Miejski festiwal, jak żaden inny.

Puszczanie wianków na wodzie dawniej było elementem pogańskich tradycji. Kult żywiołów – w tym wypadku wody i ognia – stanowił ważny aspekt obrządków przedchrześcijańskich. Rozpalano ogniska, tańczono, śpiewano, świętowano kolejny zamach koła natury. Kobiety plotły wianki i puszczały je na wodzie, z nadzieją na to, że rośliny podpowiedzą przyszłość. Zmiana pory roku i magiczna kombinacja kwiatów z wodą sprzyjały metafizyce i eksplorowaniu nadprzyrodzonego. Kiedy chrześcijaństwo zasadziło się na naszych ziemiach, najdłuższa noc w roku przybrała nowe szaty, ale pod nimi zachowały się elementy starych ceremoniałów. Już od XV-XVI wieku Wianki powiązano z Janem Chrzcicielem, a czasami także i z zesłaniem Ducha Świętego na apostołów. Kościół próbował skierować myśli na nowe tory, ale lud wiedział swoje i puszczał kwiaty na wodę, z prawdziwymi intencjami wypowiadanymi szeptem. Z czasem ogniska zostały zastąpione przez sztuczne ognie i fajerwerki (w czasach Polski Ludowej wysokie cło na te produkty potrafiło zatrzymać organizację imprezy; w tym roku ze względów ekologicznych i w trosce o zwierzęta fajerwerków nie będzie). Potęga tego symbolicznego gestu, ale też jego estetyczna atrakcyjność, utrzymuje się do dzisiaj, mimo historycznych zawirowań po drodze. W momentach pozbawienia państwowości, Wianki stawały się manifestacją polityczną. W czasach PRL-u nieregularną, ale barwną odskocznią od szarej codzienności. Po przerwie w latach 1982-1992 Wianki wróciły na miejskie łono. Przyciągają turystów i mieszkańców, zwabionych unikalną atmosferą wydarzenia. Jest również coś niebywale atrakcyjnego w tradycji, która przecięła tyle epok i przetrwała tyle różnych historycznych przemian na naszych ziemiach. Wianki były przedchrześcijańskie i chrześcijańskie, niepodległe i pod zaborami, w realiach gospodarki centralnie planowanej i na wolnym rynku. Co świadczy tylko o tym, że ceremoniał w otoczeniu żywiołów i ulotna duchowość, autonomiczna wobec materialnej rzeczywistości, mają swoje miejsce w naszych życiach niezależnie od stanu cywilizacji. Albo to po prostu fajna, darmowa impreza – i każda z tych interpretacji jest w pełni uprawniona!

Po 2000 roku muzyczny skład krakowskich Wianków nie odbiegał znacząco od innych imprez o miejskim charakterze. Na scenie można było usłyszeć Brathanki, Budkę Suflera czy Marylę Rodowicz, nie brakowało również zagranicznych gwiazd: Alphaville, legendy rocka progresywnego Marillion, czy funkowego Jamiroquai. Nie jest to najgorszy zestaw (a pojawianie się prawdziwych pereł estrady w rodzaju Krystyny Prońko to tylko zaleta), ale czym bliżej naszych czasów, tym bardziej potrzebna była zmiana podejścia. Wydaje mi się, że zmiana formatu na „święto muzyki” była bardzo ważnym krokiem w stronę unowocześnienia formatu imprezy przy jednoczesnym skupieniu się na scenie lokalnej – mówi Łukasz Warna-Wiesławski z Krakowskiego Biura Festiwalowego. W tym roku na Wiankach będzie można usłyszeć między innymi Alinę Pash, Kapelę Ze Wsi Warszawa, czy Ifi Ude. Tym razem imprezie przyświeca ludowość i nowe sposoby patrzenia na tradycję. Tegoroczna edycja jest zwrotem w kierunku muzyki ludowej, słowiańskości – z jednej strony czysto estetycznie, reagując na to co dzieje się w muzyce czy w modzie, ale też odpowiada na potrzebę poszukiwania własnej tożsamości. Szczególnie teraz, w obliczu rosyjskiej napaści na Ukrainę okazuje się, że mamy silną potrzebę posiadania swojej odrębnej tożsamości, że Zachód, jakkolwiek nęcący swoimi dobrami i wolnościami osobistymi, nie jest krainą marzeń i podobnie jak my zmaga się z faszystami, ze strukturalnym rasizmem – a bliżej sceny muzycznej – z przytłaczającym wpływem internetowego kapitalizmu na sposoby tworzenia czy poziom życia artystów.  W obliczu walki na headlinerów i bladnących gwiazd, które świecą coraz słabiej w natłoku internetowych treści, zaprezentowanie różnorodnego i wartościowego składu ukraińskiego-polskiego, jest bardzo ważne, może jeszcze ważniejsze niż kiedykolwiek dzisiaj, w trakcie pandemii, w czasie trwającej wojny. 

Wianki tym zwrotem zgrywają się z nasilającymi się tendencjami poszukiwania nowych tożsamości. Patrzymy w przeszłość, odkopujemy pogańskie symbole, zastanawiamy się nad duchowością adekwatną do współczesności, krytycznie inspirujemy się historią ludzi z tych ziem – bardziej z pola, niż ze dworu. Tradycje, szczególnie oglądane świeżym okiem, mogą być jakąś wskazówką. Zanim jednak odpowiemy sobie, gdzie zmierzamy i czego byśmy chcieli, musimy zrozumieć kim jesteśmy – mówi Warna-Wiesławski. Wydaje mi się, że jesteśmy dopiero na początku tej ścieżki. Dzięki nowej literaturze poznajemy swoje pochodzenie i zaczynamy rozumieć dzisiejsze problemy analizując porażki, zachowania i sytuacje, w których się znajdowaliśmy. Muzyka jest tu równie ważna, często jest nośnikiem historii, opowiada nam o życiu naszych przodków – tych najbliższych, nie szlachty, państwa i różnych wyimaginowanych sarmatów, ale naszych prababć i pradziadków. Echa tego słychać w etnomuzykologicznych poszukiwaniach jak i nowoczesnych interpretacjach muzyki ludowej, które są na wskroś współczesne, elektroniczne, awangardowe, tudzież wręcz przeciwnie – wpisują się w popularny idiom. Wianki, jako wydarzenie, darmowe, otwarte, dostępne dla osób z niepełnosprawnościami, odbywające się w różnych miejscach, godzinach i formatach jednocześnie, otwarte na młodzież, seniorów, jest idealnym nośnikiem do rozpoczynania tego typu dyskusji w formie zabawy. To, o czym mówi Łukasz, to często aspekt bardzo pomijany w miejskich imprezach. Jasne, najłatwiej ogarnąć Marylę i zaoferować rozrywkę pozornie dla każdego. Ale wbrew pozorom, ludzie nie są zamknięci na nowe doznania. Lokalne wydarzenia – szczególnie z tak silnie zdefiniowaną otoczką, jak Wianki – mają potencjał na coś więcej, niż tylko spotkanie z inżynierem Mamoniem przy kiełbie. Kraków może być pod tym względem wzorem dla innych miast. Do zobaczenia nad Wisłą!

Więcej informacji znajdziecie na stronie WIANKÓW

WIĘCEJ