Jak „Historia małżeńska” gra z konwencjami kina świątecznego i staje się w ten sposób arcydziełem

Ej, ciężko mi traktować na serio kino świąteczne, bo to w większości (o ile nie w całości) nurt poświęcony nakręcaniu szału nadprodukcji, opierający się na resentymencie klasy średniej z wysterylizowanym emocjonalnie szkieletem narracyjnym. Ten problem to jeden z głównych powodów, dla których tak lubię Historię małżeńską, w której Noah Baumbach wywraca skostniałą tradycję kina świąteczno-familijnego na lewą stronę.

Jasne, że to wciąż przede wszystkim autobiograficzna przebieżka przez temporalność pomałżeńskich momentów spokoju, w których obie strony wynurzają się na chwilkę ze spirali wzajemnej krzywdy tylko po to, by zaczerpnąć (dosyć iluzorycznego) oddechu. Jasne, że to wciąż przede wszystkim rzecz o rozstaniu, odświeżająca w jakiś sposób nieco już przestarzały fundament słynnej Sprawy Kramerów oraz w ogóle postbergmanowskiego „kina rozwodowego”, ale o dziwo (o dziwo, bo takie zabiegi nie leżą w zwyczaju Baumbacha) gdzieś spod linearnej fabuły wyłania się o wiele bardziej dla mnie pociągający, pozafilmowy kontekst, czyniący z Historii małżeńskiej kino metaświąteczne.

TYTUŁ

W oryginale Marriage Story. To parafraza kultowego świątecznego hitu Boba Clarka (twórcy choćby Black Christmas właśnie zrimejkowanego przez Bloomhouse) pt. A Christmas Story, esencjonalnego dla kapitalistycznej, familijnej amerykańskości, który pod patyną kina „o sile bliskości” jest otwarcie marketingowym bagnem i wielką reklamą autentycznej zabawki.

DATA PREMIERY

Listopadowa, czyli wrzucona w sam środek corocznej świątecznej filmowej magmy. Baumbach dekonstruuje tym samym pojęcie bożonarodzeniowego szału zamienionego z „szału prezentowego” na (dosłownie) „szał emocjonalno-rozwodowy”. Oba szały na pewnym etapie niosą pewną wartość terapeutyczną. Prezentowy, mimo wysiłku chodzenia po chorobliwie zatłoczonych centrach handlowych/dyskontach i wchłaniania grupowej frustracji, finalnie znajduje ujście w czasie dzielenia się podarunkiem. Rozwodowy, mimo wysiłku przebrnięcia przez wyniszczający proces prawnego rozstawania, finalnie znajduje ujście w postaci nowego porządku. O ile jednak ten pierwszy szał ma na celu zespolenie bliskich, o tyle ten drugi ma na celu ich ostateczne oddzielenie (często w efekcie pozostawiając niezaklejalną, emocjonalną czarną dziurę, regularnie powiększaną przez przypominajki traumy w postaci ewentualnych dzieci chociażby).

SOUNDTRACK

Aspekt, który chyba najmocniej sytuuje Historię małżeńską gdzieś na peryferiach postmodernistycznej dramaturgii. Randy Newman – wielokrotnie nagradzany twórca soundtracków Disneya i Pixara, z kultową ścieżką dźwiękową do Toy Story na czele, skomponował utwory momentami wręcz nadmiernie melodramatyczne, wyjątkowo jasne, cukierkowe, z familijną melancholią w tle. To muzyka, która właściwie wcale nie wpisuje się w atmosferę przeszywających rozwodowych kłótni bohaterów czy prób utrzymania się na powierzchni w czasie, kiedy ich nie ma. Newman niemal groteskowo otacza namacalny, burzliwie eskalujący (oraz przytłaczający od niemal pierwszych chwil) dramat poczciwością godną kina świątecznego.

Historia małżeńska nie zamienia się co prawda w kino awangardowe, ale dzięki słodkiej polewie sprawa paradoksalnie nie staje się łatwiej przyswajalna. Przy okazji, jakimś cudem nie ciąży nad nią bagaż widma wspomnianego „kina rozwodowego”, na którym nie skupiam się pewnie ze względu na osobiste pobudki, a uwagę kieruję w stronę antyświątecznego kina (pozbawionego jednak grinchowego, kluchowatego podejścia). Baumbach przedstawia rozwód w postironicznym tyglu i ta postironia, kojarzona zwykle z antyotwartym dialogiem i generacyjnym problemem komunikacyjnym, paradoksalnie czyni historię bardziej namacalną. Ciężko powiedzieć, czy źródłem inspiracji są przede wszystkim osobiste perypetie rozwodowe Baumbacha i na ile intencjonalnie emocjonalna narracja staje się samoświadoma. Fajnie, że to w sumie nie ma znaczenia, bo Historia małżeńska ­­działa (albo nie działa, ale ja bym jednak powiedział, że działa) i tyle.

WIĘCEJ