Kolejna odsłona batalii o sprawiedliwy podział zysków.

Jeśli ktoś miał wątpliwości, że platformy streamingowe zmienią swoje postępowanie względem strony artystycznej – którą lubią określać pogardliwie jako content creators – to się grubo mylił. Sam proces ustalania stawek za streamy jest skomplikowany, ale warto się mu przyjrzeć. Co pięć lat serwisy muszą składać propozycję US Copyright Royalty Board (CRB), która potem proceduje i ustala wysokość wypłacanych tantiem. W 2018 organizacje songwriterskie odniosły spory sukces, bo CRB zdecydowało, że tantiemy mają wzrosnąć o 44% między 2018 a 2022. Miało temu służyć zwiększenie procentowego udziału dla osób piszących utwory, z 10,5% do 15,1% w ciągu pięciu lat. Niedługo potem największe platformy zaskarżyły decyzję do sądu, a proces ciągnie się do dzisiaj. Jednocześnie, właśnie zaczyna się procedura dla lat 2023-2027. Według Davida Israelite’a z NMPA (National Music Publishers’ Association), propozycje serwisów streamingowych są najgorsze w historii. Strukturalny udział w zyskach dla osób tworzących jest mniejszy, niż to, co wywalczono kilka lat temu. 

Platformy streamingowe lubią mydlić oczy wzrostami kwot netto wypłacanych stronie artystycznej, ale to szkodliwa manipulacja. Przede wszystkim, same kwoty nie oddają absolutnego rozwarstwienia ekonomicznego, jakie panuje w branży muzycznej: lwią część zysków zgarnia kilka procent najpopularniejszych nazwisk. Uczciwszy podział zysków mógłby być dobrym punktem wyjścia do zasypywania tej przepaści. NMPA ma zresztą już gotową propozycję nowego modelu dla songwriterów i songwriterek: 20% zysków platformy, 40% tego, co dostają wytwórnie, 1,50 $ od subskrypcji, lub 0,0015$ od odtworzenia. Szansę na wprowadzenie którejkolwiek z tych opcji są niewielkie, niemniej organizacje takie, jak NMPA nie zamierzają się poddawać. Środowisko songwriterskie to tylko jedna z osi konfliktu, jaki istnieje między stroną artystyczną a platformami streamingowymi. Ze stawek mogą być zadowoleni tylko ci, którzy mają miliony streamów. Niezależne wytwórnie, artyści i artystki po prostu cierpią, bo obecny model premiuje wyłącznie muzykę popularną. Playlisty zostały zdominowane przez majorsów, którzy opłacają miejsca na nich, cofając nas do czasów, kiedy to kasa decydowała o obecności w radiu (tzw. payola została zresztą zdelegalizowana wiele lat temu). Jeśli możemy wam coś sugerować i wiemy, że powtarzamy to już setny raz: jasne, korzystajcie z wygodnego streamingu. Ale kupujcie płyty zespołów i osób, które darzycie szczególną sympatią, chodźcie na koncerty, jeździjcie na festiwale. W innym wypadku czeka nas bolesny świat, w którym słuchać będzie można tylko tego, co najpopularniejsze. Nie z przymusu, a z braku wyboru, bo ambitniejsze osoby twórcze zajmą się czymś innym, co da im przeżyć. Streaming sprawił, że muzyka średnio należy do tej kategorii.  

WIĘCEJ