Prawnuk Wyspiańskiego na czele technologicznej rewolucji.

Kolejny dzień, kolejne NFT. Ktoś je wciska gawiedzi, inni się na to wkurzają, jeszcze kolejni wycofują się z planów po negatywnej reakcji. Obawiam się, że 2022 będzie stał pod znakiem właśnie takiej dynamiki. NFT – non-–fungible tokens – to najnowszy sposób tech–brosów, żeby zaproponować światu rozwiązania, na których skorzysta wyłącznie wąskie grono. Jak już pisałem w tekście o maniakach krypto, ten trend nie jest odpowiedzią na rzeczywiste problemy. Na przykład takie, jak uczciwe zarobki dla strony artystycznej w czasach cyfrowej rewolucji. Bardziej eksploatuje zaszczepioną przez kapitalizm żądzę posiadania – nawet jeśli to, co staje się obiektem własności, jest niezbyt ładnym obrazkiem, który każdy może sobie zapisać na dysku. Co prawda certyfikat autentyczności zapisany w blockchainie nie będzie nasz, ale jeśli zależy wam na tego typu walidacji, to przykro mi, ale wam nie pomogę. NFT kumuluje w sobie wiele problemów, jest natomiast ciekawym połączeniem starego – patologii rynku sztuki – i nowego: solucjonizmu, czyli przekonania o tym, że nowe technologie są odpowiedzią na wszystko. Gdzieś w założeniach tego rozwiązania czają się zalążki czegoś dobrego, czyli uczciwego zarobku dla osób artystycznych. Co jest szczególnie ważne w gałęziach sztuki, które zostały zupełnie zaorane ekonomicznie przez cyfrową rewolucję, jak choćby branża muzyczna (nie dajcie się zwodzić danym o rzekomym wzroście jej wartości: cyferki poszły w górę, owszem, ale tylko dla wąskiego odsetka ludzi u szczytu piramidy). Niemniej jednak, kręcimy się w okolicach starych jak świat, czyli mecenatu. Czy naprawdę liczenie na to, że jakiś bogaty typ zapłaci nam kilka tysięcy dolarów za obrazek/utwór/animację/cokolwiek, to rozwiązanie systemowych problemów? No właśnie.

Najlepszym dowodem na to, że NFT to żadna przyszłość, a ten sam stary bullshit, czyli bogaci ludzie kupujący sztukę, jest sytuacja z Sokołem. Zresztą słowo sztuka jest tu używane dość swawolnie, bo chodzi o brzydkie małpy w JPG-ach, które reprezentują poziom, ekhem, dyskusyjny. Oddaję głos raperowi: „Nie reklamuję i nie mam „kontraktu” z żadnym NFT, mintuję sobie dzięki znalezieniu się na WL projekty, które są dla mnie fajne. Jestem też na WL w dwóch kolejnych, więc może też będę mintował, przygotujcie się, będziecie mieli znowu wodę na młyn. Ale ludziom, którzy piszą takie debilizmy i tak nic nie mówi WL i mintowanie, bo niestety wasze pierdolenie wynika z tego, że nic z tego nie ogarniacie. Nagrałem kiedyś z Ponem taki kawałek „Boją się”, to w sumie dokładnie o tych, co głośno krzyczeli, bo wstawiłem info że kupiłem małpę w NFT. No właśnie: Sokół sobie mintował małpę, głupi ludzie nic nie kumają. To zabieg typowy dla techbrosowego dyskursu, przykrywanie rzeczowej rozmowy nawet nie żargonem, a po prostu machnięciem ręką na rzekomą ignorancję krytykujących. W gorącej wodzie znalazł się również Steez z PRO8L3M-u, który też skusił się na obrazek z małpą. Jego odpowiedź na Instagramie jest niemal bliźniaczo podobna do tej Sokoła: kontrowersje, jakie wywołał sobotni post w kontekście naszej współpracy z WWFem z 2019 roku, wymagają dodatkowego komentarza. Chyba nikt, kto pisał o hipokryzji, nie przeczytał raportu, który promował nasz numer „VI katastrofa”. Zatem wszystkim zatroskanym proponuję go w końcu przeczytać – „2050 Polska dla Pokoleń. Tokeny NFT powstają na różnych blockchainach, nie tylko na ETH, który jest tak energochłonny. ETH natomiast ma w 2022 przejść z proofofwork na proof–ofstake i tym samym zmniejszyć zapotrzebowanie energetyczne o circa 99.95%, co w ogóle utnie temat energochłonności samych NFT. Niezależnie od tego – problemem nie jest to, że cokolwiek jest energochłonne, a to z czego i w jaki sposób czerpiemy energię. Raport sugeruje m.in. plan dla polskiej polskiej energetyki, w której naczelną rolę powinny odgrywać odnawialne źródła energii, a finalnym celem byłaby gospodarka zeroemisyjna. Przy obecnej polityce rządowej ten plan się raczej nie wydarzy, a zatroskanym o ekologię polecam dać wyraz tej troski na wyborach, zamiast pisać jakieś brednie pod moimi postami. Wczorajszy post wraz z całą listą komentarzy został przeze mnie stokenizowany (na Polygonie, który działa w oparciu o POS) i wrzucony na OpenSea. Na pohybel ignorancji i głupocie, którą eksponują social media. Wszystkie Wasze komentarze zostały tam zapisane. Będę do niego co roku wracał i będziemy wspólnie świadkami tego, jak niektóre z nich się źle zestarzeją. Pozdrawiam wszystkich, którzy mają otwarte głowy i widzą jaka rewolucja nas czeka w ciągu najbliższej dekady czy dwóch. Producent dokłada tutaj niezły twist fabularny: z negatywnych komentarzy zrobił NFT! To się nazywa kreatywność, do tego niemal legendarna smykałka do biznesu. Panowie bronią się w typowy dla bogatych ludzi wydających kasę na głupoty sposób: nie znacie się, to jest przyszłość itd. Mintowanie, tokenizowanie i ten cały technologiczny bełkot skrywa świat przywileju, w którym wydawanie kilku tysięcy złotych na JPG-a jawi się jako inwestycja w przyszłość i uczestniczenie w jakiejś rewolucji. Tymczasem to nic innego, jak zakup dóbr luksusowych, którymi się można chwalić i na których można spekulować. Chociaż mam niejasne przeczucia, że akurat bańka NFT pęknie dość szybko, a możliwości spekulacji na małpach są dość ograniczone w związku z przesyceniem rynku. Panowie hip–hopowcy wyszliby lepiej na zakupie tradycyjnej sztuki, byłoby czym się pochwalić na lata, a nie przez kilkanaście najbliższych miesięcy. Bo na tyle oceniam możliwości tego rynku. W tym wszystkim Steez poruszył ciekawy wątek. Rzeczywiście, blockchain jest obecnie mało ekologiczny, ale hej, on już wie, że kiedyś będzie lepiej, więc nie ma się co czepiać. Ta defensywna narracja jest dość zabawna i nieświadomie pokazuje, że producent gdzieś tam w odmętach swojej psyche wie, że bierze udział w czymś, co Amerykanie (ludzie z ojczyzny większości nowoczesnych form oszustwa) nazywają scamgrift. Kiedy już się zainwestowało, głupio się wycofać, trzeba się bronić. Nawet niezbyt rozsądnie, jak Sokół – Steez chociaż podszedł do sprawy z inwencją godną dobrego producenta. 

Rosną zastępy polskich artystów i artystek, którzy w NFT zwęszyli łatwy hajsik i zabierają się za ich wypuszczanie. Zapomnijcie o brzydkiej małpie, Malik Montana sprzeda wam Misia Malisia. Ten Typ Mes oferuje swój nowy singiel jako NFT. Janusz Walczuk ma mocarstwowe plany z projektem B24: chce sprzedawać utwory, nagrania archiwalne, czy modele 3D jako NFT. Julia Marcell poszła na całość, konstruując cały zespół, w skład którego „wchodzą specjaliści z kilku branż, m.in. twórcy gier, programista blockchain, grafik, animator i artysta VFX (mat. prasowe). Disco Solaris to retrotopijny, osadzony w alternatywnych latach 80tych projekt NFT, oparty na ekologicznej sieci Cardano. To eksperyment, łączący technologię blockchain z elementami gier fabularnych i wideo – czytam w mailu od wytwórni i zanoszę się śmiechem. Tymczasem Forxst, producent hitu Quebonafide i Tommy’ego Casha, w formie NFT sprzedał bit do „Benz–Dealera”, na czym zarobił kilkadziesiąt tysięcy. Przykłady można mnożyć, ba, można odnieść wrażenie, że to wszystko nabiera wymiaru sensownego biznesu. Niestety, to kompletna bzdura, pogłębiająca ekonomiczne rozwarstwienie w branżach kreatywnych. Owszem, na NFT można zarobić, ale w miażdżącej większości przypadków chodzi o osoby już znane. Cyfrowa rewolucja nie zaoferowała równościowych modeli dystrybucji zysków, a NFT to kolejna odsłona cyrku pt. bogaci się bogacą. Osoby, które pchają narrację o jakimś technologicznym postępie i szansie dla wszystkich, to te same wężowe języki, które wierzą w maksymę o weryfikującym rynku. Czy świat, w którym szczury biorą udział w loterii – dodatkowo przeciwko innym zwierzątkom, nabywającym tysiące losów, bo je na to stać – to rozsądny model? Nie. Nie jest to również model sprawiedliwy. Na śmieszkowe głosy deprecjonujące wartość sprawiedliwości i dążenia do bardziej egalitarnych systemów, odpowiadam wzruszeniem ramion, bo trzeba być naprawdę zbutwiałą moralnie jednostką, żeby podważać wartość sprawiedliwości. To nawet nie jest kwestia emocji – choć i te są ważne – lecz naprawdę wielu badań wskazujących, że społeczeństwa oparte na równości i sprawiedliwości są po prostu szczęśliwsze. Biorąc pod uwagę skalę problemów psychicznych, z jakimi borykają się ludzie w branży muzycznej i innych kreatywnych gałęziach gospodarki, sprawiedliwy model wydaje się naprawdę sensownym celem do wypracowania. 

Miejcie baczenie na to, kto oferuje NFT i dlaczego. Są obszary kultury i rozrywki, w których publiczność daje mocny odpór, wymuszając porzucanie niecnych planów. Tak jest np. w branży gier wideo, gdzie społeczność wywalczyła odrzucenie NFT na wielu deweloperach i publisherach. Oczywiście, wciąż są cwaniaczki, które korzystają z okazji do szybkiego i łatwego zarobku. Niewzruszony w kwestii NFT zostaje Ubisoft, firma absolutnie zbankrutowana moralnie i kreatywnie, która już od roku nie potrafi poradzić sobie z poważnymi oskarżeniami o systemową przemoc i dyskryminację wobec kobiet, a na krytykę kolejnych męczących odsłon Assassin’s Creed odpowiada… Tytułem Assassin’s Creed Infinite, który nigdy się nie skończy. Zadziwiająco spokojnie pod względem NFT jest w branży filmowej, którą przed bullshitem chronią dość tradycyjne struktury funkcjonowania. Natomiast tam, gdzie łatwo wykorzystać zarówno same dzieła, jak i publiczność, czyli w branży muzycznej i sztukach wizualnych, cyfrowe grifty mają się dobrze. Pseudofachowa terminologia, technokratyczna, przyszłościowa narracja i (pseudo)autorytety wciągane w legitymizowanie tych biznesów osłabiają czujność. Nie jestem luddystą, postęp technologiczny może służyć naszemu dobrostanowi. Natomiast jesteśmy za daleko w cyfrowej rewolucji, by nie dostrzegać pułapek, których konsekwencje możemy cierpieć przez długie lata. Pod względem ekologicznym, a przede wszystkim sprawiedliwości społecznej i równości ekonomicznej, NFT to jeden z tych aspektów nowych technologii, których należy się wystrzegać. A Sokół niech sobie kupi nawet cały Luwr w formie NFT. Kto bogatemu zabroni. Tym bardziej prawnukowi Wyspiańskiego, bo takim mianem promował swój ostatni album. 

WIĘCEJ