To słabo rozpoznane w Polsce zjawisko wymaga szybkiej diagnozy i leczenia. Z rozmów z naszymi bohaterkami wynika, że wciąż mamy w tej kwestii wiele do zrobienia.

Na ADHD cierpi 2–5 procent populacji osób dorosłych, niestety, w Polsce prawie nikt ich nie diagnozuje i nie leczy. Pokutuje szkodliwy mit, że to choroba biegającego po szkolnym korytarzu chłopca, który nie może wysiedzieć na miejscu. Co dzieje się z dziewczynkami, które wchodzą w dorosłość niezdiagnozowane? Na to pytanie odpowiadają Chloe Martini, Fryderyka Wicherkiewicz i Sonia Kieryluk.

Od profesora Jarosława Jóźwiaka z warszawskiego Centrum Terapii Kobiety i Dziecka ALMA dowiadujemy się, że ADHD jest zespołem nadpobudliwości psychoruchowej o podłożu genetycznym ze stopniem dziedziczności w okolicy 70 procent. Jest to również choroba dziecięca, w tym sensie, że powinna być diagnozowana, rozpoznana i leczona w dzieciństwie. Dlaczego to takie ważne? Ponieważ każda osoba, u której nie rozpoznano i nie leczono ADHD w dzieciństwie, będzie miała depresję i lęki w dorosłości. Potwierdzają to moje rozmówczynie.

Zostałam zdiagnozowana mniej więcej półtora roku temu. Od roku byłam w terapii i leczyłam się na depresję, ogólnie leczę się również farmakologicznie ostatnie 10 lat z przerwami. Zupełnie przez przypadek przeczytałam gdzieś o ADHD i coś mnie tknęło. Zaczęłam bardzo intensywnie szukać informacji na ten temat i miałam taki moment olśnienia, że to jest to – mówi make-up artist Sonia Kieryluk.

U 21-letniej Fryderyki Wicherkiwicz, modelki i studentki psychologii, psychiatra zdiagnozował ADHD dopiero na początku tego roku: wcześniej przechodziłam przez różne diagnozy, podejrzewano u mnie nerwicę natręctw i borderline. Tak właściwie przez bardzo długi czas byłam leczona w ogóle nie na ADHD, to było strasznie hardcorowe. Przez pół roku brałam SSRI*, bo miałam podejrzenie depresji i nerwicy. W sumie przyjmowałam dwa różne leki i żaden z nich nie poprawił mojego stanu, tylko zrobiły ze mnie warzywo.

Niestety, ten scenariusz się powtarza, w szczególności w Polsce, gdzie odsetek zdiagnozowanych dorosłych z ADHD jest minimalny. Leczenie depresji lub lęków u takiej osoby rzadko kiedy jest skuteczne, ponieważ przyczyna (ADHD) chorób współistniejących nie została wyeliminowana. By dobrze zobrazować tę sytuację psychiatra Jarosław Jóźwiak posługuje się następującym porównaniem: to tak jakby wpadł mi kamień do buta, a ja dalej bym z tym kamieniem szedł, aż rozbolałaby mnie noga, po czym zamiast wyjąć kamień, wziąłbym lek przeciwbólowy. To nie ma sensu.

Do częstszego rozpoznania ADHD może prowadzić większa świadomość na temat charakterystyki tego zaburzenia. Mało kto wie, że wyróżnia się trzy typy, które cechują różne objawy. Pierwszy z nich charakteryzuje hiperaktywność i impulsywność. To właśnie ten kojarzy większość Polaków, lecz ich świadomość przeważnie kończy się na etapie: wiem, że dziecko biega, skacze, nie może ustać lub usiedzieć w miejscu, musi się ruszać, uprawiać dużo sportów. To również typ, który najczęściej rozpoznawany jest u chłopców. W drugim podtypie, częściej diagnozowanym u dziewczynek, dominującym problemem jest trudność z koncentracją uwagi, odpływają, zamyślając się – mówi prof. Jóźwiak. Takie dziewczynki często są spokojne, mówią ciszej, nie mają energii do tego, żeby biegać czy skakać. Po przyjściu do domu raczej pójdą odpocząć lub usiądą do komputera czy książki. ADHD potrafi manifestować się zupełnie odwrotnie do tego, jak ludzie je sobie wyobrażają. Osoby, które mają to zaburzenie, a w szczególności drugi rodzaj, bardzo dużo i długo śpią. Ten podtyp to znane nam ADD – Attention Deficit Disorder, chociaż jak zwraca uwagę Chloe: dziś już nie za bardzo używa się tego terminu. Trzecim rodzajem jest typ mieszany, który został relatywnie niedawno wyróżniony, takie osoby mają jednocześnie zaburzenia koncentracji i są nadaktywne.

Skąd w takim razie bierze się ta różnica w diagnozowaniu dziewczynek i chłopców? Prof. J. Jóźwiak: niech pani pomyśli, mamy w szkole chłopca, który non stop przeszkadza w prowadzeniu lekcji. Wstaje, zaczepia, rzuca karteczkami do kolegów i tak dalej, więc nauczyciel lub nauczycielka dostają białej gorączki i wysyłają go do pedagoga szkolnego. Ten zgłasza to rodzicom z sugestią wizyty u psychologa lub psychiatry. A czy ktoś zwróci uwagę na dziewczynkę, która siedzi w ostatniej ławce i bazgrze w zeszycie?

Chloe Martini, 28-letnia producentka muzyczna, która dostała diagnozę zaledwie kilka miesięcy temu mówi tak: społeczeństwo wyobraża sobie, że ADHD to nadpobudliwi ruchowo chłopcy, którzy dużo gadają i skaczą po drzewach. Zapomina się o tym, że dziewczynki też mogą mieć ADHD, co zapewne wynika też z założenia kulturowego, bo chłopcom częściej niż dziewczynkom pozwala się na bycie sobą. Dziewczynkom wielu rzeczy się zabrania, bo nie wypada, co nie znaczy, że tych problemów nie mają, po prostu lepiej je ukrywają.

U dziewczynek najczęściej diagnozuje się nie ten nadpobudliwy typ, tylko ten związany z brakiem skupienia. Mówi się, że potrafią się rozkojarzyć, rozmarzyć, błądzą myślami. Ciężko po nich poznać, że coś jest nie tak, często są posłuszne, z zewnątrz wszystko jest okej, nie sprawiają problemów. Dziewczynkom chyba łatwiej jest maskować te objawy niż chłopcom. Niestety, później w życiu dorosłym to niezdiagnozowanie wychodzi w pracy, życiu towarzyskim.

Potwierdza to Sonia: jako dziecko miałam ogromne trudności ze skupieniem. Nigdy nie byłam nadpobudliwa, u mnie wszystko zawsze działo się w głowie. Moi rodzice z zawodu zajmują się renowacją mebli, dlatego nasz dom zawsze pełen był rozmaitych antyków, jak pałacyk. Mamy tam między innymi z 15 starych zegarów ściennych, które cykają. To może być klimatyczne, gdy siedzisz z herbatą przy kominku, ale dla mnie to była udręka. Nie potrafiłam nawet przeczytać strony i czegoś z niej wywnioskować, a co dopiero nauczyć się do kartkówki z matematyki, która mnie w ogóle nie interesowała. Dobre wyniki w nauce bardzo dużo mnie kosztowały. Podczas gdy moje koleżanki potrafiły uczyć się łacińskich nazw kości na biologię z odpalonym w tle radiem lub telewizorem, ja potrzebowałam kompletnej ciszy. Zajmowało mi to też o wiele więcej czasu, czyli na przykład kilka wieczorów i zarwanych w nocy, zamiast jednego popołudnia. Jak można kurwa zarywać noce w wieku 12 lat, żeby się czegoś nauczyć i zadowolić wszystkich dookoła? Z perspektywy czasu uważam że to było okrucieństwo wobec mnie. Dziś wiem, że to był masking, czyli dopasowywanie się do neurotypowych osób, ale wtedy nie miałam o tym pojęcia.

Fryderyka mówi: Teraz już wiem, że u dziewczynek ADHD objawia się kompletnie inaczej i patrząc na swoją historię, było to bardzo oczywiste, że ja to ADHD miałam. Na przykład kiedyś zostałam zaproszona na rozmowę z nauczycielką, ponieważ byłam zbyt hop do przodu i nie powinnam była się tak wyrywać z odpowiedziami na pytania. Mówili mi, że za bardzo się wtrącam, wymądrzam. Jednocześnie byłam jednym z bardziej uzdolnionych dzieci, zawsze miałam szóstki i piątki, dlatego ADHD nie było w ogóle nawet brane pod uwagę, raczej mówiono, że jestem wybitnym dzieckiem które nie umie siedzieć cicho. Chodziłam na różne zajęcia – Uniwersytet Dziecięcy, Akademię Młodego Ekonomisty. Grałam na pianinie, śpiewałam, grałam aktorsko, przez bardzo długi czas tańczyłam – chciałam spróbować wszystkiego, dlatego  też nigdy nie podejrzewali u mnie ADHD.

Doświadczeniom Fryderyki przytakuje prof. Jóźwiak: wysoka inteligencja znacząco utrudnia rozpoznanie ADHD – i to pojawia się we wszystkich badaniach. Takie osoby nie potrzebują w skupieniu czytać jakiegoś tekstu lub długo się uczyć, oni w lot łapią najważniejsze informacje i to im wystarczy. Wielu z moich pacjentów zapytanych o to, jak uczyli się w dzieciństwie, mówią, że przez całą podstawówkę mieli świadectwo z czerwonym paskiem. Z czasem wyciszają się objawy ruchowe i mają coraz mniejsze znaczenie, natomiast pogłębiają się problemy z koncentracją. Im jesteśmy starsi, tym trudniej jest nam to sobie kompensować. Oczywiście bywają różne przypadki i nigdy nie ma pewności, co się wydarzy, ale zasadniczo taka jest tendencja. Także o ile w podstawówce człowiek jest jeszcze w stanie skupić się na pytaniu i, mimo że odpowiada szybko czy nieprecyzyjnie, to dość dobrze sobie radzi, to w liceum, czy na studiach zaczyna być coraz trudniej. Jest też więcej takich przedmiotów, które wymagają wkuwania na blachę, a do tego potrzebna jest niestety koncentracja, sama inteligencja nie wystarczy.

Pytam więc prof. Jóźwiaka: czy z ADHD można wyrosnąć? Na to pytanie nie ma do końca odpowiedzi. Pierwsza hipoteza mówi, że u około 40 procent osób ADHD zanika z wiekiem, czyli potocznie mówiąc: wyrasta się z niego. Osoby przestają mieć objawy, mniej więcej wchodząc w dorosłość i rzeczywiście badania to potwierdzają. Jest te 40 procent pacjentów, u których widać, że mózg w dzieciństwie funkcjonuje inaczej niż u rówieśników, a potem zaczyna funkcjonować tak samo. Pozostałe 60 procent choruje całe życie – to jest pierwsza hipoteza. Druga mówi, że ADHD ma się całe życie, po prostu u części pacjentów objawy ruchowe są coraz słabsze, a problemy z koncentracją nie są tak silne, więc tego ADHD tak nie widać. Nie zostało jeszcze ustalone, która hipoteza jest słuszna. Być może część pacjentów z ADHD wyrasta, większość  jednak na pewno ma je do końca życia. Niezdiagnozowani pacjenci cały czas czują, że coś jest nie tak i podświadomie szukają odpowiedzi, dlatego też często nadużywają substancji psychoaktywnych, bo chcą, to coś w sobie zmienić, wygłuszyć.

Sonia: z perspektywy czasu te puzzle ułożyły się w całość. Właściwie większość mojego życia miałam do siebie pretensje, że nie umiem w ludzi i życie. Zawsze też się zastanawiałam, czy wszyscy tak mają. Dopiero później dowiedziałam się, że to ADHD.

Chloe: kiedy czytałam różne naukowe lub ogólnikowe publikacje na temat ADHD, nie byłam przekonana, że mnie dotyczą. Zobaczyłam siebie dopiero w filmiku takiego psychiatry, dr K (Alok Kanojia), który działa w społeczności gamerów i co jakiś czas robi wywiady z różnymi ludźmi, gamerami właśnie, którzy mają rozmaite problemy z podłoża zdrowia psychicznego. I to po obejrzeniu wywiadu z takim jednym chłopakiem, który świetnie według mnie wytłumaczył ADHD, coś kliknęło i się popłakałam. Tłumaczył, że w jego mózgu zawsze jest kilka włączonych kanałów telewizyjnych w tym samym momencie i wszystkie z nich walczą o jego atencję, przez co ciężko jest mu skupić się na tu i teraz. W moim przypadku też mniej więcej tak to wygląda, gdy wzięłam leki, to właściwie po raz pierwszy w życiu byłam w stanie się skupić i jednocześnie czułam, że mój mózg nie goni już za czymś i jest spokojniejszy. Nie mam czegoś, co ciągle próbowałoby mnie odciągnąć od skupienia się na zwyczajnej konwersacji ze znajomymi. To był dla mnie moment „wow”. Ktoś też kiedyś nazwał ADHD, że to tak jakby mieć za mózg silnik Ferrari z hamulcami od roweru.

Dopiero w trakcie diagnozy zdałam sobie sprawę, że to było coś, z czym borykałam się od dziecka, ale nie zdawałam sobie sprawy, że dużo z moich problemów może mieć podłoże inne niż osobowościowe. Pierwszy raz zaczęłam podejrzewać, że mogę mieć ADHD podczas dorywczej pracy na barze. Nagminnie myliłam zamówienia i zauważyłam, że nikt z moich znajomych, którzy pracowali ze mną, nie miał tego problemu, a przynajmniej nie do tego stopnia, co ja. Wtedy dotarło do mnie, że faktycznie coś musi być na rzeczy.

Prof. Jóźwiak podkreśla, że w Polsce prawie nikt nie diagnozuje i nie leczy ADHD u dorosłych: dlatego apeluję, by się diagnozować, jeżeli ktoś podejrzewa, że może to ADHD mieć. Często słyszę od pacjentów, że leczenie to jedno, ale samo stwierdzenie choroby miało dla nich ogromne znaczenie. Nagle okazuje się, że wcale nie są leniwi, że to nie ich wina, kiedy nie mogą wstać rano z łóżka mimo 40 budzików. Dowiadują się, że to wcale nie jest kwestia charakteru, to po prostu ADHD. Czują się, jakby odzyskali życie.

Pytam Sonię, co dała jej diagnoza. Płacz ulgi. To była najlepsza rzecz, jaka mnie kiedykolwiek spotkała. Jakby ktoś zdjął z moich barków tonę ciężaru. Poczułam ogromną ulgę, że ktoś mi przyznał rację, że nie jestem wariatką. Okazało się też, że nie mam depresji. Zawsze czułam, że to jest coś obok, ale jednocześnie bałam się przestać brać antydepresanty. Miałam wrażenie, że jak przestanę brać leki, to nie poradzę sobie ze sobą. Rozmowy o odstawianiu przyprawiały mnie o ataki paniki. Leki pomagały mi się trochę wyciszyć, uspokoić emocje, ale wiedziałam w głębi duszy, że to nie do końca jest to. Antydepresanty przestałam brać niedawno i obecnie jestem na lekach na ADHD. Już po tygodniu na nich czułam zmianę, nie mogłam uwierzyć, że ludzie mają tak normalnie. Potrafią się skupić, myśleć o jednej rzeczy na raz i dokończyć zadanie. Nie mają ciągle piłeczek ping-pongowych w głowie, nie muszą spać do 16.

Ulgę poczuła również Fryderyka. Odetchnęłam. Dużo pojedynczych puzzli złożyło się w spójną całość, zrozumiałam lepiej siebie. Na przykład moje częste wybuchy złości zaczęły mieć sens, podłoże. Mnie potrafi striggerować nieudana notatka w zeszycie. Napiszę coś brzydko i wprowadza mnie to w szał, złość, mam wybuch histerii. Jestem załamana, czuję się porażką.  Teraz, już po roku terapii i w trakcie studiów psychologii, jest mi dużo łatwiej spojrzeć na wiele z tych myśli z boku. Jako osoba postronna, a nie osoba która jest tymi myślami. Potrafię je lepiej przefiltrować, skupić się na tym co jest mną, a co jest zaburzeniem, chorobą. Jest mi łatwiej skupić się na tym, którą myśl dalej kontynuować, a którą spróbować od siebie odsunąć, wyciszyć. Gdy wzięłam leki, to był jeden z lepszych dni w moim życiu, po raz pierwszy mogłam usiedzieć w miejscu, miałam klarowność w głowie. Nagle, potrafiłam skupić się na jednej myśli, a nie tak jak wcześniej miliard na raz – to było naprawdę wspaniałe.

Chloe: Przede wszystkim lepiej rozumiem ADHD i wiem mniej więcej, jak sobie z nim radzić. Jestem bardziej świadoma moich impulsów, wiem z czego one się biorą i łatwiej jest mi się zatrzymać, odizolować je, bo zdaje sobie sprawę, że są jest wynikiem głodu dopaminy. Leki też bardzo w tym pomagają, dzięki nim mózg jest stymulowany (leki na ADHD to właśnie stymulanty) i dostaje więcej dopaminy i noradrenaliny, więc nie musimy szukać już tej stymulacji w świecie zewnętrznym. Widzę po sobie ogromną różnicę. Oczywiście i tak trzeba samemu pracować nad motywacją, bo leki tego za mnie nie załatwią, nie sprawią, że ułożą za mnie harmonogramu i nie usiądą za mnie przed komputerem do pracy. To muszę sama wypracować, ale zdecydowanie dzięki lekom łatwiej jest mi się skupić, kiedy już zacznę wykonywać jakąś czynność, bo rzadziej się rozpraszam.

Przygotowując się do tekstu, znalazłam mema o ADHD, który mówi, że osoby mają problem z rutyną, ale jednocześnie także problem z jej brakiem. Jak to jest funkcjonować na co dzień z ADHD? Co osobom z ADHD sprawia największą trudność? Chloe: Oj tak, ten mem dokładnie oddaje moje doświadczenie. To właśnie jest ironia tej choroby – z jednej strony ciężko jest trzymać się rutyny, mózg osoby z ADHD nie lubi zasad, nie chce się ich trzymać, ale z drugiej strony, potrzebujemy reguł, które będą trzymały nas w ryzach, żeby jakkolwiek funkcjonować. Aczkolwiek to już jest praca osoby z ADHD. Jestem po diagnozie u psychiatry, przyjmuję leki, ale myślę, że dodatkowo potrzebna jest psychoterapia albo ADHD coaching, którego w Polsce za bardzo nie mamy, podczas gdy w Stanach jest to bardzo popularny temat. Wiele osób chodzi do właśnie takich coachów, którzy uczą ich w jaki sposób sobie pomagać w życiu, jak się motywować. Także myślę, że da się trzymać pewnych zasad, ale trzeba również dać mózgowi jakąś stymulację, pewien rodzaj nagrody lub starać się robić coś stopniowo, małymi kroczkami, wtedy łatwiej jest się w ogóle zabrać za coś kiedy nasz mózg nie czuje, ze sobie nie poradzi albo kiedy czeka go jakaś nagroda po wykonaniu zadania. Są też takie memy – wstaję rano, idę do kuchni zrobić kawę, ale po drodze zauważam, że łóżko jest nieposłane, dlatego zajmuje się tym, a wokół łóżka leżą rozrzucone ubrania, to je pozbieram i zrobię pranie, po czym okazuje się, że minęła godzina, a ja nie pamiętam po co poszłam do kuchni. ADHD po prostu bardzo utrudnia codzienne funkcjonowanie, dlatego jeszcze raz wracam do listy prostych reguł i zasad. Muszę mieć plan dnia, bo inaczej zapomniałabym, co mam zrobić, zapisuję chociaż te najważniejsze punkty, wracam do tej listy i przypominam sobie, na czym powinnam się skupić, co jest priorytetem danego dnia. Trzeba po prostu bardzo dużo pracować nad samokontrolą, co nie jest łatwe, bo nasz mózg chce ciągłej stymulacji nawet głupimi rzeczami. Dlatego łatwo też wciągnąć się w siedzenie w telefonie – notyfikacje dodatkowo to ułatwiają. Myślę, że mózg ADHD jest bardziej podatny na te wszystkie powiadomienia, niż mózg osoby neurotypowej.

Mam wrażenie że dużo moich znajomych z ADHD ma problem z regularnym wysypianiem się i takim trzymaniem się rutyny i zasad. Ciągle o czymś zapominamy, choć próbujemy ogarnąć wiele rzeczy jednocześnie tak jak inni ludzie ale najzwyczajniej nam to w ogóle nie wychodzi i mamy wielkie poczucie winy i właśnie wtedy wychodzi to ADHD.

Fryderyka: od trzech lat prowadzę planer, żeby jakkolwiek wprowadzić w życie rutynę. To jest zawsze dokładnie taki sam planer, tej samej firmy. Ostatnio próbowałam go zmienić, co spowodowało u mnie lekkie załamanie nerwowe. Mimo wszystko, zmiany nie są takie łatwe. Bardzo pomaga mi robienie kolorowych notatek, kiedy patrzę na ten planer i jest ładny, to chce mi się go prowadzić, to mnie po prostu motywuje. Czerpię bardzo dużą przyjemność z ogarniania rzeczy. Czuje się wtedy ze sobą dobrze i to mi daje kopa. Oprócz ADHD mam zespół lęku uogólnionego, co w praktyce znaczy, że niesamowicie stresuje mnie wszystko, co niejasne, nieoczywiste, niedopięte na ostatni guzik. Dlatego też prowadzę ten planer, pomaga mi ogarnianiu pracy, studiów, swojego życia, samej siebie i swojej głowy. Wbrew pozorom mam dużo spokoju, mimo tego, że czasami bywam przebodźcowana.

Rozplanowuję sobie wszystko do tego stopnia, że mam też czas na prokrastynację. Dzięki temu nie czuję się bardzo winna, jak czegoś nie robię. Niczego nigdy nie zostawiam na ostatnią chwilę. Jeżeli mam do napisania pracę na za 2 tygodnie, to zaczynam ją pisać odpowiednio wcześnie, żeby móc przerwać i wrócić do tego później. Muszę mieć czas na odpoczynek, jeśli na przykład jestem przebodźcowana.

Sonia: Czas i pamięć, to właśnie z nimi przede wszystkim mam problem. Czas to dla mnie w ogóle jakaś niezrozumiała idea i marzę, że kiedyś to się zmieni. Wytatuowałabym sobie ten czas na czole, rękach, nogach i nosie, żeby tylko pamiętać, że upływa. Nie umiem ująć czasu. W pracy jestem na czas, tylko dlatego, że mam na nią hyperfocus, prywatnie 40 min spóźnienia to klasyk. Jeśli się nie spóźniam, to znaczy, że byłam gdzieś obok lub coś jest bardzo nie tak. Przez to zerwałam kontakt z wieloma osobami, bliższymi i dalszymi, właśnie dlatego, że nie rozumieją i nie chcą zrozumieć moich zmagań. Mają pretensje że nie pamiętam o urodzinach, spotkaniach, ich problemach.

Książki to kolejna rzecz, z którą mam problem. Kiedyś jeszcze potrafiłam się skupić, gdy coś mnie naprawdę zainteresowało, ale od długiego czasu w ogóle nie czytam. To mój cel z lekarzem, obiecał mi, że będę mogła przeczytać książkę od A do Z. Moi przyjaciele na przykład radzą mi, żeby przeczytać poradnik na temat zarządzania czasem. Nie rozumieją, że dla mnie to jest niewykonalne.

Moje bohaterki pracują w zawodach kreatywnych, jak ADHD wpływa na ich aktywność zawodową? Chloe:  z jednej strony to, że nie mam określonych godzin pracy każdego dnia jest dobre. Z drugiej pewne reguły są potrzebne, bo inaczej łatwo popaść w totalną prokrastynację i lenistwo. Chociażby ułożenie sobie kalendarza i wyznaczenie małych celów, bo bez żadnego harmonogramu może być źle. Kolejna rzecz, to tak zwany hyperfocus, który polega na tym, że mózg potrafi być kompletnie pochłonięty daną czynnością pod warunkiem, że bardzo ona nas interesuje. Wtedy nawet nie pójdę nic zjeść, nie pójdę siku, nawet jeżeli mi się chce, bo jestem „in the zone” i nie mogę zostać od tej czynności oderwana. Oczywiście brzmi to jak coś pozytywnego, ale trzeba uważać i pamiętać w przypływie hyperfocusa o robieniu przerw, żeby móc coś zjeść czy pójść spać i się zregenerować.

Fryderyka: moja praca jest super, jestem modelką i to dostarcza mi mnóstwo prostych wrażeń, co w jakiś sposób karmi mój organizm. Nigdy się nie nudzę. Problem pojawia się, gdy dochodzi do przebodźcowania. Wróciłam do Polski na początku października po tygodniu spędzonym w Mediolanie na Fashion Weeku i tygodniu spędzonym w Paryżu na Fashion Weeku. Tam akurat było nadmierna ilość bodźców znacznie utrudniała mi funkcjonowanie. Nie miałam ani chwili dla siebie. W Paryżu mieszkałam z trzema innymi dziewczynami, a w Mediolanie z jedną, ale mimo wszystko cały czas spędzałyśmy razem. To było naprawdę ciężkie, wróciłam z tego wyjazdu i mówiłam mojej terapeutce, że jestem kompletnie wyprana. Zupełnie nie mam siły, chce mi się cały czas spać, nie mam w ogóle motywacji do czegokolwiek, bo tego było zwyczajnie za dużo w ciągu dwóch tygodni.

Zanim pracowałam jako modelka, byłam w ekspedientką w Muji przez 2 lata i to była dla mnie o wiele cięższa praca. Musiałam stać w sklepie przez jakieś 10 godzin, z wyjątkiem 30 minutowej przerwy, i nie mogłam nawet spojrzeć na telefon. Tak mi się nudziło, że od razu chciałam coś kupić. Największą trudność sprawiało mi wtedy wyjście z pracy bez kupowania czegoś nowego. Wydawanie pieniędzy i nadmierny konsumpcjonizm, to mój kolejny problem, zwłaszcza przy tych wszystkich reklamach w Internecie. Podczas pandemii nie miałam, co ze sobą zrobić, jeszcze nie wiedziałam wtedy, że mam ADHD i wkręciłam się w TikToka. Chciałam mieć i robić wszystko, co tam oglądałam. Ile ja hobby zaczęłam, bo się szybko do czegoś zapaliłam i teraz różne graty leżą u mnie w pokoju nieużywane. Szydełkuję, ale robię to bardzo rzadko, a rzeczy potrzebnych do szydełkowania mam pełno. Mam glinę, przedmioty do malowania, mnóstwo kryształów i różnych takich pierdół. One kompletnie nie są mi potrzebne, ale wyglądają ładnie, dlatego mnie przyciągnęły. Niestety, zainteresowanie szybko minęło.

Pytałaś się mnie o studia i modeling. Jak dla mnie, to najlepsze połączenie. Po pierwsze na psychologii na UW nie mamy wcale tak dużo zajęć, dzięki czemu ilość materiału mnie nie przytłacza. Za to muszę regularnie się do nich spiąć. Modeling pozwala mi zarabiać, ale jednocześnie nie mam wymogu chodzenia codziennie do biura. Tam na pewno bym nie wytrzymała, pracując 8 godzin dziennie od poniedziałku do piątku. Gdy mam raz na jakiś czas zrobić sesję, dobrze się na niej bawię, poznaję ludzi i naprawdę komfortowo się tam czuję. Są też momenty, w których mam wolne i nie muszę się przejmować niczym oprócz studiów.

Sonia: Na szczęście mam hyperfocus na to, co robię. Gdyby nie to, skończyłabym, jak większość osób z ADHD, czyli miałabym trudności z utrzymaniem pracy przez notoryczne spóźnianie się, zawalanie podstawowych zadań. Nie wyobrażam sobie pracy przy biurku od 9 do 17. To jakieś błogosławieństwo, że przez przypadek wybrałam sobie taką pracę, która mnie pochłania. Oczywiście ma to też swoje minusy, jak jestem na czymś bardzo skupiona, to zapominam pić, jeść i sikać. Czytałam mnóstwo historii w Internecie osób z ADHD, które nie trafiły na swoje powołanie w życiu i robią coś, co ich nie interesuje, przez co są potwornie nieszczęśliwi albo źle się to dla nich kończy. Ciągle czegoś szukają i te frustracje prowadzą do licznych zmian zawodu.

Moja praca polega  na kontakcie z człowiekiem, więc jest mi źle, gdy przez długi czas z nikim nie przebywam, ale żeby rzeczywiście odpocząć, odetchnąć, muszę pobyć sama. W ten sposób moja głowa ma szansę odparować. To jest kolejna rzecz, my, osoby z ADHD często słyszymy głośniej, widzimy i czujemy mocniej. Podam ci przykład, jak jest za dużo aut na ulicy lub widzę tłum, to się wyłączam. Wchodzę w tryb „nie dotykaj mnie, nie mów do mnie”. Miewam ataki paniki, więc wiem, że tuż przed trochę się odjeżdża jak w filmach, tak jakby out of body experience.

Jak jestem przebodźcowana, to staram się po prostu oddzielić od rzeczywistości. To może być nawet kwestia muzyki, której nie lubię lub zapachu i przez to od razu mam bardzo zły humor. To może brzmieć, jak najgłupsza rzecz na świecie, że tego typu prozaiczne rzeczy, tak bardzo na mnie wpływają, ale tak jest i tego nie zmienię.

O wyzwania codzienności i radzenie sobie z ADHD, pytam się również prof. Jóźwiaka: Osoba z ADHD potrafi się skupić, ale objawia się to właśnie w hyperfocusie na tym, na czym mu zależy. Gdy pytam pacjentów, czy mają problemy z planowaniem i organizowaniem czasu, to wielu odpowiada, że w pracy zupełnie nie. Potrafią zarządzać dużymi firmami, w których wszystko jest poukładane, ale w życiu prywatnym mają kompletny bałagan, nic nie jest uporządkowane. Nie są w stanie zabrać się do najprostszych rzeczy. Tak więc wszystko zależy od tego, co kogo interesuje i w jakim zakresie. W ogóle organizacja czasu to jedna z kolejnych charakterystycznych problemów osób z ADHD, ponieważ nie czują one czasu. Nie potrafią zaplanować, że teraz będziemy rozmawiać godzinę, skończymy, mają jeszcze coś do zrobienia, co zajmie im 30 minut, dojazd z pracy tyle i tyle, więc wrócą do domu o danej porze. Bez odpowiedniego leczenia nie da się tego zmienić. Proszę pamiętać, że ADHD to choroba.

No właśnie, a jak przebiega leczenie ADHD? I czy w ogóle da się je wyleczyć? Nie da się wyleczyć ADHD, można je tylko zaleczyć. Przede wszystkim leczenie ADHD musi być kompleksowe, nie wystarczą tu tylko leki albo sama terapia. Leczenie musi obejmować obydwa te elementy, czyli psychoterapię lub psychoedukację pod kątem ADHD, nie psychoterapię ogólną w połączeniu z lekami. Wszystkie badania pokazują, że te dwa elementy są niezbędne do tego, by człowiek z ADHD dobrze funkcjonował. Leki na ADHD to pochodne amfetaminy. Wiem, że to brzmi strasznie, ale są one bardzo dobrze przetestowane i w pełni bezpieczne, nie ma się tu czego obawiać. Od przyszłego roku do Polski wchodzi również amfetamina z czego, jako lekarze, jesteśmy bardzo zadowoleni. Te leki zostały naprawdę dokładnie przebadane przez ostatnie kilkadziesiąt lat i nie ma żadnego powodu, by osoby z ADHD ich nie przyjmowały. Niestety, nie raz słyszałem od pacjentów, że przy realizacji recepty spotkali się w aptekach z rozmaitymi komentarzami ze strony techników farmaceutycznych. Na przykład: „Czy pani wie, że to narkotyk? Proszę pana, my narkotyków nie sprzedajemy!”

Słowa prof. Jóźwiaka potwierdza doświadczenie Fryderyki: Zanim trafiłam na odpowiedniego psychiatrę, dwa razy spotkałam się ze stwierdzeniem, że nie dostanę leków na ADHD, bo to narkotyki.

Do czego w takim razie prowadzi nieleczone ADHD? Prof. Jóźwiak: Jak wszystko w medycynie, to również są kwestie bardzo indywidualne, ale w rodzinie, którą leczę, jest 7-letni chłopiec, który już na tym etapie ma myśli samobójcze, wynikające właśnie z ADHD. On jest tym klasycznym typem hiperaktywnym. Tu potrąci wazon, tam przewróci niechcący siostrę, tego zapomniał, tamtego nie dokończył, komuś przypadkiem krzywdę zrobił i już w wieku 7 lat ma po prostu wszystkiego dość, dlatego po raz kolejny podkreślam: ADHD trzeba leczyć. Inaczej prowadzi do depresji i lęków. Można mieć i to, i to lub tylko depresję albo tylko lęki.

ADHD to choroba, która bardzo wpływa na funkcjonowanie człowieka, dlatego absolutnie, że nie powinniśmy jej zbywać, mówiąc: on/ona tak ma. Wyrośnie z tego albo nie, nie wiemy, ale nieleczone ADHD prędzej czy później tę osobę złapie. Taka osoba może sobie zrobić krzywdę albo wpłynie to na jej decyzje życiowe. Nieleczone ADHD obniża również samoocenę pacjentów, boją się wyzwań, więc podejmują bezpieczniejsze dla nich decyzje, ale przez to się nie rozwijają. Wolą się wycofać niż ryzykować porażkę. Zawsze tłumaczę to pacjentom w następujący sposób: mając ADHD, idą przez życie z plecakiem, do którego dokładają przy każdym kolejnym negatywnym zdarzeniu. To może być: „zapomniałem nauczyć się na klasówkę” lub „przenosząc równanie z prawej strony na lewą, nie zmieniłem znaku i obniżyli mi ocenę” albo „znów zapomniałam zeszytu do szkoły i dostałem jedynkę”. Pacjenci z ADHD nawet nie wiedzą, że w ciągu dnia wielokrotnie zbierają te negatywne emocje i wrzucają do swojego plecaka jak kamyki. Nie da się tak żyć i w końcu przychodzi dzień, że plecak robi się za ciężki, by go podnieść.

Pytam o proces diagnozy u osoby dorosłej. Niestety w Polsce pacjenci bardzo boją się psychiatrów, więc jeśli już osoba idzie do jakiegokolwiek specjalisty, to jest nim psycholog. Pamiętajmy, że jedyną osobą uprawnioną do rozpoznawania chorób u człowieka, jest lekarz. Jeśli boli mnie brzuch, złamała mi się noga lub mam problemy z emocjami, to idę do lekarza. W przypadku jakiegokolwiek zaburzenia psychicznego, depresji, lęków czy właśnie ADHD, jest to psychiatra. On podejmuje decyzję na temat leczenia – przepisuje leki, kieruje na terapię. Tak że w pierwszym kroku osoba, która przypuszcza, że może mieć ADHD lub ADD idzie do psychiatry, który robi obszerny wywiad. Jeśli według lekarza istnieje duże ryzyko, że pacjent ma ADHD, to wykonuje się  międzynarodowy test DIVA. Nasza poradnia mocno specjalizuje się w diagnozowaniu ADHD, więc mamy kilkoro psychologów, którzy robią te testy na miejscu. Jeżeli DIVA potwierdzi rozpoznanie psychiatry, to dopiero w tym momencie mamy diagnozę. W skrócie: lekarz przeprowadza wywiad, kieruje na test, a gdy to się składa, mamy rozpoznanie i dopiero wtedy następuje leczenie.

 

 

Na koniec pytam moje bohaterki o jedną rzecz, którą chciałyby, żeby ludzie wiedzieli na temat ADHD. Fryderyka:  ja w ogóle za bardzo nie widzę w społeczeństwie świadomości na temat ADHD. Staram się wyczulać innych na różne rzeczy, które mnie triggerują i ogólnie trochę edukować, ale nawet w wśród moich najbliższych są osoby, które do dziś mi nie wierzą, że mam ADHD. Przecież jestem zdolna, ogólnie rzecz biorąc ogarniam, potrafię się skupić. Nauczyłam się w 3 lata koreańskiego, co jest kolejnym dowodem na to, że nie mogę mieć ADHD. Prawda jest taka, że siadając do języka polskiego kompletnie nie potrafiłam sobie z tym poradzić, miałam problem z uczeniem się historii, a kiedy przychodziło do czegoś, co mnie interesuje, to właśnie… Nauczyłam się obcego języka w trzy lata tak, że mówię płynnie.

Dlatego przede wszystkim chciałabym, żeby ludzie po prostu nas słuchali. Odruchową reakcją moich rodziców na wiadomość o mojej diagnozie, było niedowierzanie – „ale jak to? Przecież tobie nic nie dolegało”. Dużo rozmawiałam z rodzicami i tłumaczyłam im, na czym ADHD polega, teraz są bardzo wspierający. Osoby zdiagnozowane w dorosłym życiu przeważnie słyszą właśnie takie reakcje: „ale przecież nic ci nie było”. Niestety, wszystkie dane na temat ADHD zostały opracowane na podstawie chłopców. Nie mamy za dużo danych na temat dziewczynek, a co dopiero młodych kobiet, u których objawy wyglądają inaczej. Chciałabym, żeby najbliższe osoby po prostu reagowały w taki sposób, jak moi rodzice po czasie. Najbardziej krzywdzące jest, że ludzie w to zaburzenie zwyczajnie nie wierzą. Nie chcą porozmawiać z daną osobą, dowiedzieć się czegoś więcej… Wciąż istnieje funkcjonuje silny stereotyp, że to choroba małych chłopców. Podczas gdy ADHD to całe spektrum, podobnie jak autyzm, objawia się inaczej praktycznie u każdego człowieka.

Chloe: Myślę, że osoby z ADHD powinny być przede wszystkim szczere wobec swoich przyjaciół, osób z którymi żyją i mówić otwarcie o tym, że mają ADHD i łączy się to z pewnymi trudnościami. Na przykład proszę siostrę z która mieszkam, żeby przypominała mi o jakiś ważnych spotkaniach kilka razy dziennie, bo nawet jeśli mam je zapisane w kalendarzu, wciąż mogę o nich zapomnieć. Albo o pójściu na zakupy, czy wyjściu z psem. Pewne czynności mogą się wydawać bardzo oczywiste dla osób neurotypowych jednak dla nas takie nie są. Dlatego wyrozumiałość osób bliskich jest bardzo ważna. Dużo osób z ADHD ma problem z relacjami ponieważ nasi bliscy mają poczucie, że nam na nich nie zależy lub ich ignorujemy, kiedy o czymś zapominamy. To często nie wynika z braku naszej troski, tylko trudności z pamiętaniem o wielu rzeczach, koncentracja czy podzielnością uwagi co często łączy się z poczuciem wstydu, które dodatkowo wzmaga się w momentach, gdy nasi bliscy posądzają nas o złe intencje i nie mają w sobie tej wyrozumiałości

 

Więcej informacji na temat ADHD i diagnostyki znaleźć można na stronie Centrum ALMA.

WIĘCEJ