Nawet bycie ofiarą przemocy z bronią palną w ręku nie daje taryfy ulgowej od mizoginii.

Jednym z największych skandali w amerykańskim rapie w ostatnich latach było postrzelenie Megan Thee Stallion, rzekomo przez rapera i wokalistę R&B Tory’ego Laneza. Do zajścia miało dojść w listopadzie 2020 roku, w trakcie powrotu z domówki w którejś z celebryckich twierdz w obszarze Los Angeles. Artystka, postrzelona w stopę, nie chciała wzywać policji, obawiając się brutalnej reakcji władzy wobec osób o czarnym kolorze skóry. Tak zaczęła się epopeja, która składa się z niejasności, żałosnego albumu muzycznego, ale przede wszystkim klasycznej mizoginii. Tory Lanez cieszy się wyjątkową pozycją w rapowym biznesie. Przed pamiętnym wydarzeniem był brany chętnie na featuringi przez największych artystów i artystki – choćby do remiksu What’s Poppin Jacka Harlowa, jednego z najpopularniejszych przebojów 2020; a jego mixtape’y zbudowały mu wierną armię fanów i fanek. Potrafił nawet sprytnie wykorzystać pandemię i uruchomił Quarantine Radio, inicjatywę, która luźno umilała ludziom najtwardszy lockdown. Nic dziwnego, że kiedy gruchnęła wieść o strzelaninie, sporo osób stanęło po jego stronie, wyszukując dziur w zeznaniach Megan. Pojawiły się nawet zarzuty o to, że Meg chce ściągnąć dobrego ziomka w dół albo że szuka poklasku. Co jest nieprawdą, bo w dość krótkim czasie raperka stała się prawdziwą gwiazdą, o famie znacznie wykraczającej poza świat rapu, przy okazji o wiele większej niż ta Tory’ego. Od samego początku hiphopowe blogi, konta na mediach społecznościowych i youtubowe kanały starały się wykazać, że wokalista nawet jeśli strzelił, to pewnie miał powody, a tak w ogóle to Meg twerkowała bez przeszkód dzień po, zaś całość wygląda dość niewiarygodnie. Oczywiście Tory Lanez podtrzymywał tezę o swojej niewinności, ba, nawet nagrał koszmarny album, który miał wszystko wyjaśnić. Ale nie wyjaśnił nic, bo w związku z toczącą się sprawą nie może mówić zbyt wiele. Za to chętnie pobełkotał coś o cancel culture i o tym, że zawsze znajdą się chętni na ściągnięcie czarnego człowieka w dół. Co jest prawdą, ale raczej nie w tym wypadku. Tutaj zachodzi inny mechanizm: mizoginii, szczególnie mizoginii wobec czarnych kobiet.

Megan, na tym etapie ustabilizowana raperka i gwiazda światowego formatu, nie potrzebowała fabrykować dramy czy atakować wokalisty, z którym wtedy się zresztą spotykała. Od samego początku wskazywała na szok, jaki przeżyła, i surrealizm całej sytuacji. W przeciwieństwie do Tory’ego Laneza nie była skrępowana milczeniem nakazanym przez sąd i niedawno udzieliła wywiadu, w którym rzuciła więcej światła na całe zajście. To była emocjonalna rozmowa, skropiona łzami raperki. Wywiad przeprowadzała Gayle King, znana z ostrego stylu – to właśnie ona przycisnęła R. Kelly’ego tak mocno, że się rozsypał (i słusznie), więc nie było mowy o taryfie ulgowej. Megan Thee Stallion potwierdziła część medialnych doniesień: reszta ekipy chciała kontynuować bibkę, ona chciała wracać do domu, wokalista krzyknął do niej dance, bitch! i strzelił jej w nogi, symulując dowcip znany z westernowych slapsticków, co skończyło się tragicznie. Raperka nie ma nic do ugrania na kłamstwach, ba, gdyby sąd ustalił wersję wydarzeń sprzeczną z tym, co powiedziała w trakcie wywiadu, wizerunkowa katastrofa byłaby tak duża, że artystka mogłaby się już nigdy nie podnieść. I tutaj ponownie wkraczają rapowe media i twórcy treści. O ile mainstreamowe pozycje starają się być w miarę obiektywne, o tyle blogosfera i media społecznościowe po raz kolejny wykonują wręcz dziecinne mizoginiczne gesty. DJ Akademiks, jedna z najbardziej wpływowych postaci mediów współczesnego rapu, szydził z łez raperki, wskazując na ich wyrachowanie. Teorię, że Meg, rozdrapując swoją traumę publicznie, liczy na sympatię widowni, rozpowszechnia nie tylko Akademiks, ale i inni, którzy po prostu nie potrafią uwierzyć kobiecie. Tory Lanez jest w tej narracji ofiarą, tym większą, że wskutek oskarżeń o postrzelenie raperki został zblackballowany przez branżę muzyczną, czyli pozbawiony wsparcia na poziomie instytucjonalnym, co objawiło się choćby blokowaniem jego utworów na playlistach czy pozbawieniem go bookingów. Chwilę przed wywiadem Megan z Gayle King w telewizji CBS Tory Lanez został aresztowany za tweety, które naruszyły sądowy nakaz ochrony raperki. Oczywiście był to kolejny argument za tym, że to wokalista jest ofiarą nagonki. Co ciekawe, w tej narracji bardzo często podkreśla się, że Tory Lanez jest czarnym mężczyzną, jakby analogicznie trudna (a nawet trudniejsza, biorąc pod uwagę jej płeć) pozycja Megan zupełnie się nie liczyła. 

Cancel culture nie jest niczym więcej, jak tylko strachem na wróble prawicy. Tory Lanez, mimo ciężaru dowodów wskazujących na jego winę, wciąż może cieszyć się masą słuchaczy i słuchaczek oraz solidnym wsparciem rapowej infrastruktury medialnej. Megan Thee Stallion, kobieta spełniona komercyjnie i artystycznie, wciąż musi odpierać mizoginiczne ataki sfrustrowanych facetów, którzy nie mogą przełknąć jej sukcesu i wyzwolenia. Gaslighting, oskarżenia o kłamstwa i zagrywanie kartą ofiary (którą raczej w tej sytuacji jest), sugestie, że branża wspiera ją tylko dlatego, że jest kobietą – z tym raperka mierzy się codziennie. A trauma, którą przeżyła w listopadzie 2020, jest z nią cały czas i będzie jeszcze długo, nawet kiedy sąd wyda ostateczny wyrok. Z kolei Tory Lanez cieszy się niebywałą łaską rapowego komentariatu i publiczności, która dokładnie takie zagrywki z jego strony – od mijania się z prawdą po robienie z siebie ofiary – łyka niczym mizoginiczne pelikany. Ta sytuacja i miłe przyjęcie nękania Kim Kardashian przez Kanyego Westa pokazują, że duperki w klipach to tylko element antykobiecego problemu, z jakim zmaga się hip-hop. I to wcale nie największy.

WIĘCEJ