„Ważne jest to czy ludzie wiedzą, po co gdzieś przychodzą. Jeżeli ich głównym celem jest potańczenieposłuchanie muzyki, to zwykle przekłada się to na bardzo dobrą atmosferę . Wtedy najczęściej udaje mi się spotkać fajnych ludzi i czuć się częścią wartościowej społeczności, która opiera się na wzajemnym szacunku„.

Mimo młodego wieku Jędrzej „Kovvalsky” Kowalczyk to jeden z najprężniej działających stołecznych DJ-ów. Obecny na scenie już od kilkunastu lat, ze swoimi ulubionymi kawałkami zwiedził całą Polskę i porządny kawałek Europy. Oprócz rozkręcenia imprez pod szyldem Komitetu Obrony Disco, Kovvalsky jest też odpowiedzialny za program klubu Jasna 1.

fot. Piotr Pytel / @osiemdziewiec

Skąd wyniosłeś zainteresowanie muzyką?

 

Ona zawsze była ważna u mnie w domu. Mój Tata zawsze dużo słuchał i w fajny sposób ukształtował mój gust.

 

Czego słuchał?

 

Przede wszystkim dużo jazzu. Jest fanatykiem Milesa Davisa. Ale także sporo klasycznego rocka w stylu Led Zeppelin. Nigdy nie chodziłem do szkoły muzycznej i nie mam formalnego wykształcenia w tej dziedzinie. Jak zacząłem chodzić na imprezy, to naturalnie pomyślałem o tym, że chciałbym się podzielić z innymi moimi odkryciami.

 

Jak wyglądały twoje didżejskie początki?

 

Pierwszą imprezę zagrałem w wieku 16 lat w klubie 55. Jeszcze jak mieścił się w Pałacu Kultury. Jedną z pierwszych poważnych imprez, na której zagrałem, było Sorry, Ghettoblaster w tym samym miejscu. To był pierwszy cykl, na który chodziłem. Musiałem przekupywać ochroniarza, bo byłem niepełnoletni. Strasznie się jarałem tymi balangami.

Powiedziałbyś, że jesteś z DJ-em z zawodu?

 

Zdecydowanie. Od początku gram bardzo dużo. W zasadzie w każdy weekend, dwa albo trzy razy w tygodniu. Od lat się z tego utrzymuję. W tym momencie prowadzę też klub Jasna 1. Jest to absorbujące, bo jestem odpowiedzialny za cały kalendarz, a potrafimy często przez cały weekend mieć czynne wszystkie trzy sceny. Prawie na każdej imprezie mamy gości zza granicy, co przekłada się na mnóstwo pracy mailowej. Mimo wszystko uwielbiam tę robotę. Realizuję się w ten sposób i fajnie się to uzupełnia z graniem.

 

Praca często wymaga pogrzebania swojej pasji na rzecz obowiązków. Muzyka w pewnym momencie staje się narzędziem. Łatwo popaść wtedy w rutynę i korzystać z określonych patentów. Jak utrzymać świeżość?

 

Ja w ogóle nie wstydzę się swojej przeszłości. Zaczynałem od grania w dość komercyjnych klubach. Nigdy nie uciekałem się do puszczania hitów z satelity, ale w stosunku do tego, co się dzieje teraz, grałem raczej komercyjną muzykę. W tej chwili gram to, co chcę, i można mnie usłyszeć w wielu wydaniach. Gram szybko i gram wolno. Disco, electro, house, techno. Jest to dość złożone i mam w czym wybierać.

fot. Piotr Pytel / @osiemdziewiec

W ten sposób unikasz rutyny?

 

Dużo zależy od tego, czy poszukuje się muzyki. Ja nadal jestem od tego uzależniony. Przemycam swoje znaleziska i nie korzystam sztywno z folderów przygotowanych na daną okazję. Każda impreza jest zupełnie czymś innym. Lubię iść na żywioł.

 

Bierzesz udział w akcji „Kto jäg nie my”. Opowiedz o niej więcej.

 

Razem z fotografką DSCLL i projektantem Zulu Kukim zostaliśmy ambasadorami tej akcji. Pokazujemy nasze zajawki, by zachęcić innych do wzięcia udziału w konkursie. Jägermeister poszukuje osób, które robią coś fajnego. Wybrana trójka najciekawszych weźmie udział w profesjonalnej sesji zdjęciowej, w której zwycięscy pokażąnam swoje pasje. Jej efekty będziemy mogli zobaczyć na Facebooku i Instagramie Jägermeistera. [więcej informacji znajdziecie tutaj – red.]

 

Co byś doradził młodym osobom, które chcą żyć z realizowania swoich pasji? Co sam chcesz przekazać, biorąc udział w akcji „Kto jäg nie my”?

 

Odpowiedź na to pytanie zabrzmi trochę trywialnie, ale z perspektywy czasu, a jestem DJ-em już 11 lat, mogę powiedzieć, że najważniejsze jest odpowiedzenie sobie na pytanie, czy naprawdę interesuje nas to, czym się zajmujemy. Nie idźcie na kompromisy, których do końca nie czujecie, podążajcie zawsze za swoim poczuciem estetyki, ale także otaczajcie się ludźmi, od których możecie się zawsze czegoś nauczyć. Zachęcam do wzięcia udziału w „Kto jäg nie my”, bo to dobra szansa, żeby przebić się ze swoją twórczością w czasach, w których jest to naprawdę trudne. Myślę, że to okazja, by poznać właśnie takich ludzi, o których wspomniałem.

 

Prywatnie w jaki sposób konsumujesz muzykę?

 

Kupuję sporo płyt i słucham ich w domu. Często włączam też NTS Radio. Lubię pracować przy ich audycjach. To bardzo wygodne źródło nowych dźwięków.

 

Social media mocno z twojej perspektywy zmieniły scenę klubową w ostatnich latach?

 

W środowisku, w którym ja się poruszam, niespecjalnie. Ale jeśli bierzemy pod uwagę cały świat, to zmieniły bardzo dużo. Przede wszystkim jeśli chodzi o promocję. Sam czyjś wizerunek na platformach społecznościowych jest w stanie w błyskawicznym tempie podbijać stawki do góry. Dużo osób to hejtuje. Mówi się, że ktoś nie zasłużył na takie pieniądze, ma za krótki staż albo nie jest producentem. Ja nie lubię tak podchodzić do tematu. Każde czasy rządzą się swoimi prawami i trzeba się spróbować w nich odnaleźć. Korzystam z social mediów, ale w żadnym momencie nie przysłaniało mi to muzyki.

fot. Piotr Pytel / @osiemdziewiec

W tej chwili bardzo łatwo wejść na scenę i zostać DJ-em. Nie trzeba mieć kolekcji płyt czy sprzętu. Jak to oceniasz?

 

To duże uproszczenie. Oczywiście, teoretycznie łatwo zostać DJ-em. Ale prawdziwe wyzwanie to być dobrym w tym fachu i się utrzymać. Prędzej czy później szydło wyjdzie z worka. W tych postinternetowych czasach, w których nie trzeba czegoś wiedzieć, bo można to w każdej chwili sprawdzić. To pułapka, która rozleniwia. Tak samo jest w DJ-ingu. Ludzie mogą w sekundę ściągnąć, cokolwiek chcą, i przestają się interesować muzyką jako taką, a interesują się byciem DJ-em. Środowisko to weryfikuje. Ja, prowadząc Jasną, podchodzę zawsze indywidualnie do wszystkiego. Grają u nas ci, którzy spontanicznie wypłynęli, oraz ci, którzy są na scenie w zasadzie od zawsze. Np. Jealo, jeden z moich ulubionych selektorów.

Jesteś w stanie wymienić swoje najbardziej euforyczne przeżycie klubowe? Z którejkolwiek strony konsolety.

 

Ciężkie pytanie. Byłem na tylu imprezach i festiwalach, zarówno jako występujący, jak i słuchacz. Łatwiej mi wymienić cechy, które charakteryzują te momenty. Najważniejsza jest atmosfera, którą czuć od pierwszej sekundy – czy odnajduję się tu, czy nie.

 

Jakie składniki tworzą te mityczną atmosferę?

 

Ważne jest to czy ludzie wiedzą, po co gdzieś przychodzą. Jeżeli ich głównym celem jest potańczenie i posłuchanie muzyki, to zwykle przekłada się to na bardzo dobrą atmosferę . Wtedy najczęściej udaje mi się spotkać fajnych ludzi i czuć się częścią wartościowej społeczności, która opiera się na wzajemnym szacunku.

fot. Piotr Pytel / @osiemdziewiec
WIĘCEJ