HOMOLLYWOOD: Czy gwiazdy złotej ery kina mogły być bardziej wyzwolone niż współcześni aktorzy?

Boski Marlon Brando wyznał kiedyś, że podobnie jak spora liczba mężczyzn, również on ma za sobą doświadczenia homoseksualne i się tego nie wstydzi. Jeśliby spojrzeć na listę aktorów, którzy mieli podobne kontakty seksualne, to wyjdzie nam panteon legend, gwiezdny burdel fabryki snów. Przeglądam wzgórza złotej ery Hollywood w poszukiwaniu skrywanych, wyśnionych miłości.

Cary Grant

Całe życie ukrywał się za rolą czarującego światowca, przystojniaka, do którego wzdychały miliony kobiet i pewnie tyle samo chłopców. Gwiazdor kina mówił, że wszyscy chcą być jak Cary Grant, co gorsza – on też. Był takim ówczesnym George’em Clooneyem, mężczyzną idealnym, który miał otaczać się pięknymi kobietami. Nie potrafił spełnić tych oczekiwań. Pod koniec życia wspominał w wywiadach, że od dziecka tresowany był na dżentelmena, którego matka biła za niewłaściwe zachowanie. Miał wyrosnąć na poukładanego, zadbanego człowieka z dobrymi manierami. Zero skazy. W dodatku matka, którą z czasem zamknięto w zakładzie psychiatrycznym, ubierała małego Granta w sukienki i kręciła mu loki z długich włosów. Wielokrotnie przyznawał, że sam nie był pewien, czy jest chłopcem czy dziewczynką.

Te wszystkie oczekiwania i przypisywanie do wymyślonych ról doprowadziły dorosłego aktora do kryzysu egzystencjalnego. Wylądował więc tam, gdzie wówczas lądowały wszystkie znane nazwiska: u doktora Hartmana, który stosował terapię, podając LSD. Dzięki niej Cary zrozumiał, czego tak naprawdę pragnie. Pragnie przystojnego, dobrze zbudowanego mężczyzny, przy którym będzie czuł się sobą. Pomimo pięciu nieudanych małżeństw Cary Grant prowadził podwójne życie. Po pierwszym rozwodzie zamieszkał z Randolphem Scottem, którego poznał na planie filmu Gorąca sobota w 1932 roku. Jak wspominają ich przyjaciele w filmie dokumentalnym Szukając siebie, mieszkali wspólnie w domku przy plaży w Santa Monica (posiadali też rezydencję w Los Angeles), spędzali razem wolny czas, uprawiali sporty, podróżowali. Mówiło się o nich „najpiękniejsza para Hollywood”. I coś w tym jest, jeśli tylko spojrzymy, jak prężą się razem przy basenie. Aż im zazdrościmy!

Cary Grant, fot.  Bettmann / Getty Images
Marlene Dietrich, fot.  Eugene Robert Richee / Getty Images

Greta Garbo i Marlene Dietrich

Nie ma chyba dwóch bardziej tajemniczych kobiet w historii kina niż Greta Garbo i Marlene Dietrich. Posągowe piękności, boginie, istne femmes fatales, które u szczytów kariery wycofały się z życia publicznego, by skupić się na prywatnym. Obie uwikłane w liczne romanse, obie o skłonnościach biseksualnych, wielbiły towarzystwo kobiet. Błękitny Anioł, czyli Dietrich, uchodziła za kusicielkę, to do niej należy pierwszy lesbijski pocałunek w historii kina – było to w Maroku z 1930 roku. W obrazie Dietrich tworzy postać piosenkarki kabaretowej, która nosi garnitur, jest stanowcza, męska, androgeniczna, miesza obie płci. Zresztą parę lat później w jednym z wywiadów Marlene wyznaje: – W Europie nie ma znaczenia, czy jesteś mężczyzną czy kobietą. Kochamy się z każdym, kto nam się spodoba.

Doskonale wiedziała, co mówi, w końcu jak wspominają jej przyjaciele z lat młodości, jeszcze w latach 20. jako nieznana nikomu dziewczyna brylowała w berlińskich gejowsko-lesbijskich klubach. Idąc za ciosem lesbijskiego pocałunku na ekranie, dwa lata później w Blond Wenus poklepuje fordanserki estradowe po pośladkach. Kobiety za nią szalały, a jej się to podobało. Pomimo małżeństwa romansowała z mężczyznami gigantami: od Johna F. Kennedy’ego, Franka Sinatry, Ernesta Hemingwaya, Charliego Chaplina, Johna Wayne’a, po Jacka Kennedy’ego. Pomiędzy tymi uniesieniami były kobiety. Jedną z takich dwuznacznych relacji stworzyła z Edith Piaf, z którą w latach 50. spędzała mnóstwo czasu, mieszkając w Paryżu.

Ale jej najbardziej tajemniczy romans powiązany był z największą ekranową rywalką. Boska Greta, bo tak nazywano Garbo, była przeciwieństwem Marlene. Miała być niewinna, czysta, eteryczna. Ich wojna na ekranie podsycana była przez wytwórnie filmowe. Kiedy Dietrich całowała się na ekranie i klepała dziewczyny po pupie, Garbo zdecydowała się na udział w Królowej Krystynie, gdzie w roli homoseksualnej królowej filtruje z ponętną hrabiną. Po zawieszeniu swoich karier i usunięciu się w cień „przypadkowo” zamieszkały w tym samym budynku w Nowym Jorku. Dietrich mieszkała z mężem, którego całe życie jawnie zdradzała, Garbo zamieszkała sama. W wywiadzie do filmu dokumentalnego Dietrich i Garbo przyjaciele z tamtego okresu wyznają, że Boska Greta nie raz wspinała się na śmietnik, żeby zobaczyć chociaż przez moment Błękitnego Anioła. Ich dziwna relacja została przerwana w momencie, kiedy Dietrich spotkała na korytarzu wychodzącą z mieszkania Garbo arystokratkę Mercedes de Ascota, która towarzyszyła jej w licznych podróżach. By wzbudzić zazdrość Grety, wdała się z młodą lesbijską w romans. Jak wyznaje Louis Bozon, przyjaciel Marlene, Dietrich uwielbiała bawić się uczuciami i nigdy tego nie kryła. Do 2000 roku pogłoski o romansie Garbo i Dietrich były niejasne – do momentu wydania książki Diany McLellan, która potwierdziła informacje o ich romansie z 1925 roku na planie The Joyless Street.

Greta Garbo, fot.  Bettmann / Getty Images
Rock Hudson, fot. Silver Screen Collection / Getty Images

Rock Hudson

Rock Hudson nie mógł narzekać na brak tłumów wielbicielek. Gwiazdor kina lat 50. i 60. zapisał się w historii dzięki rolom w Olbrzymie u boku Elizabeth Taylor i Jamesa Deana czy komediom romantycznym z Doris Day Nie przesyłaj mi kwiatów oraz Telefon towarzyski. Wzdychali do niego wszyscy łącznie z producentami filmowymi. Tak było na początku jego drogi, kiedy nieznany nikomu poznał niejakiego Kennetha Hodge’a, producenta radiowego, z którym najpierw zaczął chodzić na randki, a później dzięki jego znajomościom i mobilizacji pojawił się na pierwszym poważnym castingu do filmu.

Gwiazda Rocka Hudsona zaczęła świecić coraz jaśniej. Ale to wiązało się wielkimi kontraktami z wytwórnią filmową. Hudson nie miał prawa do prywatności. Według kontraktu z Universal Pictures aktor miał być mężczyzną idealnym: przystojnym, szarmanckim, odważnym i heteroseksualnym. Był ulubieńcem kobiet, przynosił wytwórni olbrzymie pieniądze, więc aranżowano mu skandale z kobietami, randki, a nawet małżeństwo, które miało wyciszyć plotki. Z czasem Rock coraz bardziej pogrążał się w nieszczęściu. Mimo iż każdy wywiad zaczynał się od pytania, czy jest gejem, nie komentował swojego życia prywatnego. Widywano go w klubach gejowskich, wdawał się w coraz to krótsze romanse, aż związał się z publicystą Tomem Clarkiem. Finał wielkiego amerykańskiego snu był tragiczny. Samotność, alkohol i wczesna śmierć w wyniku komplikacji spowodowanych AIDS.

Marilyn Monroe

Marilyn Monroe do dziś jest nie tylko inspiracją i symbolem kina, ale także największą zagadką fabryki snów. Laleczką utkaną z marzeń obleśnych, starych producentów. Jej śmierć, romanse, kontakty z polityką, uzależnienia i dzieciństwo to wciąż niewyjaśniona sprawa. Ale blond piękność i obiekt westchnień każdego ówczesnego heteroseksualnego mężczyzny na świecie miała jeszcze jedną tajemnicę. Małżeństwa Marilyn Monroe były tak samo burzliwe i głośne jak wszystko, czego się dotknęła. I raczej nic nie wskazywało na to, że podobnie jak połowa ówczesnego Hollywood i ona miała swoje biseksualne przygody.

Wszystko to do momentu ujawnienia po jej śmierci nagrania z sesji z psychiatrą, dr. Ralphem Greensonem, na której aktorka wspomina początki swojej kariery, kiedy nikomu nieznana mocno zaprzyjaźniła się z ówcześnie wielką gwiazdą kina Joan Crawford: – Oh yes, Crawford. We went to Joan’s bedroom. She had a gigantic orgasm and shrieked like a maniac… next time I saw Crawford, she wanted another round… after I turned her down, she became spiteful. – Z tamtejszych źródeł wynika też, że to nie jedyna kobieta, z którą Monroe łączyło coś więcej. Największym zaskoczeniem było, kiedy portal Daily Mail dotarł do wypowiedzi aktorki o rzekomym romansie z do bólu heteroseksualną Elizabeth Taylor.

Marilyn Monroe, fot. Hulton Archive / Getty Images
Marlon i James Dean, fot. Hulton Archive / Getty Archive

Marlon Brando, James Dean i cała reszta

Zacytowany na początku cudowny Marlon Brando swym wyznaniem zaskoczył publiczność. Uchodził za podrywacza czy męża swoich czterech żon, ale także śmiano się w środowisku filmowym, że ojciec chrzestny kina spłodził siedemnaścioro dzieci albo i znacznie więcej, tylko tego nie pamięta. Pamiętał za to swoje homoseksualne romanse, nawet związki, które przeplatały się pomiędzy tymi wszystkimi kobietami. Brando spotykał się chociażby z buntownikiem Jamesem Deanem, z którym, jak wynika z książki biograficznej Darwina Portera, przez kilka lat tworzył burzliwy związek. Jednym z takich głośnych wydarzeń była ich wspólna bójka spowodowana zazdrością na imprezie w Santa Monica w Kalifornii, której świadkami były dziesiątki osób. Ale Brando był uwikłany nie tylko w romans z Deanem. W San Francisco spędził intymny weekend z Carym Grantem, z Montgomerym Cliftem miał krótkotrwały romans, ale ponoć niezwykle czuły, zaś aktorowi Johnowi Gielgudowi wyświadczył przysługę seksualną, która była, jak później przyznał w wywiadach promujących film, podziękowaniem za pomoc na planie Juliusza Cezara.

Idąc dalej, mamy Tyrone’a Powera, który w tym zestawieniu gwiazd złotej ery Hollywood świeci najsłabiej. Zapisał się na kartach kina jako jeden z pierwszych, którzy założyli maskę Zorro. Zapisał się też tym, że mimo iż wytwórnie w latach 40. promowały go na amanta, odtrącał zaczepki kobiet, romansując z mężczyznami. Nazywano królem perwersji, o jego uwielbieniu do pissingu plotkowała cała fabryka snów. „Najwierniejsi” przyjaciele Powera po jego śmierci wspominali na łamach prasy, że był odważniejszy w seksualnych uniesieniach, eksperymentując także z kałem.

Do tego panteonu aktorów poszukujących miłości dorzucam wspomnianą Joan Crawford, Claudette Colbert, Charlesa Laughtona, Barbarę Stanwyck, Clarka Gable’a, który zasłynął chociażby dzięki roli Rhetta Butlera w Przeminęło z wiatrem, meksykańskiego aktora kina niemego Ramóna Novarro – kochanka „wielu” mężczyzn – czy Anthony’ego Perkinsa, który do końca pozostanie już Normanem Batesem z Psychozy Alfreda Hitchcocka. Perkins pomimo posiadania żony i dzieci przez lata związany był chociażby z kolegą z planów Tabem Hunterem. Aktor według wspomnień hollywoodzkiego alfonsa Scotta Bowersa był niezwykle wybredny w dobieraniu sobie kochanków, ale nieco mniej ostrożny, jeśli chodzi o ilość. Skutkiem tego w 1992 roku zmarł na AIDS. Jedna z najgłośniejszych par złotej ery kina, Katharine Hepburn i Spencer Tracy, przeżyła również pasmo biseksualnych romansów, na które przez lata sobie pozwalali. A długa lista ich kochanków jest nieskończona. Podobnie jak inne miłości wielu legend ze wzgórz Hollywood.

W wielkiej debacie o przemianie współczesnego Hollywood, w której przenikają się pytania o kolor skóry czy płeć, na próżno szukać wątku poszukiwania wyśnionej, prawdziwej i wolnej miłości. Poza paroma przykładami aktorów telewizyjnych czy mało znaczących nazwisk dzisiaj nie mówi się prawdy o swoich pragnieniach. Przed nami prężą się idealni, biali, heteroseksualni bogowie o twarzy Brada Pitta, Leonarda DiCaprio czy Ryana Goslinga i mało naturalnej już Nicole Kidman. Wszyscy perfekcyjni, wszyscy stworzeni według jednego wzoru, jakby pozbawieni odwagi, którą mimo wielkich kontraktów i olbrzymiej konkurencji miały gwiazdy złotej ery Hollywood.

Barbara Stanwyck, fot. Sylver Screen Collection / Getty Images
WIĘCEJ