Joanna Kurowska o seksie: „Mężczyzna może nas czasem omamić głosem jak syrena”

seksie należy rozmawiać. XXI wiek jest w pełnym rozkwicie, a zwierzenia na temat życia seksualnego nadal należą do kategorii wstydliwych dla ogółu. Postanowiliśmy porozmawiać z ludźmi, którzy robią ciekawe rzeczy i nie mają problemu z zaadresowaniem jednej z najważniejszych sfer życia. Nadal jesteśmy zaskoczeni, że Joanna Kurowska przyjęła nasze zaproszenie. Ale wspaniale się stało, że to zrobiła.

Czy pamięta Pani swój ostatni erotyczny sen?

 

Tak, pamiętam swoje erotyczne sny. Może nie w dokładny sposób, ale w jakiś tam zawoalowany pamiętam. Ze snami erotycznymi jest tak jak z właścicielami psów, wszyscy z nimi sypiają w łóżku, ale nikt się do tego nie przyznaje.

 

To o czym były te ostatnie erotyczne sny?

 

Nie powiem.

 

Jeden z portali zamieścił Panią w rankingu „nierozbieralnych polskich aktorek”, czemu nigdy nie zdecydowała się Pani na nagą scenę w teatrze/filmie?

 

Z paru przyczyn. Po pierwsze — nikt mi tego nigdy nie zaproponował. Nawet mi to trochę uwłacza jako kobiecie… oczywiście żartuję. Po drugie — zawsze grałam role, a nie byłam “ozdobą”. W 90% te kobiety, które się rozbierają są “ozdobami”. Natomiast ja zawsze grałam role, postaci, kobiety z krwi i kości, i tam niepotrzebne były te sceny. Ja nie byłam takim kwiatkiem do kożucha, tylko byłam aktorką.

Jest wiele potrzebnych scen rozbieranych, np. jak Jane Fonda grała w takim filmie Powrót, kiedy jej mąż wraca z Wietnamu i ona ma z nim scenę erotyczną, właściwie on jest sparaliżowany od pasa w dół, ale uprawiają seks oralny.

Fonda powiedziała wtedy, że się nie rozbierze, ale zagra ten erotyzm. Proszę zobaczyć film Powrót, jak ona to zagrała. Nie powinna dostać Oscara za ten film, tylko 10 Oscarów. Tak powinno się grać, zagrać pewne emocje, a nie tylko pokazać. Bo jak się pokaże, to co dalej? Są pewne nagości, które są usprawiedliwione w kinie, ale według mnie 70% nagości jest niepotrzebna, nic nie wnosi. Jeżeli chce się coś zagrać, to niech się gra emocje, zostawmy to wyobraźni widzów, a nie idźmy w dosłowność.

Ja nie potępiam tego, no bo np. nie wyobrażam sobie ostatniej sceny w Pachnidle, tej ekstazy, seksu grupowego bez nagości. Ale te sceny muszą być uzasadnione. Czy np. jak był film Kaligula, to jak pokazać orgię bez nagości? Nie bądźmy pruderyjni… Mówimy o pewnej postaci historycznej, jaki to był człowiek, jaki to był zboczeniec, jaki to był sadysta… i wtedy jest nagość usprawiedliwiona.

Albo Faraon, w którym Barbara Brylska — przepiękna, zjawiskowo piękna, jedna z najpiękniejszych kobiet świata gra Kamę — kapłankę egipską, ona jest tam naga, to jest potrzebne, bo one przecież były nagie. Jak inaczej to pokazać?

Jeżeli kino ma służyć chuci, to trzeba sobie jakiegoś pornola dobrego kupić. Kino jest do czegoś innego.

 

Czy jest taka reżyserka/reżyser na świecie, dla którego mogłaby się Pani rozebrać?

 

Na pewno! Gdyby mnie przekonał — oczywiście! Nie muszę wymieniać wielkich nazwisk. Jeżeli mnie ktoś bardzo przekona, że to jest potrzebne, to tak! Nie mam z tym problemu, ja jestem narzędziem, aktorka lub aktor jest narzędziem. Do tej sceny nie rozebrała się Joanna Kurowska, tylko rozebrała się postać, którą ja kreuję. Jeżeli zagram ją prawdziwie, to się ta postać rozebrała, nie ja.

 

A ma pani fantazję, z kim mogłaby Pani odegrać scenę erotyczną?

 

Nie, ja bym nie zagrała z nikim sceny erotycznej. Mam inny wachlarz możliwości aktorskich, jestem inaczej skonstruowana. Jestem postrzegana jako aktorka komediowa, więc to byłoby śmieszne, jakbym się rozebrała… ale gdyby to służyło czemuś głębszemu, a nie tylko postawieniu na nagość, żeby wzbudzać emocje u części męskiej, damskiej, czy jakiejkolwiek, to tak.

Ludziom się wydaje, że jak aktorzy grają w filmach erotycznych, albo uprawiają seks na ekranie mają z tego przyjemność, albo jakaś miłość się rodzi — to jest tak pozbawione seksualności, proszę sobie wyobrazić — przychodzi oświetleniowiec i mówi: „ręka w prawo, noga w górę”. To jest pozbawione jakiejkolwiek finezji, to musi być oświetlone, dopracowane, każdy kadr, włosy, makijaż, czysta technika — tam nie ma erotyzmu. No, chyba że robią film pornograficzny, puszczą kamerę z daleka i wtedy… ale w filmie fabularnym 99% scen jest pozbawionych erotyzmu. Żaden aktor nie czerpie z tego satysfakcji, to jest ciężka praca.

 

Gdyby mogła się Pani wcielić w rolę seksownej femme fatale, to jaką postać by Pani wybrała?

 

Ooo tak… Lady Makbet to jest najlepsza femme fatale świata. Kobieta, która doprowadziła swojego męża do zabójstwa, zrobiła z niego mordercę i pozbawiła królestwa. Była prawdziwą kobietą fatalną. Ale jakiegoś szpiega też bym fajnie zagrała, kobietę-szpiega.

Bo to jest tak, że jak człowiek jest dobry, — a ja niestety jestem dobra, to ciągnie mnie do odwrotności, do zagrania czegoś, czego nie mam w sobie — do podłości, zawiści, do kłamstwa, szykan — to jest wtedy kreacja. Dla ludzi dobro jest aseksualne, a zło pociągające.

 

Do jakiej roli jest Pani bliżej — Telimeny z Pana Tadeusza, czy kobiety-kot z Batmana?

 

Na pewno do Telimeny, bo to jest dobra literatura Mickiewiczowska i ja jestem trochę Telimentowata. Natomiast… kobieta-kot, ja bym wyglądała śmiesznie z moją nadwagą, jakby mnie w te lateksy włożyć. Przecież Michelle Pfeiffer ważyła 43 kilogramy, ekran dodaje jeszcze tak z 6 kilogramów, to wyglądała normalnie.

Ja bym w tym błyszczącym lateksie zrobiła jakiś pastisz na Michelle. Chyba nikt nie wyobraża sobie mnie jako kobietę-kota, ale jako aktorka to bym ją zagrała, albo chętnie zagrałabym po prostu kota — we mnie jest taka drapieżność, dzikość.

 

Pani ulubiona scena erotyczna w polskim kinie?

 

Jako że ja znam ten zawód od podszewki, wiem jak to wygląda — za kamerą siedzi dwóch oświetleniowców, cały czas poprawiają. Jakby zapytać kogoś, kto nie pracuje w kinie. Ja widzę od razu szwy aktorskie, co się dzieje na planie.

Niemniej jednak pamiętam scenę w Magnacie, którą zagrała Szapołowska z Lindą, mają z nim sceny erotyczne. To było bardzo ciekawe. Oni uprawiali seks w makowcach upieczonych przez baby wiejskie, to się działo na Wielkanoc. Kochali się na stole, gdzie leżały ciasta z makiem i Szapołowska co jakiś czas mówiła podczas tego stosunku — „cała jestem w maku”. To było niebanalne. A reszta to mnie tak trochę śmieszy, te sceny erotyczne.

No i wspomniany już przeze mnie Powrót i scena z Jane Fondą, gdzie ona zagrała orgazm, a kamera jest tylko na jej twarzy i my wiemy wszystko, to jest sztuka.

No bo pokazać kawałek cycka, kawałek tyłka to jest nietrudno, to jest taki kawałek pornosa. Ale taka scena, która jest dziełem sztuki, które działa na wyobraźnię, a widzimy tylko twarz aktorki. To jest kunszt aktorski, to mi się podoba, to jest trudne. Trzeba mieć talent, trzeba mieć coś, co przekracza granice tej nagości, przekracza granice pewnych zachowań, trzeba otrzeć o geniusz, żeby coś takiego zagrać.

Nie mając narzędzi takich jak: nagość, pośladki, piersi, wagina — pokazać stosunek. To jest sztuka, a mnie w aktorstwie interesuje sztuka. A nie wszystko podane na talerzu.

 

Jaka jest według Pani najseksowniejsza część ludzkiego ciała?

 

Ja się nad tym nigdy nie zastanawiałam. Dlatego, że jak się poznaje kogoś, kto nas pociąga erotycznie, to u każdej postaci jest coś innego. Nagle ktoś jest zafascynowany czyimś głosem, nagle fascynujemy się czyimś sposobem mówienia. Nie jestem tego typu kobietą, którą mogłyby się zafascynować męskimi pośladkami, albo w ogóle jakąś częścią ciała. Nie jestem seksoholiczką. Kobiety często kochają uszami, a mężczyźni patrzą i pożądają. Kobiety zwracają uwagę na to, jak się do nich mówi, jak się formułuje zdanie. Mężczyzna może nas czasem głosem omamić jak syrena. Każdy mężczyzna, z którym byłam inaczej na mnie działał, jeden głosem, drugi sex appealem. To jest trudne do ogarnięcia, czasem czuję z druga osobą tak silne napięcie seksualne, chemię, że wszystko mi się podoba i trudno określić co dokładnie.

 

Czy bielizna to dla Pani ważna część garderoby?

 

Nie lubię bielizny. Najchętniej to bym chodziła nago. Mnie to uwiera, ciągnie mnie do natury. Najchętniej to bym chodziła w jakiejś sukni i pod to nic nie zakładała. Na mnie to działa jak pęta. Może to wynika z tego, że ja przez lata bardzo dużo grałam w sztukach gorsetowych. Zawsze muszę być spięta, zrobiona, ściśnięta, umalowana, w gorsecie, który też jest rodzajem bielizny. Więc jak mogę sobie pozwolić na to, żeby nie być w tym gorsecie, to najchętniej hasałabym nago. Nie cierpię jak mnie coś krępuje.

 

Jest Pani bardzo pewna siebie i seksowna, jaką radę mogłaby Pani dać osobom, które nie wierzą w siebie, ani w swój sex appeal?

 

Myślę, że wbrew pozorom moja rada jest bardzo prosta, bo wszystko tkwi w prostocie.

Rada jest taka, my nie wiemy jak ogromną siłą jest mówienie prawdy w życiu, trzeba być lojalnym wobec siebie i to daje siłę. Jeżeli sprzeniewierzymy się sobie, to przestajemy siebie lubić. Jeżeli będziemy wierni sobie, nie będziemy starać się podlizywać, swoim kosztem spowodować, żeby ktoś był zadowolony, to będziemy szczęśliwi. Ludzie mogą się mnie bać, bo ludzie boją się prawdy. Nie interesuje mnie co inni mówią za moimi plecami, i nie bez przyczyny znajdują się właśnie tam. Dlatego namawiam do bycia w zgodzie ze sobą i do mówienia prawdy, to jest trudne. Mnie się udało.

 

Proszę dokończyć zdanie: Seks jest ok, ale…

 

Pamiętajmy o porozumieniu dusz. Bo już jak się robi te śmieszne ruchy, to trzeba mieć o czym pogadać. Wierzę, że są osoby, które uprawiają seks dla seksu, ale dla mnie więź duchowa jest bardzo ważna. Podobno jak ktoś ma z kimś dziki seks, to nie można się zaprzyjaźnić, może coś w tym jest? Że z jedną osobą się uprawia seks, a z drugą się przyjaźni? Nie wiem. Ja nie umiałabym tego robić, tak jak powiedziała Holly bohaterka książki Śniadanie u Tiffany’ego – „nie mogę iść do łóżka z facetem, nie wierząc, że jego szczurowatość ma jakiś urok, to byłoby kurewstwo”. Ja lubię wierzyć, że poza dotykiem jest coś więcej.

Może to jest domena mojego pokolenia, ale zauważyłam, że jest bardzo dużo samotnych ludzi. Seks bez zobowiązań, bez miłości rodzi samotność i frustrację według mnie.

 

A zdarzył się Pani kiedyś one-night stand?

 

Ja się do tego nie nadaję, ale że jestem kochliwa, to ja to łączę. Jestem potwornie kochliwa, szybko się zakochuję i odkochuję. Nie umiem uprawiać seksu dla sportu.

 

Czyli nigdy się Pani to nie przytrafiło?

 

Nie odpowiem na to pytanie, bo staram się wychować córkę (śmiech). Natomiast erotyzm jest piękną formą, to jest świetna sfera. Szkoda, że ludzie tego nie pielęgnują, że to jest w zaniku. Nie wiem jak to wasze pokolenie sobie z tym radzi, ale odchodzi się czułości, miłości. Nie naprawia się związków w tych waszych pokoleniach. Jak rośnie mur między ludźmi, to się go przecież nie rozwala, tylko naprawia się relację.

Np. teraz jak jest ten koronawirus, ludzie muszą ze sobą przebywać. Jak siedzi mąż z żoną, to nagle okazuje się, że nie mają o czym ze sobą gadać. W Chinach nastąpiła rekordowa liczba rozwodów. Przecież teraz właśnie można mieć takie chwile erotyczne, można 50 twarzy Greya odwalić, a ludzie od siebie odchodzą. Ale widocznie ludzie wolą erotyzm w kinie, niż we własnym domu. Życzę wszystkim puszystych kajdanek, różowej wstążki na oczach i wielu innych erotyczny uniesień w tym czasie.

 

Joanna Kurowska

Świat filmu i teatru zna od podszewki, zagrała chyba we wszystkich kultowych polskich serialach: Czterdziestolatek – dwadzieścia lat później, 13 posterunek, Świat według kiepskich, Graczykowie, Bulionerzy. Była też lektorką pierwszej edycji programu Gogglebox. Przed telewizorem. Pewna siebie blond seksbomba, która podkreśla, że jest przede wszystkim aktorką komediową. Co by nie mówić, Joanna Kurowska odcisnęła ślad nie tylko na bulwarze w Promenadzie Gwiazd w Międzyzdrojach, ale na całej polskiej popkulturze.

 

Koncepcja cyklu: Milena Liebe i Daniel Jankowski

WIĘCEJ