6 lat temu złodziej zniszczył mu karierę. Teraz JAI PAUL wraca, by dalej redefiniować pop

Był kwiecień 2011. Światek muzycznych nerdów zastanawiał się nadal, czy Radiohead zbłądzili przy okazji The King of Limbs oraz czy James Blake będzie architektem nowego kierunku w muzyce (teraz można odpowiedzieć na te pytania kolejno: zdecydowanie taktak jakby).

W ten nowy, zdominowany przez echa dubstepu i eksperymenty z vocoderem, krajobraz idealnie wpisał się Jai Paul, najnowszy wtedy nabytek XL Recordings. Jego debiutancki singiel BTSTU miał wszystko – zaśpiewany falsetem zaczepny wers (♪♫ Don’t fuck with me ♫♪), zatopiony pod 30 wokalnymi efektami refren, bulgoczący i nieprzewidywalny bit oraz kilkanaście, na pozór losowych, ornamentów. Wszyscy chcieli wiedzieć, kim jest Jai Paul. Autor potencjalnego hitu lata 2038 roku nie zamierzał jednak się integrować. Następny utwór, rewelacyjną Jasmine, wypuścił dopiero w marcu następnego roku, nie bawiąc się po drodze w koncertowanie czy kręcenie klipów.

Cisza poprzedzała burzę przez kolejne 12 miesięcy. Pioruny wystrzeliły 13 kwietnia 2013 roku. Na Bandcampie wylądował w końcu pełny album tajemniczego artysty. Fani ochoczo płacili 7 funtów, by rozkoszować się kreatywnością Paula, łączącego wokalną brawurę Prince’a z producenckimi sztuczkami, których nie powstydziliby się tacy wizjonerzy jak Burial czy Rustie.

Dobę później zaczęły się pojawiać jednak doniesienia, że muzyk, przed którym świat stał otworem, nic nie wiedział o swoim rzekomym debiutanckim krążku, a przyczyną jego pojawienia się w internecie był najpewniej skradziony laptop zawierający wersje demo utworów, które Paul nagrywał od 2007 roku.

W social mediach panował rozgardiasz. Niektórzy z przedstawicieli wytwórni wydającej wokalistę gratulowali mu i ochoczo dzielili się nieautoryzowaną wersją płyty. Internetowi detektywi węszyli spisek i cyniczną kampanię promocyjną. Inni zarzucali autorowi BTSTU, że sam jest odpowiedzialny za wyciek materiału. Jai Paul nawet się nie bronił i zrobił to, do czego już wszystkich przyzwyczaił. Zniknął.

Od tego czasu sporadycznie pojawiał się na zdjęciach, uczestniczył gościnnie w nagraniach innych artystów (jedynym, które się ukazało, był featuring na albumie Big Boia z Outkastu) i założył ze swoim bratem Paul Institute, mający promować młodych zdolnych muzyków. Wszystko zmieniło się z początkiem czerwca tego roku. Jai za pośrednictwem serwisów streamingowych uraczył nas koszem delikatesowym, niczym wracająca z Chicago w ‘92 roku ciotka Mariola.

Wśród nich jest jego „nieoficjalny” debiutancki album. Zatytułowany Leak 04-13 (Bait Ones) longplay jest niemal identyczny jak jego wcześniejsza piracka wersja. Paul zdecydował się nawet zachować kolejność ustaloną przez prowodyra wycieku. Z albumu wycięto jedynie kilka sampli, których nie opłacało się licencjonować. To jednak nadal ta sama, kipiąca genialnymi melodiami i prowokującymi implozję twarzoczaszki pomysłami. Piosenki nie zostały zremasterowane, nadal brzmią jak niepoddane żadnej większej obróbce demówki – potęgując intymność spotkania z jedynym ich autorem i jego sypialnią, w której powstała większość utworów.

Dwa lata temu magazyn „Dazed & Confused” twierdził, że „BTSTU” i „Jasmine” wystarczyły, by zmienić brzmienie popu na zawsze – trzeba zresztą po prostu posłuchać Blonde Franka Oceana i losowej piosenki Blood Orange, żeby pokiwać głową z aprobatą. Jai Paul jest najwyraźniej gotów kontynuować swoją misję. Równolegle do Leak 04-13 wypuścił wyczerpujące oświadczenie objaśniające losy jego wymuszonego debiutu oraz dwa zupełnie nowe single: „Do You Love Her Now” i „He”.

Na pierwszy rzut ucha słychać w nich technologiczny progres – użycie pełnego żywego instrumentarium i studyjną obróbkę. Obie soulowe, pełne równocześnie nostalgii i witalności, śliczne ballady są jednak nadal zatopione w wibrującym basie. Jai Paul nie musiał się przeobrażać na naszych oczach. Całą narracyjną robotę wykonali za niego fani, sceptycy i dziennikarze. Teraz, miejmy nadzieję, przyszła pora na pierwszy rozdział wielkiej kariery poprzedzonej jednym z najdziwniejszych prologów w historii.

WIĘCEJ