Inbówka#1: seksowna króliczka Artura Dziambora, terf-gate w Razem i Gliński kontra wibratory

Pierwszy odcinek naszego autorskiego przeglądu internetowych inb.

Inbówka to nasza nowa propozycja. Co tydzień nasi redaktorzy robią podsumowanie najgorętszych internetowych inb. Nie boimy się dmuchać banieczek, nie mamy oporów przed ich przebijaniem, a przede wszystkim najważniejsze: w aferach i aferkach w mediach społecznościowych czujemy się jak ryba w wodzie! W pierwszym odcinku przyglądamy się sekretnej sekcie furrasów w Konfederacji, prześwietlamy dyskurs terfolubny w partii Razem, a w bonusie mamy ministra kultury, który boi się dildosów.

Polska prawica broni zoofilii i kultury gwałtu, ale to raczej nic nowego

W Poptown jesteśmy mocno otwarci na wszelkie przejawy ludzkiej seksualności, o ile nie są oparte na przemocy, czy nie epatują creepiastością spędzającą sen z powiek. Nie mamy również problemu z przyznaniem, że spora część naszej kultury popularnej, szczególnie z dawniejszych lat, jest pod tym względem co najmniej problematyczna. Patrząc po regularnie wybuchających inbach, nie jest to podejście w naszym kraju powszechne. O co poszło tym razem? O Lolę Bunny z Kosmicznego Meczu. Serio. Jeden z najgorszych wykwitów szalonych lat 90-tych XX wieku, useksualizowana króliczka, dodajmy że z filmu dla dzieci (filmu – raczej reklamówki NBA i firm produkujących obuwie sportowe). Nowy projekt postaci jest o wiele bardziej zgodny z rozumem i godnością człowieka, pozbawiony uwodzicielskich przymiotów, które podnoszą włosy na skórze i sprawiają, że mimowolnie sięgam po telefon, w myślach próbując znaleźć podmiot, który wysyła takie twory do piekła. Ale oczywiście prawica, wszędzie doszukująca się lewackiego spisku, zawyła. Jak to? Cenzura! Artur Dziambor, poseł Konfederacji i nauczyciel (!), posunął się nawet do stwierdzenia, że jak pamiętasz starą Lolę, to miałeś zajebiste dzieciństwo. No nie wiem Artur, mimo wielu różnych kłopotliwych momentów w odkrywaniu swojej seksualności, nie posunąłem się do tasowania się pod króliczkę z kreskówki i uważam, że i tak miałem zajebiste dzieciństwo. Nie mam nic przeciwko furrasom jeśli wszystko odbywa się w granicach prawa, ale po parlamentarzyście spodziewałbym się więcej. Doskonale ujął to Jakub Żulczyk na swoim FB: Prawaki są niesamowite. Na samo wyobrażenie konsensualnego seksu między dorosłymi ludźmi tej samej płci ciśnienie wypierdziela im przegrodę w nosie, no ale ich fetyszystyczny pociąg do animowanych króliczyc  ma być respektowany przez cały świat, Disneya etc. Jakby tego było mało, z nowej wersji Kosmicznego Meczu ma zniknąć Pepe Le Swąd. W sumie dobra decyzja, skunks molestujący seksualnie inne zwierzaczki to średnia rozrywka dla dzieci. Zresztą wygaszanie tego molestanta przez Warner Bros trwa we wszystkich tytułach studia – co ciekawe, po cichu i bez żadnego komentarza. Oczywiście, studio bało się najazdu prawicowych trolli, którzy każdy problematyczny archaizm traktują jak wzgórze, za które warto umierać, ale chyba więcej korzyści przyniosłaby otwarta konfrontacja z własną przeszłością. W każdym razie dobrze wiedzieć, że konserwatyzm dalej polega wyłącznie na tym, że za wszelką cenę broni się rzeczy z przeszłości, niezależnie od tego, jak paskudne by one nie były.

Crossovery, o które nikt nie prosił: Partia Razem x J.K. Rowling, czyli TERF-izm to choroba cywilizacyjna.

Wyborcy i wyborczynie lewicowych partii nie mają lekko. Kiedy wszyscy inni ignorują to, że ich reprezentacja parlamentarna składa się z ludzi upadłych moralnie, czasem nawet przestępców, a zazwyczaj drobnych cwaniaczków i cynicznych kłamczuszków, my musimy wymagać od naszych posłów i posłanek postawy krystalicznej. Rozumiem to w pełni, chociaż na płaszczyźnie politycznej pragmatyki to prosta droga do kolejnego parlamentu bez żadnej lewicowej partii w środku. Kolejną inbę zapewnił Maciej Konieczny, poseł partii Razem, który na stanowisko asystentki społecznej zatrudnił Urszulę Kuczyńską. Kuczyńska jest znana z publicznych wypowiedzi, w których nie tylko trywializuje problemy społeczności trans, co wprost odmawia jej pełnych praw. Spotkała ją za to – poniekąd słuszna – krytyka na tzw leftbooku i innych miejscach gorącego lewicowego dyskursu. W sukurs przyszły jej liberalne media i w wywiadzie dla Wysokich Obcasów mogła się pożalić: zostałam nazwana „cisiarą”, czyli kobietą o tożsamości kobiety, i porównana do Episkopatu, inceli i islamistów. Mam prawie 100 prywatnych wiadomości na Messengerze, w których ludzie używają obelżywych określeń. A znajomi piszą: „Sorry, zgadzam się z tobą, ale nie mogę cię publicznie zalajkować”, „Napisałabym to samo, ale się boję”. Nie ma większego cierpienia, niż to odczuwane przez TERF-y! Po sieci zaczęły krążyć również wypowiedzi Adriana Zandberga i Macieja Koniecznego, które bagatelizowały problem terfizmu na lewicy. Ale to nie wszystko, bo oczywiście wmieszać się musiała Hanna Kulikowska, feministka, której nie w smak ta jedna, konkretna literka w LGBTQ+: 

Swoje dorzucił Jan Śpiewak, który dalej nie rozumie, że zarówno prawa osób trans, jak i osób pracujących seksualnie to naturalny element lewicowego programu, nie żadne tematy zastępcze. Różnijmy się, to oczywiste. Ale jest pewien zestaw progresywnych wartości, które nie powinny podlegać dyskusji. Terfiarstwo, czyli radykalny feminizm odrzucający dyskurs o prawach osób trans (a nawet podważający tożsamość takich osób) do tego zestawu nie należy. Mleko się rozlało, co bardziej rozjuszeni komentatorzy i komentatorki zaczęły drzeć szaty nad Lewicą i rozpaczać, że już wszystko stracone. Justyna Kosiec, działaczka partii Razem skomentowała, rzucając światło na wewnętrzne napięcia: Partia jest w stanie inby, mnóstwo osób (me included) jest ostro wkurzonych na nieprzemyślane i mocno rozczarowujące działania i oświadczenia posłów. Powoli następuje ogarnianie kuwety, okręg za okręgiem odcinają się od terfów i publikują oświadczenia (wewnętrzne i zewnętrzne) o wsparciu dla osób trans. To tak na szybko, bo na weekend zrobiłam sobie przerwę od partii więc coś mnie mogło ominąć. Pomimo tego, że z zewnątrz wygląda to nieciekawie to Razem nadal ma program uwzględniający walkę o prawa osób transpłciowych i masę ludzi, którzy chcą go realizować. Maciej Konieczny zwolnił kontrowersyjną asystentkę – która już teraz jest prezentowana na prawicy jako męczenniczka lewackiego terroru (zaszczuta za nazywanie kobiet kobietami – krzyczy TVP.info). Partia Razem wydała dobre oświadczenie, w którym sypie głowy popiołem i obiecuje poprawę. Ale obawiam się, że te 15 najbardziej zacietrzewionych osób jest już nie do odzyskania. Woś i Okraska lubią to!

Minister Gliński boi się wibratorów.

Na koniec historia smutno-śmieszno-straszna, czyli jedyny rodzaj przekazu, na który skazuje nas partia rządząca. Minister Gliński jest siepaczem polskiej kultury nie od dzisiaj. Gdziekolwiek może, obcina fundusze i dotacje na wszystko, co nie jest narodowo-katolickim brandzlowaniem nieskazitelnego wizerunku WIELKIEJ Polski. Herstorie na Dzień Kobiet to przegląd filmów, który miało zaproponować HER Docs, a ugościć Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny. FINIE szefował do niedawna Dariusz Wieromiejczyk, zresztą z nadania Glińskiego. Ministrowi szczególnie nie spodobały się dwie pozycje z przeglądu: dokument o produkcji wibratorów oraz film o przemocy seksualnej wobec kobiet. Czy Gliński boi się dildosów i lubi przemoc seksualną wobec kobiet? Można tak założyć. Sam Wieromiejczyk, człowiek o konserwatywnych poglądach, 2 marca pisał do ministra tak: Wibratory istnieją, ktoś je produkuje, ktoś kupuje (w większości kobiety), nawet najbardziej konserwatywny moralista nie może temu faktowi zaprzeczyć. Nic oburzającego. Wibratory istnieją?! Bro, nie mów takich rzeczy, bo jeszcze PiS zabroni ich produkcji. W każdym razie przegląd spadł, Wieromiejczyk także, zastąpił go Robert Kaczmarek, znany z produkcji smoleńskich i współpracy z Grzegorzem Braunem, foliarzem i antysemitą. Super. Herstorie zostały uratowane przez nasz zaprzyjaźniony festiwal filmowy Pięć Smaków i te niegodziwe filmy można było jednak obejrzeć.

WIĘCEJ