Inbówka #12: ekologiczne przebudzenie narodowców, ADB vs Czarnek, a Rojas robi Męskie Granie

Sezon ogórkowy, ale temperatura zdecydowanie buraczana.

Powodów do radości może jest trochę, ale wystarczy zajrzeć za oknem lub otworzyć wiadomości i dzień skrewiony. Tak to już jest pod tą szerokością geograficzną, gdzie praktycznie codziennie pytamy: dlaczego nie możemy mieć dobrych rzeczy? Inbówka 12, edycja upalna.

Zacznijmy od ciekawych strategii na przetrwanie trudnego lata pełnego ograniczeń. Wielokrotnie chwaliłem festiwal Soundrive za edycję ze 100% polskim line-upem – i nawet nie chodzi o to, że gra tam mój zespół, bo grają tam prawie wszyscy, ale winszuję dobrego pomysłu, który warto kontynuować w przyszłości (na co się nie zapowiada). FEST Festival zachęca do szczepień, bo tylko po dawce chipa będzie można się bawić na terenie Parku Śląskiego. Open’er organizuje mniejsze, choć wciąż mainstreamowe koncerty. Niedawno dowiedzieliśmy się, że w tym roku OFF-a nie będzie, ale w Dolinie Trzech Stawów odbędą się specjalne koncerty. Spodziewałem się Trupy Trupa, może EABS, czy innych tuzów polskiej alternatywy o jakiejś popularności. Dostaliśmy… Męskie Granie? Open’er Park Bis? Dni Katowic? Quebonafide, Artur Rojek, Brodka, Smolik, król oraz Mitch & Mitch to skład, który jest gigantycznym zawodem dla fanów i fanek festiwalu. Rozumiem, że trzeba się jakoś ratować, a taki zestaw może przyciągnąć lokalną publikę, która zapłaci i poprawi ciężką sytuację. Ale chyba można to było rozegrać inaczej. Zaglądając w komentarze, w zasadzie każdy wyraża zawód albo coś jeszcze gorszego. 

Myślę, że wiernej publiczności to nie odstraszy od regularnej, potencjalnie przyszłorocznej edycji festiwalu, niemniej to dość wyraźna rysa na wizerunku, nawet jeśli taki tryb działania jest w jakimś stopniu zrozumiały. Na OFF-ie bywałem wielokrotnie i kocham atmosferę Doliny Trzech Stawów, ale niestety taki skład w tej cenie to prośba za duża, żeby nie powiedzieć dosadniej. Za to boomersi i normiki będą wniebowzięci, bo Męskie Granie w tym roku omija Katowice. 

Tymczasem Robert Winnicki, narodowiec i członek Konfederacji, zorientował się, że żyjemy w czasach katastrofy klimatycznej. Witamy po dobrej stronie mocy Robert, skalibruj jeszcze resztę swoich poglądów, a może nawet staniesz się racjonalnym członkiem społeczeństwa!

Oczywiście spotkało się to z najazdem twitterowych mędrków, którzy masowo negowali wpływ człowieka na taki stan rzeczy. Sam Winnicki nic o tym nie wspomina w swoim pierwotnym tweecie, ale z różnych starć pod nim można wywnioskować, że gdzieś mu coś zaczęło świtać w dobrą stronę. Ekologiczna skrajna prawica to nic nowego – wystarczy zapytać o to pierwszego lepszego nazi poganina – ale w walce ze skutkami kryzysu klimatycznego potrzebna jest solidarność wszystkich. A niestety nic nie wskazuje na to, że w kolejnym Sejmie zabraknie Konfederacji. Swoją drogą jeśli nawet część narodowców dostrzega problem, to nie wiem, na co czeka PiS, który nie tylko robi niewiele, żeby szykować nas na egzystencjalne wyzwanie, co jeszcze pogłębia kryzys, przywiązując Polsce węgielny kamień do szyi…

Tymczasem w Sejmie trwała debata o odwołanie ministra edukacji. Imć Czarnek zapisze się w historii jako minister gorszy nawet od dzisiejszego ulubieńca Platformy Obywatelskiej, Romana Giertycha. Trzeba przyznać, że to dość upiorne dokonanie, bo tamten ziomek był wcielonym demonem reakcji. Czarnek jest pod wieloma względami gorszy, co więcej, w swojej krucjacie przeciwko polskiej szkole ma sojusznika w postaci Ministerstwa Sprawiedliwości, które już szykuje kary więzienia (!) dla krnąbrnych dyrektorów i dyrektorek szkół. W tym tygodniu Czarnek wpadł do TVP Info, żeby podzielić się swoimi refleksjami na temat Parady Równości: widzieliście zdjęcia z „Parady Równości”, a to z równością nie ma nic wspólnego. Widzieliście tam osobników ubranych dziwacznie, mężczyznę ubranego jak kobieta, czy to są ludzie normalni państwa zdaniem? […] W polskiej szkole obowiązuje język polski, nie jakiejś inkluzywności, w języku polskim zaspokajanie popędu seksualnego w sposób odmienny od przyjętej normy nazywa się zboczeniem i dewiacją. Tego języka będziemy przestrzegać w polskich szkołach. […] Ktoś, kto promuje dewiacje nie ma tych samych praw publicznych jak osoba zachowująca się zgodnie ze standardami. Na koniec stwierdził, że w cywilizowanych krajach jak Węgry (LOL) nie ma zgody na takie wydarzenia. Przypomnę tylko, że na Węgrzech właśnie przyjęto homofobiczną ustawę, która stawia kraj rządzony przez Viktora Orbana w jednym szeregu z putinowską Rosją. 

Do takich wypowiedzi ministra jesteśmy, niestety, przyzwyczajeni. W Sejmie posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk w płomiennym wystąpieniu krytykowała dyskryminacyjne teksty z wizyty w TVP Info, podkreślając trudną sytuację psychiczną i rosnącą liczbę samobójstw wśród młodzieży LGBTQ+. W tym czasie posłowie i posłanki PiS-u… Klaskali i próbowali zagłuszyć posłankę Lewicy.

To bulwersująca sytuacja, w której krzywdę prześladowanych jednostek oklaskuje się z rządowych ław. To kolejny pokaz kompletnej pogardy i nienawiści, jaką żywią posłowie i posłanki prawicy wobec własnych obywateli i obywatelek. Po raz kolejny musimy oddać Agnieszce Dziemianowicz – Bąk, że nie tylko nie dała się festiwalowi agresji, ale z pasją przekazała wyraźnie i dobitnie słowa pełne głębokiego humanizmu i empatii. Minister Czarnek siedział w swoim hasioku i pod maseczką zacieszał swoją obleśną gębę. Nigdy nie zapomnijmy o bestialstwie polskiej prawicy!

WIĘCEJ