Wampiry nie chcą siedzieć w krypcie.

Od jakiegoś czasu w polskiej myśli kulturoznawczej, historycznej i socjologicznej jednym z najważniejszych wątków jest rewizja przeszłości. Nie pod kątem fikcyjności zdarzeń, ale przyjmowanej perspektywy. Przez wieki karmiono nas – a w szkole dzieje się to dalej – optyką klas panujących, jej twórczością i twórczością do niej skierowanej. A przecież wiemy doskonale, że to tylko ułamek społeczeństwa, do tego ułamek działający najczęściej na szkodę reszty. Szczęśliwie dzisiaj coraz częściej zdajemy sobie sprawę z tego, że narzucane hierarchie, usprawiedliwiane najczęściej urodzeniem albo religijnymi bzdurami, to tama na rzece szczęśliwego, a przede wszystkim równościowego życia społecznego. Przez huragany historii nie ostała nam się również wpływowa arystokracja, która byłaby jakkolwiek uwzględniona w prawie i oficjalnym życiu politycznym. Z tej perspektywy takie brytyjskie uwielbienie dla rodziny królewskiej i korba na punkcie tytułów szlacheckich jawi się nam jako cudaczny relikt, ekscentryzm nieprzystający do współczesności. I to nawet nie kwestia budzenia się świadomości tego, że szlachta i  arystokracja była najczęściej źródłem bólu, a nie dobroci, ale zwykłego archaizmu takiego urządzenia świata, nawet jeśli to tylko symboliczne dekoracje. A jednak, w Polsce wciąż funkcjonuje szlachta i arystokracja. Ta dosłowna, nie ekonomiczna – ta jest tematem na inny dzień, chociaż to często bywają zbiory wspólne. Co więcej, przez splot z kościołem i prawicowym wampiryzmem, dotarła na dość wysokie szczeble władzy. Jak choćby Konstanty Radziwiłł, wojewoda mazowiecki, a dawniej minister zdrowia w rządzie Beaty Szydło. Wielu potomków arystokracji w mediach biznesowych szczyci się tym, że nazwisko ułatwia międzynarodowe kontakty – nie wszędzie procesy historyczne były tak skuteczne w wyczyszczeniu tej pasożytniczej warstwy, jak u nas, więc zrzut hrabiego na jakiegoś lorda jest jak najbardziej skuteczny. W skrócie, to potomkowie zdrajców i oprawców, którzy wielokrotnie doprowadzali ludność tych terenów do zapaści. Duma z pochodzenia jest tu wyjątkowo w kiepskim guście, biorąc pod uwagę skalę nadużyć, jakich dopuszczała się polska szlachta i arystokracja, zarówno na poziomie polityki krajowej, jak i praktyk wobec podwładnych w dworach i na posiadłościach. 

Arystokratyczne wampiry gromadzą się w stowarzyszeniach i towarzystwach, pod płaszczykiem działalności historycznej propagujących fałszywą wizję historii, w której dobry pan był depozytariuszem wartości duchowych i materialnych. Prowadzi to do kolejnych warstw oburzającego braku wyczucia. Kiedy rozpoczęła się inwazja Rosji na Ukrainę, Związek Szlachty Polskiej wystosował intrygująco kiepskie oświadczenie. Czytamy w nim: Ze względu na historyczne więzi rodzinne i utrwalone dziedzictwo kulturowe, w szeregach naszego stowarzyszenia zrzeszeni są także przedstawiciele rodów, których rodowód wywodzi się z obszarów pozostających w granicach obecnej Ukrainy. Dlatego też, nie sposób jest poprzestać tylko na słowach współczucia dla wszystkich dotkniętych tą wojną. Dla przypomnienia, te historyczne więzi rodzinne i utrwalone dziedzictwo kulturowe odsyłają do brutalnej kolonizacji, jakiej dokonała polska szlachta na terenach dzisiejszej Ukrainy i Białorusi. Pańszczyzna przybierała tam jeszcze bardziej srogą formę, niż na ziemiach polskich, a miejscowa ludność była traktowana najczęściej jak bestie poniżej progu człowieczeństwa. Z kolei wartości duchowe wyznawane przez szlachtę to oczywiście hardcorowy katolicyzm, więc i dzisiaj Polskie Towarzystwo Ziemieńskie czy Związek Szlachty Polskiej krzewią kościelne banialuki i wchodzą w różne zależności z katolickimi funkcjonariuszami o wątpliwej moralności. Zresztą PTZ znalazło się przez to w gorącej wodzie, bo kapelan organizacji, Mirosław N., został oskarżony o pedofilię. Broni go oczywiście biskup i Ordo Iuris, bo jak wiemy, horrory ciemiężące polską ludność lubią łączyć się w grupy. Dopiero po serii artykułów w różnych mediach, PTZ napisało: Z niedowierzaniem i zaskoczeniem przyjęliśmy doniesienia medialne na na temat ks. Mirosława N. Jednocześnie oświadczamy, że podczas wieloletniej posługi duszpasterskiej ks. Mirosława na rzecz naszej społeczności nigdy nie stwierdziliśmy jakichkolwiek uchybień w Jego postępowaniu. Jednakże w obliczu przedstawionych oskarżeń, nie możemy i nie chcemy w żaden sposób oceniać toczącego się postępowania sądowego. W związku z powyższym wstrzymujemy się od dalszych komentarzy i do czasu jednoznacznego wyjaśnienia sprawy zawieszamy kontakty z tym duchownym. Uwaga o jednoznacznym wyjaśnienie sprawy jest o tyle kuriozalna, że sam pedofil przyznał się do winy, więc pewnie chodzi tu o prawnicze czarnoksięstwo, po które sięgną nekromanci z Ordo Iuris. Po tym krótkim komunikacie PTZ wróciło do promowania golfa, bo jak wiemy, nie ma nic bardziej ludzkiego i przyziemnego jak ta aktywność!

Czy rzeczywiście powinniśmy się spinać tym, że jakieś jednostki wyrosłe z przywileju wciąż coś bajdurzą? Rzeczywiście, wpływy polskiej szlachty i arystokracji są pozornie niewielkie. Ale ich bliskie związki z tronem i ołtarzem, biznesowe konszachty, uprawiane na bazie rodowych kapitałów (nie tylko ekonomicznych, ale również symbolicznych), obecność w wielu wpływowych organizacjach prawniczych i gospodarczych – to wszystko składa się na obraz, którego nie wolno lekceważyć. Podobnie jak historyczno-religijnej propagandy, jaką uprawiają szlacheckie organizacje. A ta trafia na podatny grunt narodowych kompleksów, gdzie wciąż możemy znaleźć klasową pogardę do warstw niższych. Pod jednym z artykułów o współczesnej szlachcie dosyć dużo ludzi zostawiało negatywne komentarze, ale było również sporo pozytywnych głosów. W pamięć szczególnie zapadł mi jeden zawodnik, który zapytał wprost: co wy wszyscy z czworaków jesteście?! Tak, większość z nas technicznie jest z czworaków, co w czasach swawolnego kapitalizmu lat dziewięćdziesiątych starano się przykryć klasistowską propagandą, uczącą pogardy do klasy ludowej i mamiącą fałszywymi aspiracjami. Zresztą zręby tego haniebnego podejścia są wciąż popularne po libkowej stronie mocy, karmiącej się mitami o głupiej, leniwej biedocie. Na wyzwania współczesności i przyszłości w żadnym stopniu nie odpowie grupa, która idealizuje przeszłość, gloryfikuje sztywne hierarchie i tkwi w religijnym bałamuctwie. Tylko równe, egalitarne społeczeństwo może przetrwać i żyć w relatywnym szczęściu. Nie za bardzo jest w nim miejsce na ludzi, w 2022 zupełnie bez ironii używających tytułu hrabiego czy księcia.     

WIĘCEJ