Kryptonim Polska, czyli film o miłości narodowca i lewaczki, zapowiada się na koszmar symetryzmu

Ta produkcja śmierdzi na kilometr naprawdę brzydkim cynizmem.

Zacznijmy od tekstu promującego film Kryptonim Polska, ale od razu apelujemy o wzięcie jakiegoś pojemnika, bo może się ulać. Jak frywolnie informuje dystrybutor: to komediowa petarda o miłości narodowca do lewaczki, w której odbijają się absurdy i podziały trapiące nasz kraj. W rolach głównych Maciej Musiałowski i Borys Szyc jako białostoccy narodowcy oraz Antoni Królikowski i wschodząca gwiazda kina – Magdalena Maścianica w rolach lewicowych aktywistów. Przygotujcie się na pełne zwariowanych gagów i komicznych nieporozumień starcie polsko-polskie, które odpowie na pytania, czy miłość jest silniejsza od poglądów politycznych? I czy w dzisiejszych czasach narodowiec może pokochać wojującą lewaczkę? Nadchodzi film wybuchowy jak trotyl i kolorowy jak tęcza!

Uff, od czego tu zacząć? Naprawdę sporo się nazbierało. Zacznijmy od tego, że część fabuły – ta, która rozgrywa się w środowisku narodowców, zresztą z tego miasta jest Staszek, główny bohater – rozgrywa się w Białymstoku. Wiecie, tam, gdzie doszło do jednych z najbardziej bulwersujących, homofobicznych ataków we współczesnej historii Polski. Hasło film wybuchowy jak trotyl i kolorowy jak tęcza również do najszczęśliwszych nie należy, bo tak się składa, że w 2019 pewne małżeństwo rzeczywiście chciało wybuchów na Marszu Równości w Lublinie i po prostu przyniosło bombę. Finał filmu ma mieć miejsce w trakcie największej w historii Parady Równości w Warszawie, co nas mocno niepokoi, biorąc pod uwagę poziom wyczucia, zauważalny w materiałach prasowych. Całość wygląda na chęć zmonetyzowania politycznej polaryzacji, ale z najczarniejszym podbiciem dostępnym człowiekowi. Samo postawienie naprzeciw siebie lewaczki i narodowca zdradza, że autorzy filmu mają słabość do paskudnego symetryzmu, który głosi, że każda skrajność jest zła. Bo to chyba normalne, że naziole i ludzie walczący o prawa człowieka to taki sam problem? Wstrząsający jest też kontekst, w którym ta rzekoma komedia będzie miała swoją premierę. Dosłowni faszyści rządzą naszym krajem i sponsorują innych faszystów, a w zeszłym roku mieliśmy do czynienia z bezprecedensową homofobiczną nagonką z oficjalnej strony. Rośnie agresja wobec środowiska LGBTQ+, a młodzież, która czuje się inna, jest w bardzo złej kondycji psychicznej. I tu wchodzi taki pan Piotr Kumika, współtwórca SNL Polska i reżyser serialu Mamy to! i stwierdza, że warto by było tę koszmarną sytuację obrócić w żart. Niestety, nie będzie to raczej żart dobry, bo dotychczasowy dorobek reżysera Kryptonimu Polska składa się na kompletny bezbek. Paskudna rzecz, raczej do bojkotowania niż hate watchu. Bo z czego jak z czego, ale z nazioli śmiać się nie powinno – powinno się ich piętnować i wyrzucać poza margines społeczeństwa.

WIĘCEJ