Jak artystki i aktywistki wykorzystują krew menstruacyjną w swoich działaniach?

Jak artystki i aktywistki wykorzystują krew menstruacyjną w swoich działaniach?

„Jeżeli jeszcze jej nie skosztowałaś, kochana, to przed tobą długa droga” – pisała w 1970 roku o menstruacyjnej krwi australijska feministka i pisarka Germaine Greer w swoim bestsellerze pt. Kobiecy eunuch. Choć krew menstruacyjna jest umieszczana na szczycie hierarchii najbardziej obrzydliwych płynów ustrojowych, to feministyczne artystki i aktywistki konsekwentnie walczą o jej widoczność, dostrzegając w stygmatyzacji krwi menstruacyjnej odbicie nierównego traktowania kobiet.

Mimo iż menstruacji doświadcza ponad połowa ludzkości, to o okresie nie rozmawia się w przestrzeni publicznej, z reguły nie rozmawia się też ze znajomymi mężczyznami. Bardzo często okazuje się też, że nie rozmawiają o nim między sobą nawet same kobiety. Chyba że którejś zabraknie tamponu, wtedy przyciszonym głosem, jakby przyznając się do najbardziej wstydliwego i kompromitującego sekretu, prosi koleżankę o pożyczenie jednego. Clara Henry w książce Tak, mam okres. A co? pisze: „Atmosfera wokół miesiączki była potwornie uciążliwa: okres był niepodważalnym znakiem tego, że «stajesz się kobietą», a tym samym zaczyna się twoje życiowe cierpienie”. Pisząc o życiowym cierpieniu, ma oczywiście na myśli m.in. silny ból, którego doświadczają kobiety w czasie menstruacji, ale nie tylko – pisze także o społecznym piętnowaniu specyficznie kobiecego doświadczenia i o ciągłym towarzyszącym kobietom strachu, że na ich ubraniu ktoś zobaczy choćby małą plamę krwi. Jak to jest, że plamy krwi u zawodników MMA są powodem do dumy, w filmach wojennych krew bywa fetyszyzowana, a kobieca krew jest obrzydliwa?

Wmówienie kobietom, że coś, czego doświadczają, jest wstydliwe i odpychające, jest jednym ze zwycięstw patriarchatu. Społeczeństwo, w którym żyjemy, zbudowane jest na zasadach, według których cechy osób, które mają władzę, uznawane są za lepsze, mimo iż podział taki nie ma logicznego wytłumaczenia. (Na przykład: dlaczego posiadanie penisa miałoby być lepsze od posiadania macicy, która ma moc dawania życia?). Nie bez powodu więc jeden z ważniejszych tekstów o emancypacji zatytułowany jest Gdyby mężczyźni mieli okres. Jego autorka Gloria Steinem pisze, że gdyby mężczyźni mieli okres, przemieniliby to doświadczenie w symbol swojej siły i powód do dumy, np. przechwalaliby się między sobą tym, jak obficie i długo miesiączkują. Ponadto tampony i podpaski byłyby dostępne za darmo, ale mimo tej dogodności mężczyźni i tak kupowaliby sobie te najbardziej markowe, np. z symbolami superbohaterów popkultury (rzecz jasna z tymi, którzy nie stronili od rozlewu krwi). Prawicowi politycy i wojskowi powoływaliby się na menstruację (men-struację ;)), argumentując, że tylko mężczyźni mogą służyć w armii, bo wiedzą, co znaczy oddać krew za krew. Steinem napisała ten tekst w 1978 roku, zanim pojawił się internet, a więc spokojnie można by dziś dodać, że menstruujący mężczyźni obecni na portalach randkowych i Instagramie wysyłaliby zdjęcia zakrwawionych bokserek osobom, na których chcieliby wywrzeć wrażenie.

Wykorzystywanie krwi menstruacyjnej w działaniach z pogranicza sztuki i aktywizmu ma długą tradycję. W 1971 roku artystka Leslie Lebowitz jako studentka Otis College wykonała swój pierwszy feministyczny performans Menstruation Wait. Lebowitz oznajmiła, że będzie siedzieć w swoim studiu, czekając, aż dostanie okresu, ponieważ nie jest pewna, czy nie jest w ciąży. Opowiedziała także o kobiecych symptomach towarzyszących temu stanowi i o tym, czym jest zespół napięcia przedmiesiączkowego. Performans polegał na prostym pomyśle, widzowie mogli dołączyć do niej siedzącej w pracowni i poczekać razem z artystką. Mimo prostego i niewinnego pomysłu wydarzenie wywołało skandal. Nikt nie przyszedł do jej studia, a profesorowie z jej wydziału (wyłącznie mężczyźni) zwołali specjalną radę, na której debatowali, czy Lebowitz powinna zostać usunięta za ten pomysł z uczelni. Ostatecznie nie wprowadzili w życie tej kuriozalnej i zupełnie niezasłużonej kary. 

Rupi Kaur
Judy Chicago "Menstruacyjna łazienka"

Całe szczęście w tym samym czasie feministyczne działania odwołujące się do tematu krwi menstruacyjnej zyskały jeszcze większą siłę i rozgłos dzięki odważnym pracom Judy Chicago.

Jej głośna i kontrowersyjna Czerwona flaga z 1971 roku przedstawia zużyty i zakrwawiony tampon wyciągany dłonią z waginy. Przez konfrontowanie się z menstruacyjnym tabu Chicago poszerzała granice tego, co kobiety mogły publicznie pokazywać i o czym wolno było im głośno mówić. Jej walka o większe pole swobodnej ekspresji dla kobiet nawiązujących do miesiączki nie skończyła się na jednym dziele. Na przykład jej kolejną, wykonaną rok później pracą dotykającą tego tematu była Menstruacyjna łazienka. Przedstawiała ona lśniącą białą łazienkę, na której półkach znajdowały się opakowania z podpaskami i tamponami. Łazienkowy kosz na śmieci wypełniony został po brzegi zużytymi podpaskami, na podłogowych kafelkach leżały nasycone krwią tampony, a niedaleko sedesu widniały plamy krwi.

Efektywność tych rewolucyjnych gestów, których celem było oswojenie społeczeństwa z  tabuizowanymi wydzielinami, naturalnymi dla każdego żyjącego ciała (w tym przypadku kobiecego ciała), stawia pod znakiem zapytania sytuację, która cztery dekady później wydarzyła się na Instagramie Rupi Kaur. Popularna instagramowa poetka wrzuciła wówczas zdjęcie, na którym w pełni ubrana leżała na łóżku placami do obiektywu. Na jej spodniach i materacu odbiła się plama krwi, co sfotografowała jej siostra. Zdjęcie to zostało dwukrotnie usunięte z profilu artystki.

Na Instagramie kobiety mogą pokazywać zdjęcia mocno eksponujące ciało, np. w bikini, ale nie mogą pokazywać sutków. Instagram zezwala na publikowanie zdjęć seksistowskich czy takich, na których kobiety są poniżane, ale nie kiedy w pełni ubrane leżą na łóżku, a na ich piżamie widać plamę krwi. Więc czego kobiety nie mogą? Nie mogą pokazywać po prostu tego, że są ludźmi. Cenzurującej polityce Instagrama sprzeciwiło się wówczas wiele feministek, jednoznacznie opowiadając się po stronie polityki krwi.

Tematem menstruacyjnej krwi na Instagramie zajmuje się również polska instagramerka i aktywistka Natalia Wieretienow (znana jako @nataszkan). Na swoim profilu pokazuje np., jak maluje krwią. Często są to feministyczne hasła, które następnie fotografuje i wrzuca na swój Instagram. – Hymn Algierii został napisany przez mężczyznę, który był w więzieniu. Tekst hymnu spisał swoją własną krwią. Malowanie krwią nie jest czymś nowym. Tylko jeżeli już malował nią jakiś mężczyzna, to była to krew pochodząca z przemocy. Nie sądziłam, że malowanie krwią z menstruacji wywoła taki skandal, bo to przecież jest krew, którą mam co miesiąc, która świadczy o tym, że jestem zdrowa, nie musiałam podcinać sobie żył, żeby ją wydobyć. Zwykle przecież i tak wylewałam ją z kubeczka menstruacyjnego do zlewu – opowiada Natalia. Choć malowanie krwią menstruacyjną nie wiąże się z przemocą, Natalia została mocno zaatakowana. W pierwszej kolejności skrytykowały ją dziewczyny ze środowisk feministycznych. Padały wtedy argumenty, że normalizowanie widoku zakrwawionych majtek czy prześcieradła jest zupełnie w porządku, bo to jest coś, czego doświadcza właściwie każda kobieta. Ale nie ma potrzeby normalizowania widoku obrazów malowanych krwią. Jest to gruba przesada i nadmierny radykalizm. Później przyszedł hejt z prawicowych grup. Wyzwiska i śmiertelne groźby typu „feministki do wora, a wór do jeziora” albo „następnym razem nie musisz czekać na okres, jeżeli chcesz pomalować sobie krwią”. Jednak Natalia widzi, że w jakimś stopniu osiągnęła swój cel. Status obrazów malowanych krwią dał do myślenia wielu osobom, niektórzy oswoili się już z tym widokiem, w związku z czym takie posty nie szokują tak jak kiedyś. Ostatnio wrzuciła obrazek pistoletu namalowanego krwią. Była ciekawa, co bardziej szokuje: widok krwi menstruacyjnej czy broni, która służy do odbierania życia? Obrazy malowane krwią miesiączkową mają już od jakiegoś czasu swoja nazwę „menstrala”, stworzyła ją menstruacyjna malarka Vanessa Tiegs.

Wyświetl ten post na Instagramie.

No to plama. Teraz będę splamiona przez kolejny tydzień. I woke up like this. A potem sobie skoczyłam z radości. Moja macica się oczyszcza, wreszcie. Plamy są zupełnie normalne. Z badań wynika, że prawie 100% osób z macicą zrobiło lub zrobi kiedyś krwawą plamę na majtkach, spodniach albo pościeli (ok, nie było takich badań, ale PS to prawda). Nie tylko kobiety mają okres! Transpłciowi mężczyźni, osoby niebinarne i gender fluid także mogą krwawić. Plama to nie koniec świata. Się zdarza. Katastrofa klimatyczna to koniec świata - i niestety też się zdarza. Lepiej przejmować się klimatem niż plamą. Albo krwią milionów codziennie zabijanych zwierząt w hodowlach. Albo faktem, że mnóstwo kobiet na świecie nie ma dostępu do podstawowych środków higieny, podczas gdy kilkoro wybranych ma dostęp do statków kosmicznych i jachtów. I to oni każą się nam przejmować plamami okresu, żebyśmy nie miały czasu zrobić rewolucji. Ale wiecie co? Każda plama, która powstała na skutek braku dostępu do środków higieny to splamienie dla bogaczy, nie tych, które plamią. Już niedługo osoby z macicą tak splamią swoją krwią bogaczy, że nawet jachtem nie da się przedrzeć przez krwawą falę. Tak będzie wyglądała nasza krwawa rewolucja bez ofiar. Więc róbmy plamy i się nie przejmujmy. Plamy są ekstra. Plamy są piękne, barwne i kreatywne. Wyciekają. Przychodzą nieoczekiwane. Nie dają się nie zauważyć. Wkurzają, nie chcą się domyć. Są wolne, nieskrępowane, nieposłuszne. Autentyczne i twórcze. Dziś na przykład moja krew ułożyła się w plamę w kształcie płodu. W ten sposób przypominam światu, że nie ma we mnie płodu. Taką jestem artystką, a co. Jackson Pollock tworzył abstrakcyjne plamy, ja tworzę plamy bardzo konkretne, życiowe i blisko ciała. Dziś tylko jedno z nas będzie obrażane i splamione za swoją sztukę. Zgadnijcie, które? #okres #period #jump #happy

Post udostępniony przez  Maja Staśko (@majakstasko)

– Zdjęcia z krwią zwykle wywołują największe burze w komentarzach – mówi Kaya Szulczewska, która prowadzi m.in. Instagram @ciałopozytyw_polska. – Czasami nawet nie musi być samej krwi, jak pojawia się podpaska na zdjęciu, ludzie są zbulwersowani. Na swoim profilu umieściłam zdjęcie Kolory, powstało ono, kiedy w wannie wyjmowałam sobie kubeczek menstruacyjny, krew malarsko rozprysnęła się po całej wannie. Wyglądała jak akwarela, pomyślałam, że to piękny efekt. Mąż pomagał mi zrobić wtedy zdjęcie, co samo w sobie dla wielu osób jest szokujące. Zmieniłam kolory krwi w najprostszym programie, ponieważ chciałam zmienić kontekst menstruacji i pokazać ją jako ciekawy malarski płyn. – Kaya mówi też, że często spotyka się z komentarzami, że to, co robi, to przesada, ale przesuwając granice do przesady, damy radę w końcu przesunąć je na stałe i dzięki temu kobiety przestaną umierać ze wstydu na samą myśl, że na ich spodniach może przebijać mała plama krwi. Zwolenniczką przesuwania granic do przesady jest też artystka i profesora krakowskiego ASP Iwona Demko. Do zdjęć z własną krwią menstruacyjną dołącza obszerne opisy, wyjaśniające np. wpływ tradycji katolickiej na koncepcję, według której miesiączkująca kobieta uznawana jest za nieczystą.

Z kolei aktywistka Maja Staśko porusza temat menstruacji w kontekście wykluczenia klasowego. – Jest duża część kobiet, których nie stać na produkty takie jak podpaski i tampony albo którym wyłączono prąd, albo które nie mają dostępu do pralki. Plama krwi jest dla mnie symbolem wykluczenia ekonomicznego. Rozumiem ją metaforycznie jako coś, co nam wycieka, co nam nie pasuje do normy społecznej, więc jest wykluczane – mówi Staśko. Zawstydzania, które jest formą wykluczania i traumatyzowania, doświadczyła też Alicja Gąsiewska (@existinmoeba), która jako nastolatka bardzo wstydziła się, że ma okres. Rówieśniczki stroniły od tematu menstruacji, ewentualnie mówiły o nim w zawoalowany sposób, niejednokrotnie prześmiewczo, więc Alicja, uczestnicząc w takich rozmowach, czuła się bardzo niekomfortowo. To poczucie wstydu zostało z nią jeszcze na długo. Na Instagramie Alicja mierzy się ze swoimi traumami, o miesiączce pisze otwarcie. Jej zdaniem ważne jest poruszanie tego tematu na różne sposoby i zaznaczanie go mocno. Dopiero w momencie, kiedy zaczniemy mówić o menstruacji w normalny sposób, dla wielu osób stanie się ona doświadczeniem normalnym, a nie traumatycznym.

Wyświetl ten post na Instagramie.

(...) przez cały czas tkwi w nas stereotyp wywodzący się z tradycji katolickiej, według którego kobieta miesiączkująca traktowana jest jako nieczysta. Według Starego Testamentu wszystko, czego dotknęła kobieta mająca okres, stawało się również nieczyste, a także każdy, kto jej dotknął, stawał się nieczysty. Tomasz z Akwinu, Albert Wielki i Jan Dunst Szkot – wielcy teologowie głosili, że seks z kobietą miesiączkującą jest grzechem śmiertelnym. Kościół zaś uważał, że stosunek płciowy z kobietą, która ma okres, grozi przyjściem na świat chorych, ułomnych lub martwych dzieci. Według Grzegorza Wielkiego, papieża z VI wieku, period kobiety był skutkiem winy. W 789 roku Synod w Akwizgranie zabraniał kobietom miesiączkującym zbliżania się do ołtarza, kobiety takie nie mogły również przyjmować komunii aż po wieki średnie. Wierzono także, że kobieta, która krwawi, potrafi rzucić urok, a jej obecność powoduje, że tępią się noże i kwaśnieje wino.Prawdopodobnie te i wiele innych wierzeń spowodowały, że do dzisiaj nie jest to temat całkowicie wolny od nieprzyjemnych skojarzeń. Jest to również dowód na to, jak usilnie starano się zniszczyć pozytywną świadomość na temat naturalnych walorów kobiecości. Bez menstruacji nie byłyby możliwe narodziny, nie miałybyśmy mocy kreacji nowego życia. Im bardziej negatywnie postrzegamy menstruację, tym bardziej kobiety tracą swoją wartość. Tym bardziej są zdegradowane, pozbawione swojego znaczenia. Cykl menstruacyjny jest zjawiskiem niezbędnym w życiu kobiety. Gdyby go nie było, nie moglibyśmy mieć również potomstwa, czyli nie byłoby ludzkości. Jest to naturalny rytm biologiczny. To fragment mojej pracy doktorskiej "Waginatyzm" dostępnej za free w necie. #realselfiefeminism #kobieta #okres #period #krew #noga #dzieńkobiety #menstruacja #święta #świętość #kobietamiesiączkująca #waginatyzm

Post udostępniony przez  Iwona Demko (@iwonadem)

WIĘCEJ