Redpillowcy przedstawiają sprawę o zniesławienie Deppa przeciwko byłej żonie Amber Heard jako przełomowy moment dla mężczyzn na całym świecie. Co na to reszta społeczeństwa?

Od kilku tygodni cały świat przygląda się procesowi o zniesławienie, który Johnny Depp wytoczył byłej małżonce Amber Heard w związku z jej twierdzeniem, że w trakcie ich związku padła ofiarą przemocy z jego strony. Para poznała się na planie filmowym Dziennika zakrapianego rumem w 2009 roku, a do 2012 obydwoje zdążyli rozstać się ze swoimi ówczesnymi partnerami i zaczęli randkować. Zaręczyli się w 2014 roku i pobrali rok później, po ponad roku życia w konflikcie ich związek rozpadł się w 2016 roku. Heard najpierw złożyła pozew o rozwód, a następnie wystąpiła z wnioskiem o zakaz zbliżania się do niej dla Johnny’ego Deppa. Ten natomiast twierdzi, że Heard była brutalną prowokatorką, przez którą wylądował na czarnej liście Hollywood, gdy w 2018 roku „Washington Post” opublikował tekst zawierający szczegółowy opis zarzutów z jej strony. W trakcie burzliwego procesu rozpoczętego 11 kwietnia zostały zaprezentowane dowody, że zarówno jedna, jak i druga strona dopuściła się toksycznego i agresywnego zachowania. Niestety internetowym obrońcom praw mężczyzn rozprawa Depp v. Heard nie daje możliwości przyjrzenia się skomplikowanej naturze przemocy domowej i niestabilnej relacji, to raczej okazja, by obwinić feminizm za pogorszenie życia facetów na całym świecie. W ich oczach Depp jest nie tylko ofiarą pomówień i fałszywych zeznań, to wręcz czołowy żołnierz w wojnie z kobietami, które nienawidzą mężczyzn i udają poszkodowane.

W ten sposób Depp wykorzystywany jest przez manosferę, w szczególności właśnie przez działaczy na rzecz praw mężczyzn, po to, by podtrzymywać wizję amerykańskiego społeczeństwa, które bezgranicznie wierzy kobietom, nawet gdy kłamią. Proces wytoczony przez aktora doskonale wpasowuje się w redpillową siatkę narracji utkaną z niezdarnych historii dotyczących fałszywych oskarżeń o gwałt i kłamliwych matek, których jedynym celem w życiu jest uniemożliwienie ojcom kontaktu z dziećmi. Dlatego właśnie rozprawę śledzą i na żywo komentują liczni prawicowi youtuberzy i wszystkie chady mediów społecznościowych, którzy wykorzystują sytuację, by podbić zasięgi i zwrócić uwagę na to, jak niesprawiedliwie traktowani są mężczyźni w epoce post-#MeToo. To idealny temat dla twórców pokroju Joe Rogana, których treści kręcą się wokół tematów takich, jak cancel culture, wokeness i wszelkiego rodzaju krzywdy wyrządzone światu przez feministki. Jedno z takich kont prowadzi Nick Rekieta, prawnik z Minessoty, który transmituje proces dla swoich 390 tys. subskrybentów na YouTubie, okraszając go autorskimi komentarzami i spostrzeżeniami publikowanymi na Twitterze. Wtórują mu tęgie głowy pokroju „ThatUmbrellaGuy” (fan Jordana Petersona z prawie 200 tys. subskrybentów) i „YellowFlash2” (342 tys. subskrybentów), który twierdzi, że proces Deppa ZNISZCZY agendę Hollywood. Ponadto UmbrellaGuy powtarza, że Heard i wspierające ją simpy atakują jego konto oraz zgłaszają jego filmy, ale on wraz z innymi sojusznikami walczącymi o prawa mężczyzn pozostają bezstronni w obliczu presji społecznej. Należy wspomnieć też o brytyjskiej grupie zajmującej się prawami ojców, czyli Fathers 4 Justice, która przyłączyła się do procesu Deppa, by ujawnić rzekomą systemową ignorancję cierpienia mężczyzn na rozmaitych polach, nie tylko w trakcie spraw rozwodowych. Ich najnowsza kampania przedstawia Amber Heard na zdjęciu z kartoteki policyjnej, która trzyma tabliczkę z napisem THIS IS WHAT A DOMESTIC ABUSER LOOKS LIKE (tłum. TAK WYGLĄDA SPRAWCZYNI PRZEMOCY DOMOWEJ).

Raczej nie ma wątpliwości co do tego, że Johnny Depp faktycznie był poszkodowany przez Heard w trakcie ich związku. Później spotkał się z krytyką opinii publicznej po publikacji jej tekstu w „Washington Post” i rzeczywiście w następstwie tego zniknął z Hollywood na jakiś czas, chociaż prawie niemożliwe jest udowodnienie, czy naprawdę z tego powodu trafił na czarną listę Hollywood. Prawdą jest również, że przemoc domowa dotyka także mężczyzn, którzy często nie zgłaszają napaści z powodu własnego wstydu i strachu, że ludzie będą umniejszać lub dyskredytować ich doświadczenie ze względu na płeć. Przy okazji sprawy na Twitterze pod hasztagiem #BelieveMaleVictims pojawiło się sporo szczerych świadectw ze strony męskich ofiar przemocy domowej. Jednocześnie sprawa Deppa nie jest w żadnym wypadku dowodem na to, że współczesne społeczeństwo nienawidzi mężczyzn, to raczej nakręcanie kolejnej teorii spiskowej na temat otaczającego nas świata.

Wszystko wskazuje na to, że obydwie strony dopuszczały się przemocowego zachowania. Depp latami upijał się, nadużywał leków i narkotyków, co nie zmieniło się w trakcie związku z Heard, wciąż wszczynał awantury i niszczył jej rzeczy. Ponadto podczas rozprawy zostały ujawnione SMS-y, w których aktor wraz z przyjacielem Paulem Bettanym fantazjuje na temat spalenia i utopienia Amber (Let’s drown her before we burn her. I will fuck her burnt corpse afterwards to make sure she’s dead – pisze Depp do kolegi). Nieważne, jak bardzo oburzające nie byłyby czyny Heard, to nie niweluje przemocy, jakiej dopuścił się Depp. Nawet rzekome i medialne fekalia w łóżku nie zmieniają tego, że związek dwojga aktorów jawi się jako znacznie bardziej zagmatwany i toksyczny, niż można było się spodziewać.

W tym wszystkim najbardziej niepokojąca jest nasza, jako społeczeństwa, niezdolność do radzenia sobie z niejasnymi sytuacjami. Internet oczywiście jeszcze bardziej polaryzuje, każąc wybrać #TeamDepp lub #TeamHeard. Wszystko musi być czarno-białe, nasza kultura wydaje się nie móc zaakceptować tego, że możemy po prostu śledzić historię bez konieczności wybierania bohaterów. Domagamy się prostej, jednoznacznej narracji z potępieniem, a życie prawie nigdy nie jest tak czarno-białe. Uproszczenie na zasadzie on to w 100% ofiara, a ona jest potworem nie powinno mieć tu racji bytu, ale jak wiemy, wygląda to inaczej, bo nasz bohater jest charyzmatycznym ulubieńcem Hollywood, który dąży do odkupienia win. Zadziwiające i przerażające jest to, że praktycznie jednogłośnie zasądziliśmy o winie Heard, podczas gdy w przypadku równie głośnych spraw, w których ofiarami przemocy domowej i seksualnej są kobiety zawsze słychać apele o zachowanie rozwagi i niepodejmowanie decyzji zbyt pochopnie. W takich przypadkach wszyscy chętnie przypominają o konieczności rozważenia okoliczności, upewnienia się co do prawdziwości dowodów i wysłuchania wszystkich stron. Mówimy: to skomplikowane oraz kto wie, jak to między nimi naprawdę było i nie braknie najlepszego: może go skusiła, przecież  są mężczyźni, którzy padają ofiarą fałszywych oskarżeń. Wygląda na to, że wątpimy nie w prawdomówność sprawców i sprawczyń przemocy, ale po prostu w prawdomówność kobiet.

Petycję o usunięcie Amber Heard z obsady filmu Aquaman podpisało już prawie 3,9 mln osób, jednocześnie niecałe dwa miesiące temu oskarżony o przemoc seksualną komik Louis C.K. odbierał statuetkę na ceremonii wręczenia nagród Grammy. Gdzie było głośne oburzenie towarzyszące sprawie Amber, gdy Roman Polański najpierw dostał tytuł doktora honoris causa, a następnie został zaproszony do swojej łódzkiej alma mater na spotkanie? Ówczesny sprzeciw grona studentów i studentek łódzkiej filmówki zbagatelizowano, a spotkanie ostatecznie odwołał sam Polański. W przypadkach takich jak Polańskiego zazwyczaj stać nas jedynie na wygodne stwierdzenie, że nie mamy prawa do moralnej oceny czyjegoś życia, ale prawo to zawsze rościmy sobie, gdy w grę wchodzi ocena zachowania kobiety. Moim celem nie jest obrona Heard, aktorka ma do tego kompetentnych prawników, a ja sama nie wątpię, że dopuściła się przemocy wobec współmałżonka. Dziwi mnie jednak, że w tym wypadku opinia publiczna zachowuje się nie wiele lepiej niż redpillowi twórcy na YouTubie. Może i obrońcy praw mężczyzn mieli rację? Społeczeństwo jest nieodwracalnie stronnicze, ale na niekorzyść kobiet, nie mężczyzn.

WIĘCEJ