i całego drugiego sezonu (mały bądź zerowy udział publiczności w studiu, co poskutkowało spadkiem energii show), sezon trzeci jest wyczekiwany dość mocno. Nic dziwnego, formuła talent show pociąga wiele różnych segmentów widowni, a Legendary ma po swojej stronie autentyczne przywiązanie do wartości decydujących o wyjątkowości ballroomu. Domy tańczące przy świetnej nawijce MC Dashauna Wesley’a prezentują naprawdę wysoki poziom podstawowych elementów vogue’u, do tego zazwyczaj składają się z interesujących ludzi. Sposób, w jaki prezentowane są osobiste historie poszczególnych ekip, nie odbiega znacząco od stylówki innych talent shows, ale same osoby dodają temu elementowi sporej dozy autentyczności. Tym łatwiej się wciągnąć w kibicowanie naszym faworytom i rozpacz, kiedy odpadają z rywalizacji. 

Legendary to program rozrywkowy, ale z prawdziwym sercem, co odróżnia go od dziesiątek podobnych produkcji. Vogue nie jest tu dekoracją, kolejnym stylem tańca, który można wykorzystać do efektownego teledysku, a opoką znaczącego zjawiska. Jeśli ktoś dzisiaj szuka punktu, z którego można zacząć rozumienie kultury ballroom, to Pose Legendary mogą nadać się całkiem solidnie. Kto wie, może bardziej, niż problematyczny Paris Is Burning, który przez lata wypełniał tę rolę. 

WIĘCEJ