Inbówka #2: Doda zgorszona “Euforią”, Klata krytykuje poezję i “diss” na Żabsona

Kolejny tydzień = kolejna porcja internetowych wysrywów, które trafiają w próżnie.

Inbówka to nasza nowa propozycja. Co tydzień nasi redaktorzy robią podsumowanie najgorętszych internetowych inb. Nie boimy się dmuchać banieczek, nie mamy oporów przed ich przebijaniem, a przede wszystkim najważniejsze: w aferach i aferkach w mediach społecznościowych czujemy się jak ryba w wodzie! Ostatnie 7 dni to bitwa Jana Klaty z poprawnością polityczną, Doda jako wzór cnót przeciw seksualności Zendayi oraz track, którym Komil chciał wyjaśnić Żabsona.

 

Klata nie dźwignął poematu na inaugurację Joe Bidena

 

Jan Klata nie boi się kontrowersji. Uznany twórca teatralny w minionej dekadzie mierzył się tłumami zgorszonych protestujących – zarówno przy okazji “Do Damaszku” w Krakowie, jak i “Sprawy Dantona” we Wrocławiu. W prasowych komentarzach dzielnie bronił kopulacji na scenie (i w tym nic złego, jako etatowy przeciwnik pruderii i hipokryzji, nie widzę).

Za ciekawy należy uznać felieton reżysera w ostatnim wydaniu Tygodnika Powszechnego zatytułowany Dzieje jednego wierszyka. Autor cofa się w nim o dwa miesiące w tył, by skomentować poemat The Hill We Climb odczytany przez Amandę Gorman na inauguracji Prezydenta USA Joe Bidena w styczniu. W swoim wierszu (który Klata prześmiewczo nazywa konsekwentnie wierszykiem), 23-letnia poetka mówi o potrzebie jedności narodowej, wyrównywaniu szans dla osób z różnych dróg życia i przezwyciężaniu tożsamościowych kryzysów. To gest, który po czterech latach prezydentury siejącego nienawiść pomarańczowego pajaca można uznać za oczywisty. Klata nie potrafi jednak zrozumieć jego fenomenu i z zadziwieniem zwraca uwagę na fakt, że poemat zostanie wydany w twardej oprawie z przedmową Oprah Whinfrey. Ok, każdy może mieć swoje zdanie i patrzeć bez zrozumienia na dowolne wydarzenia z zewnątrz.

W następnym akapicie reżyser uderza jednak jadem w znienawidzoną poprawność polityczną, którą mają symbolizować rozterki dotyczące tłumaczeń utworu na inne języki. – Ale tutaj, niestety, zaczynają się ich potknięcia. Tłumacz kataloński okazał się niewystarczająco kobiecy, młody i czarny, więc wydawnictwo musi znaleźć kogoś może mniej kompetentnego, znacznie mniej kompetentnego, ale o lepszym profilu. Tłumacz niderlandzki spełniał więcej kryteriów jako osoba młoda i niebinarna, jednak wystarczy rzucić okiem na portret, żeby spostrzec, że też jednak ostatecznie nie pasuje, ze względu na kolor włosów – a zatem odpada. Obu translatorom wypłacono honoraria za wykonaną robotę, której efektów wydawnictwa nie wydrukują, żeby nie urazić poetki ani jej agentów/agentek – pisze Klata.

Well, Panie Klata. Po osobie działającej w realiach sztuki moglibyśmy się spodziewać więcej zrozumienia dla zjawiska reprezentacji. Gdzie jeden widzi dyskryminację, inni mogą dostrzec poszukiwanie szans dla reprezentacji i eksponowania głosów, które nie są męskie, białe i heteroseksualne – bo takich przez ostatnie wieki wypadało słuchać.

Autor felietonu (żyjący w kraju, w którym 20% osób zagłosowało kilka lat temu w wyborach prezydenckich na popularnego wokalistę rockowego) nie potrafi też przeboleć faktu, że Gorman (której Klata uporczywie z jakiegoś dziwnego powodu nie chce wymienić z nazwiska) zapowiedziała swój start w wyborach prezydenckich za 13 lat. Cóż, politykę też zostawmy białym starcom – w końcu z jakiegoś powodu to właśnie oni się nią zajmują od wieków.

 

Doda uczy jak się prowadzić. Odpowiedź: Nie tak jak w “Euforii”.

 

O Dodzie pisaliśmy na Poptown w różnych kontekstach. Raz, by donieść o jej wykładzie na Oksfordzie. Innym razem, by wytknąć jej ignorancję w szerzeniu foliarskich teorii na temat COVID-19. Dorota Rabczewska tym razem także nie zawodzi w przyciąganiu zdziwionych spojrzeń.

Wokalistka na swoim facebookowym profilu znalazła moment na naukę moralności skierowaną do młodych kobiet. Moralizatorski esej kieruje do swojej nienarodzonej córki (która też, wedle autorki, nigdy nie zagości na tym świecie). Co ją do tego sprowokowało? Zgorszenie udokumentowane w ekranowej fikcji, jaką jest serial HBO Euforia. Popularna Dżaga ledwo przetrwała ten, pełen scen seksu oraz przyjmowania narkotyków seans. – Młodzież CODZIENNIE zażywająca Psychotropy,Narkotyki ,alkohol od najmłodszych lat. Uzależnieniona od porno i social mediów.Przesunięta granica wstydu, moralności , godności i szacunku do samych siebie.NIE ,nie mówię tu o dzieciach z patologicznych rodzin ,którym nie dano szans na moralny i  normalny start. Mówie o tych co mogą mieć wszystko ale nie mają nawet ambicji i celów ( poza wciągnięciem kokainy i zaliczeniem faceta na oczach innych i złapania hpv-wirusowe zapalenie szyjki macicy ? Luz! ).przypadkowi partnerzy  seksualni, których rozpoznają następnego dnia tylko dlatego bo wszyscy dookoła nagrali i udostępnili ich sex w necie. Czy to powód do wstydu ?no way! Tylko do dumy,kurewskie osiągniecie życia.W końcu sex taśma to przepustka do sławy – tak rozpoczyna się, opatrzone ciekawymi zabiegami interpunkcyjnymi, wynurzenie piosenkarki.

Tak, przypominam, to nie felieton niepokornej publicystki katolickiej – to wpis kobiety, która od 20 lat lansuje się na naczelny symbol seksu w tym kraju (za przyzwoleniem mediów, które chętnie wykorzystywały fizyczne atuty Dody). Ta jednak, próbując odeprzeć manewrem wyprzedzającym krytykę, odcina się od tego wizerunku: nie daj się zwieść moim seksownym strojom i odważnym  gestom na scenie,niech Cię nie zmyli mój wyzwolony i kontrowersyjny wizerunek estradowy. Czasem erotyka to mój show, a czasem długa suknia z orkiestrą w tle.schodząc ze sceny nie zobaczysz tej samej Dody.To moja artystyczna forma wyrażania siebie i emocji z muzyki,ulubiona prowokacja.droczę się z widzem,robię to pod kontrolą zarówno mojego umysłu i woli.przede wszystkim to ja się tym bawię ,a nie inni bawią się mną.

Ok, w pełni popieram tego typu świadome podejście do wizerunku i kreacji artystycznej. Samo istnienie Dody na polskiej scenie i właśnie ta kreacja były genezą modelu kariery opartego na seksualności, sprzedawaniu własnego ciała i życia prywatnego (vide sceny z Radkiem Majdanem w legendarnym klipie do “Dżagi”). Na dodatek mowa tu o artystce, która od półtorej dekady nie wykreowała żadnego liczącego się hitu i istnieje w przestrzeni publicznej siłą kontrowersji wykreowanej kilkanaście lat wcześniej oraz doniesieniom serwisów plotkarskich dotyczących jej problemów z prawem. Doda przeżyła więc najwyraźniej nawrócenie jak niegdyś Maja Frykowska z Big Brothera. Ciekawy jest też fakt, że wiedzę o życiu współczesnej młodzieży czerpie przede wszystkim z telewizyjnej produkcji (sama osiągnąwszy rozgłos dzięki produkcji, w której ludzie siedzą na kanapie przed kamerą i gadają głupoty). Cóż, powinszować intelektualnego i moralnego progresu.

Diss na Żabsona. Tylko za co i o czym? xD

 

To wydanie inbówki zamyka materiał wielkiej wagi. O tym, że Żabson jest jedną z głośniejszych i bardziej kontrowersyjnych postaci współczesnej rapowej sceny nie trzeba raczej nikogo przekonywać. Popularny Internaziomal doczekał się więc w minionym tygodniu aż dwóch dissów, które mają go zniszczyć. Autorem obu tracków jest niejaki Komil. Yyyy… Kto? A taki ziomek, co wydał 5 lat temu jeden hit – dyskusyjnej jakości “Monopoly”. Po pół dekady bez zbytniego pierdolnięcia młody raper postanowił znów zrobić szum wokół siebie. Jak? Atakując jednego z najpopularniejszych raperów w Polsce. W poprzedni weekend Komil wypuścił minutowy track “Żaby, aligatory i inne stwory”, w którym MC zapowiada, że będzie sukcesywnie jebał Żabsoba. Za co? Yyyy… Nie wiadomo. Komil rozjaśnił nieco w sequelu tego dissu, modnie zatytułowanym “***** *******”. W opisie tracka napisał, że powodem dissu jest fakt, że Żabson rzekomo wyciął go w 2015 roku ze wspólnej trasy z Guziorem i Otsochodzi. W eminemonowo-pejowym stylu Komil pluje tak światłe wersy jak “trochę mnie nie było i w okól same pedały / ja nie jestem homofobem, ale kurwa robić rapy?” oraz “Mój stary to by cię wypierdolił z pracy suko po godzinie / chciałeś być aktorem, już nie zagrasz w żadnym filmie / chyba że w gejowskim porno, mordo mamy wakat”. Poziom jest wysoki, nie ma co. Popularny Żaba na razie siedzi cicho. W sumie nie dziwne, jego adwersarz nie wytknął mu bowiem nic konkretnego czym autor “Sexoholika” mógłby się przejąć.

Trzyminutowe oczekiwanie na punche i konkret możecie odbyć tutaj:

WIĘCEJ